Nie sądził, że dziewczyna może pomyśleć o pobiciu jej. To ona go zaatakowała, a on po prostu podjął pojedynek, aby nie czuła się gorsza. I może chciał jej dać tym lekcje, że nie powinna zadzierać, aż tak nosa? Nie wypadało rzucać się na innych bez zastanowienia. Gdyby nie to, że nie chciał jej zrobić krzywdy mogłaby wyglądać gorzej. Miał w sobie sporo agresji, ale nie był jeszcze na tyle podły, aby dobijać trzynastolatki na korytarzach Hogwartu. Może i wyglądał strasznie, może i potrafił zastraszyć, ale nie był w tym wszystkim na tyle zły, aby pozbywać się dzieci. Brenna należała do kategorii małych purchlaków bez dyscypliny i miał nadzieję, że to był jej pierwszy i ostatni wybryk w jego kierunku. Tak, doceniał jej umiejętności obrony i skutecznie oddany cios w nos, ale jednak mogła zapytać.
Tak więc zaciągnął trzynastolatkę do pomieszczenia uciekając z nią przed nauczycielami. Mogło to źle wyglądać, mogło to wyglądać tak jakby chciał ją zbić na kwaśne jabłko. Zważając, że wyglądał teraz co najmniej jak recydywista z nosem krwawiącym. Starł czerwoną ciecz z nosa rękawem i westchnął ciężko opierając się o ścianę obok drzwi. Spojrzał na bachora, który usiadł na jednej z ławki i uśmiechnął się złośliwie. Adrenalina buzowała mu w żyłach, a to powodowało, że czuł się nawet dobrze, nie czuł bólu jeszcze tak bardzo, ale coś czuł, że w nocy może być kiepsko. Na szczęście znał jednego dzieciaka, który był dobry w uzdrawianiu takich małych niedogodności.
– Nie, to nie eliksir wzrostu. – powiedział zmieniając wyraz twarzy na poważny, ale z iskierkami złośliwości w oczach. – To po prostu efekt regularnego przeciągania się każdego ranka i wiary w siebie! – wygiął usta w krótki uśmieszek i uniósł przy tym jedną brew ku górze.
Była chochlikiem bez ogłady, słyszał już o niej nie raz i wiedział doskonale, na który rok uczęszczała. Jak na trzynastolatkę była też dosyć wysoka, co było ciekawe, bo przyczepiła się akurat jego. Przewrócił oczami i znowu przetarł rękawem nos sprawdzając, czy krew nadal mu leciała.
– Co ci strzeliło do łba, aby się na mnie rzucać? – zapytał w końcu, bo naprawdę nurtowało go to pytanie. W ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że to co robił tamtym dzieciakom wyglądało aż tak źle z boku.