Nim zdążyła zarejestrować co się dzieje wokół już była w ramionach Brenny. Uśmiechnęła się wesoło. Może i miała już czternaście lat, ale być na rękach Brenny Longbottom nie zdarza się być często, bo kobieta ma swoje na głowie i zwykle jest zalatana jak zając na Wielkanoc. Zarzuciła jej ręce na ramiona. Taki transport to ona rozumiała jak mało kto.
– Wygodnie – skomentowała. – Prawie jakbym była twoją żoną – zaśmiała się wesoło. Oczywiście, że żartowała. Nie mogła być żoną Brenny, bo śluby biorą kobieta z mężczyzną, a nie kobieta z kobietą. Ciekawe byłoby takie życie jakby się było z osobą tej samej płci. Hm...
Słysząc jak Frank mówi, że mógłby ją trzymać za rękę puściła buraka i schowała się za ramieniem jego ciotki, aby tego nie widział. Miała nadzieję, że Brenna tego nie skomentuje i nie pozwoli jej pokazać się tak Frankowi. To byłoby jeszcze bardziej zawstydzające, gdyby wiedział, że ją zawstydza to, że on mógłby ją trzymać za rękę. Tak, trzymali się za te dłonie nie raz, ale to zwykle było tak, że ona go gdzieś ciągnęła, a tak było szybciej niż czekając, aż on zorientuje się co ma zrobić.
– Tu jest wygodnie i wszystko widać – odpowiedziała przyjacielowi patrząc przed siebie. Czuła jak niektórzy na nich patrzą, ale to ją nie zrażało. Tak było bezpieczniej, bo Franek nie widział jej zawstydzonej buzi.