- Tam gdzie jego miejsce, czyli ze mną! - zapewnił ojca - Po prostu Ci przypomniałem jakbyś nagle zapomniał! - zaśmiał się - Zawsze masz jeszcze trzy córki, których jakoś tak chętnie nie nakłaniasz do zaślubin jak mnie... Nie słyszałem abyś kiedykolwiek przy nich wspominał o czymś takim... Wyczuwam tutaj pewien spisek albo... - spojrzał się pytająco na ojca - Chęć chronienia ich od zła koniecznego - mężczyzn. Typowe córeczki tatusia... - pokiwał głową przecząco ale rozumiał Dagura. Pilnowanie takiej ilości córek nie mogło należeć do najprostszych. Nie to aby były źle wychowane ale po prostu kandydatów było pewnie dużo, a w przypadku syna wystarczyło pilnować jednej osoby - własnego dziecka.
- Tradycja to tradycja. Dokładnie tak jak z kowalstwem i jubilerstwem. Dam z siebie wszystko aby się tego nauczyć - stwierdził. Dorosły Hjalmar miał całkowicie inne podejście do nauki, niż jego młodsza wersja. Teraz już rozumiał to co mu ojciec powtarzał - edukacja jest najważniejsza. Oczywiście jako dziecko miał fiu bździu w głowie i tego nie rozumiał ale nie wyszło tak źle - Uważaj bo jeszcze zaczniemy robić coroczne zawody w pędzeniu. Ja uwarzę swoje, a Ty swoje i później będziemy testować - upił solidny łyk z widocznym uśmiechem na ustach. Co by nie mówić, bardzo mu się ten pomysł spodobał - takie zdrowie współzawodnictwo.
- Zależy jacy przyjaciele - lekko się oburzył - Njala z Ivarem nigdy by mnie nie wystawili. Są dla mnie prawie jak rodzina. W końcu trzymamy się razem od samego początku Durmstrangu, a nawet jeszcze wcześniej na naszej kochanej wyspie - przypomniał starszemu z Nordgersimów - Tato... Proszę Cię. Katla ze swoją charyzmą to by samego Merlina przegadała! Jestem pewny, że to jej przełożony by jej kawę nosił - zaśmiał się. Nie raz, ani nie dwa padł ofiarą takich zagrywek od strony swojej siostry. Katla po prostu mówiła bardzo dobrze, co sprawiało, że bardzo prosto zjednywała sobie ludzi - Zgadzam się... Oni są... Chorzy - przyznał ojcu rację. Co by nie mówić, idealnie ich określił. Hjalmar nie zamierzał się wtrącać w konflikt tak długo jak nie zrobili krzywdy nikomu z jego najbliższych - zupełnie jak Dagur, co po raz kolejny udowadniało, że jaki ojciec taki syn i niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Papo... - zamilkł na moment, oblizując usta po łyku piwa - Albo Pokątna albo nic. Nie zamierzam się bawić w pół środki. Sam mi powtarzałeś abym mierzył wysoko - stwierdził ze spokojem w głosie - Nie chcę na żaden Carkitt Market. Chcę Pokątnej. Chcę aby nasze nazwisko było znane w całym Londynie jako Ci wyśmienici rzemieślnicy. Czy nie tego chciał dziadek? I jeszcze pradziadek? Czy nie po to przekazujemy tę sztukę od pokoleń? - zapytał retorycznie, wszak znał przecież odpowiedź na to pytanie - Dopóki nie spróbuję rzucić się na głęboką wodę, tak długo nie przekonam się czy to było warte... Ale to tak samo jak z naszą przeprowadzką do Wielkiej Brytanii... Rzuciliśmy się do wody i zobacz jak to nam dobrze wyszło! - przetarł dłonią twarz z ciężkim westchnięciem. Hjalmar miał duże ambicje. O ile nie zależało mu na jakiejś sławie, tak chciał aby ich rodzina coś znaczyła na wsypach Brytyjskich.
Zamyślił się na kilka minut, spoglądając gdzieś w dal. Młodszy z Nordgersimów miał wrażenie, że coś tam się świeci. Zupełnie jakby to był... POŻAR?! Zamarł na sekundę - Ojcze! Widzisz to?! - wskazał mu dłonią na płonący krzew - Bierz szybko tę beczkę! Trzeba to gasić! - wykrzyczał na ojca, wskazując mu wielki zbiornik z wodą gdzie moment wcześniej się obmywali - Ja biorę tą łopatę i zaraz temu zaradzimy! - rzucił i wbiegł do warsztatu po łopatę od węgla, a następnie ruszył czym prędzej w kierunku pożaru. Nie mogli pozwolić aby im czy któremuś z sąsiadów coś się stało. To nie przystawało dobrym ludziom.