16.10.2023, 12:14 ✶
- Tak, pod tym kątem jestem wyjątkowa. Wolę miotły, ale fiuu nie jest takie złe, pod warunkiem że nie zjem śniadania - odpowiedziała lekko, niejako z ulgą. Nie zareagował negatywnie, nie wyglądał na zirytowanego - nawet podszedł i chyba się zaniepokoił. To była miła odmiana od reakcji innych, którzy raczej patrzyli na nią z dziwnym współczuciem, a może i pożałowaniem? Ich wzrok nie był spełnieniem marzeń dla nikogo. Pod płaszczykiem współczucia szydzili ze słabszych od siebie, nawet jeśli robili to nieświadomie. Klasyk. - Nie, nie, wszystko w porządku. Moja wina, powinnam była być mądrzejsza, prawda? Jednak nie pierwszy i nie ostatni raz, w końcu się nauczę. Ale wodą bym nie pogardziła, jeśli mogę prosić.
Powiedziała, znowu przełykając ślinę. Faktycznie zaschło jej w gardle, tym mocniej gdy Laurent odpowiedział na uprzejmą uwagę prawdziwym komplementem. Tym bardziej poczuła się głupio, że wyleciała z bądź co bądź banalnym tekstem. Nie lubiła small talków z prostego powodu: nigdy nie była w nich dobra, czego świadkiem właśnie był Prewett. Policzki Olivii przykrył rumieniec, który kolorem niemal dorównywał barwie jej włosów. Na jej szczęście kucała i łatwiej było ukryć rumieniec, jednak czy skutecznie? Pewnie nie, ale chociaż nie powinien aż tak się rzucać w oczy. A przynajmniej taką miała nadzieję, zwłaszcza że temat gładko zszedł na pupila Laurenta.
Olivia wstrzymała oddech, gdy wielkie psisko zostawiła motyla i podeszło jeszcze bliżej. Tak blisko, że gdy zrobiło kolejny krok w jej stronę, mogło trącić ją mokrym, zimnym nosem.
- Jest przepiękny - powiedziała, ostrożnie wyciągając dłoń w jego kierunku. Grzbietem do góry, powoli i nie na wysokości głowy: tak, żeby zwierzę nie uznało jej za zagrożenie. Ostatnie czego by teraz chciała, to pogryzienie. - Wierzę, wygląda na równie zafascynowanego co ja. Może czuje inne zwierzęta? Ojciec przynosi do domu różne zapachy.
Powiedziała, nie odrywając wzroku od zwierzęcia. Jej ojciec zajmował się magicznymi zwierzętami w Ministerstwie, jego ubrania były przesiąknięte przeróżną wonią, której ciężko było się pozbyć. Razem z perfumami Olivii i smrodem sadzy oraz proszku fiuu musiała pachnieć naprawdę intrygująco. Jak popsikana pachnidłem belka z kominka, o którą ocierały się różne istoty. Na samą myśl o tym porównaniu Quirke zachichotała. I pewnie czuł też fajki. Tego zapachu nie dało się odegnać żadnymi perfumami, wżerał się w skórę i osadzał na włosach tak mocno, że nie było na świecie szczotki, która by wywabiła w jedną kąpiel smrodu papierosów.
- Pewnie dużo je, co? - duże psy dużo jadły, a co dopiero takie bestie jak ta tu przed nią. Oczywistym dla niej było, że zwierzak przed nią nie był zwykłym psem. Tym bardziej była nim zaciekawiona, chociaż jednocześnie czuła respekt. Widziała zwykłe zwierzęta w akcji, wystarczyło 30 kilo psa żeby powalić ją na ziemię. Ten tu musiał ważyć co najmniej dwa razy tyle. W zasadzie był jak mały koń.
Powiedziała, znowu przełykając ślinę. Faktycznie zaschło jej w gardle, tym mocniej gdy Laurent odpowiedział na uprzejmą uwagę prawdziwym komplementem. Tym bardziej poczuła się głupio, że wyleciała z bądź co bądź banalnym tekstem. Nie lubiła small talków z prostego powodu: nigdy nie była w nich dobra, czego świadkiem właśnie był Prewett. Policzki Olivii przykrył rumieniec, który kolorem niemal dorównywał barwie jej włosów. Na jej szczęście kucała i łatwiej było ukryć rumieniec, jednak czy skutecznie? Pewnie nie, ale chociaż nie powinien aż tak się rzucać w oczy. A przynajmniej taką miała nadzieję, zwłaszcza że temat gładko zszedł na pupila Laurenta.
Olivia wstrzymała oddech, gdy wielkie psisko zostawiła motyla i podeszło jeszcze bliżej. Tak blisko, że gdy zrobiło kolejny krok w jej stronę, mogło trącić ją mokrym, zimnym nosem.
- Jest przepiękny - powiedziała, ostrożnie wyciągając dłoń w jego kierunku. Grzbietem do góry, powoli i nie na wysokości głowy: tak, żeby zwierzę nie uznało jej za zagrożenie. Ostatnie czego by teraz chciała, to pogryzienie. - Wierzę, wygląda na równie zafascynowanego co ja. Może czuje inne zwierzęta? Ojciec przynosi do domu różne zapachy.
Powiedziała, nie odrywając wzroku od zwierzęcia. Jej ojciec zajmował się magicznymi zwierzętami w Ministerstwie, jego ubrania były przesiąknięte przeróżną wonią, której ciężko było się pozbyć. Razem z perfumami Olivii i smrodem sadzy oraz proszku fiuu musiała pachnieć naprawdę intrygująco. Jak popsikana pachnidłem belka z kominka, o którą ocierały się różne istoty. Na samą myśl o tym porównaniu Quirke zachichotała. I pewnie czuł też fajki. Tego zapachu nie dało się odegnać żadnymi perfumami, wżerał się w skórę i osadzał na włosach tak mocno, że nie było na świecie szczotki, która by wywabiła w jedną kąpiel smrodu papierosów.
- Pewnie dużo je, co? - duże psy dużo jadły, a co dopiero takie bestie jak ta tu przed nią. Oczywistym dla niej było, że zwierzak przed nią nie był zwykłym psem. Tym bardziej była nim zaciekawiona, chociaż jednocześnie czuła respekt. Widziała zwykłe zwierzęta w akcji, wystarczyło 30 kilo psa żeby powalić ją na ziemię. Ten tu musiał ważyć co najmniej dwa razy tyle. W zasadzie był jak mały koń.