16.10.2023, 02:26 ✶
Nie myślała o nim jakoś zbyt wiele, od kiedy wrócił do cyrku, a przynajmniej tak lubiła sobie wmawiać. Miała ważniejsze rzeczy na głowie i przez pewien czas była chyba trochę obrażona, że jakby nigdy nic pojawił się i wydawał się tym absolutnie nie skruszony. Albo nie tak, jak ona sobie wyobrażała, że powinien być. W tym wszystkim jednak, w momentach kiedy miała z nim styczność, zastanawiała się czasem co go spotkało. Czemu sztywniał, kiedy ktoś go niespodziewanie dotykał i kiedy zachowywał się czasem jak spłoszone zwierzę, albo pies którego pan za dużo razy skarcił, a który nie przywykł do ręki, która podchodziła do niego łagodnie. Nie komentowała tego nigdy na głos, snując na temat jego życia w Londynie własne domysły.
- Pewnie myślał, że jak się na taką wróżkę odwali, to dzieciaki za Dullahana wezmą. Will się na to nabrał przecież - a przynajmniej kiedy opowiadał te swoją historyjkę to brzmiał, jakby wierzył w to, że sam Dullahan zmaterializował się przy ich wozach i oszwabił ich kiedy nikt nie patrzył. Ale może o to w tym chodziło, żeby podejść przede wszystkim łatwowierną dzieciarnię, która wciąż wierzyła w te wszystkie bajeczki, które opowiadało się im przy ognisku, żeby nastraszyć do jedzenia brokułów i mycia zębów.
Szła cały czas uwieszona jego ramienia, chociaż mogło się wydawać, że w miarę jak zbliżali się do rzeczonego wozu, jej krok stawał się coraz bardziej sprężysty, a humor się jej poprawiał. Nie mówiła nic, ale na jej twarzy widniał pełen zadowolenia wyraz, bo zaraz zapukają do tej szopy i wyjaśnią typa, który postanowił ich okraść, a potem wszystko będzie już wręcz cudownie. Przynajmniej tak to sobie wyobrażała, póki Flynna znowu coś nie trzasnęło w głowę.
Spojrzała na niego podejrzliwie kiedy zaklął pod nosem szpetnie, oczekując od niego jakiegokolwiek wyjaśnienia, które na całe szczęście nadeszło bardzo szybko. Poszła jednak za nim bez oporów, kiedy zaciągnął ją w te krzaczory do tylnych drzwi, bo co innego miała zrobić, zacząć się stawiać na środku ścieżki?
- Więc? - zapytała, jakby nieco zniecierpliwiona, patrząc to na niego, to na wóz. - Kto to? Jak go znasz to czemu nie możemy tam zwyczajnie wejść, narobić syfu, zabrać co nasze i wyjść?
- Pewnie myślał, że jak się na taką wróżkę odwali, to dzieciaki za Dullahana wezmą. Will się na to nabrał przecież - a przynajmniej kiedy opowiadał te swoją historyjkę to brzmiał, jakby wierzył w to, że sam Dullahan zmaterializował się przy ich wozach i oszwabił ich kiedy nikt nie patrzył. Ale może o to w tym chodziło, żeby podejść przede wszystkim łatwowierną dzieciarnię, która wciąż wierzyła w te wszystkie bajeczki, które opowiadało się im przy ognisku, żeby nastraszyć do jedzenia brokułów i mycia zębów.
Szła cały czas uwieszona jego ramienia, chociaż mogło się wydawać, że w miarę jak zbliżali się do rzeczonego wozu, jej krok stawał się coraz bardziej sprężysty, a humor się jej poprawiał. Nie mówiła nic, ale na jej twarzy widniał pełen zadowolenia wyraz, bo zaraz zapukają do tej szopy i wyjaśnią typa, który postanowił ich okraść, a potem wszystko będzie już wręcz cudownie. Przynajmniej tak to sobie wyobrażała, póki Flynna znowu coś nie trzasnęło w głowę.
Spojrzała na niego podejrzliwie kiedy zaklął pod nosem szpetnie, oczekując od niego jakiegokolwiek wyjaśnienia, które na całe szczęście nadeszło bardzo szybko. Poszła jednak za nim bez oporów, kiedy zaciągnął ją w te krzaczory do tylnych drzwi, bo co innego miała zrobić, zacząć się stawiać na środku ścieżki?
- Więc? - zapytała, jakby nieco zniecierpliwiona, patrząc to na niego, to na wóz. - Kto to? Jak go znasz to czemu nie możemy tam zwyczajnie wejść, narobić syfu, zabrać co nasze i wyjść?