16.10.2023, 13:05 ✶
Zazwyczaj faktycznie wbiegała i wybiegała, żeby zrobić dziesięć innych rzeczy. Często zresztą zostawiając pudełko na pustym biurku z jakimś liścikiem (żeby nie uznał, że ktoś obcy chce go otruć), bo Alastor był na patrolu, kogoś przesłuchiwał albo robił jeszcze inne, alastorowe rzeczy, w które Brenna nigdy nie wnikała. Bywało zresztą, że podrzucając jedno pudełko, zabierała to z poprzedniego dnia, bo Moody akurat wylądował gdzieś na jakiejś dobowej akcji, ale był w końcu aurorem i to jednym z tych, o których mówiło się Zaangażowani. To że została przy biurku mogło więc faktycznie wydać się dziwne...
- Cholera, czemu nikt dotąd mi nie powiedział? - powiedziała Brenna, udając szczerze zaskoczoną tą radą, jakby Moody własnie odkrył przed nią prawdę objawioną, mogącą zmienić całe jej życie. - To naprawdę bardzo wiele wyjaśnia. Może to sobie zapiszę. Albo nie wiem, wyryję na ścianie w pokoju, żeby na pewno zapamiętać. Jeszcze jakieś rzeczy, o których koniecznie powinnam wiedzieć, ale siedziałam pod kamieniem, kiedy wszyscy inni się ich uczyli? - spytała, cofając się, kiedy Moody wstał. - Nieee, lepiej nie zwracać na siebie uwagi. Odznaka w kieszeni wystarczy.
I wzmianka w raporcie, że był tam auror.
Wsunęła dłonie do kieszeni marynarki, wędrując ku wyjściu z siedziby BUM jako pierwsza. Dopiero kiedy opuścili tę bardziej zatłoczoną część biura, i nie trzeba było przepychać się w tłumie ludzi, zrównała się z nim i podała mu karteczkę z wypisanym adresem do teleportacji. Wędrowała właśnie w stronę punkty aportacyjnego.
- Chodzi o atak na mugolaka, Cane'a... informatora, ehem - wymruczała bardzo cicho. Informatora nie Ministerstwa rzecz jasna, a Zakonu. - Parę dni temu, w New Forest.
Mężczyzna mieszkający w pobliżu rezerwatu uciekł na jego teren, gdzie - wedle oficjalnej wersji - wpadł na właściciela, Laurenta Prewetta i Brennę. I gdzie usiłowało go dopaść dwóch mężczyzn, których tożsamości wciąż nie ustalono, chociaż jeden z nich zgubił w lesie różdżkę i być może aurorzy nawet ją znaleźli (ale tego już Brenna nie mogła wiedzieć, w końcu nie ona prowadziła śledztwo.)
- Cane do mnie napisał, że jego dotychczasowy współpracownik teraz nagle dziwnie się zachowuje, nie chce z nim rozmawiać i tak dalej, a w sumie to i w tamtym dniu nagle odwołał spotkanie... warto byłoby to sprawdzić i hm, wolę to zrobić osobiście, bo cholera wie, co tamten wie - powiedziała ostrożnie, wciąż bardzo cicho. Cane wprawdzie nie wiedział wiele o Zakonie Feniksa, ale jeśli jego kumpel był niewinny i po prostu przestraszony, a zauważył, że Cane przyjmował czasem dziwne zlecenia, Brenna nie chciała, by powiedział o tym na przykład Chesterowi Rookwoodowi.
@Alastor Moody
- Cholera, czemu nikt dotąd mi nie powiedział? - powiedziała Brenna, udając szczerze zaskoczoną tą radą, jakby Moody własnie odkrył przed nią prawdę objawioną, mogącą zmienić całe jej życie. - To naprawdę bardzo wiele wyjaśnia. Może to sobie zapiszę. Albo nie wiem, wyryję na ścianie w pokoju, żeby na pewno zapamiętać. Jeszcze jakieś rzeczy, o których koniecznie powinnam wiedzieć, ale siedziałam pod kamieniem, kiedy wszyscy inni się ich uczyli? - spytała, cofając się, kiedy Moody wstał. - Nieee, lepiej nie zwracać na siebie uwagi. Odznaka w kieszeni wystarczy.
I wzmianka w raporcie, że był tam auror.
Wsunęła dłonie do kieszeni marynarki, wędrując ku wyjściu z siedziby BUM jako pierwsza. Dopiero kiedy opuścili tę bardziej zatłoczoną część biura, i nie trzeba było przepychać się w tłumie ludzi, zrównała się z nim i podała mu karteczkę z wypisanym adresem do teleportacji. Wędrowała właśnie w stronę punkty aportacyjnego.
- Chodzi o atak na mugolaka, Cane'a... informatora, ehem - wymruczała bardzo cicho. Informatora nie Ministerstwa rzecz jasna, a Zakonu. - Parę dni temu, w New Forest.
Mężczyzna mieszkający w pobliżu rezerwatu uciekł na jego teren, gdzie - wedle oficjalnej wersji - wpadł na właściciela, Laurenta Prewetta i Brennę. I gdzie usiłowało go dopaść dwóch mężczyzn, których tożsamości wciąż nie ustalono, chociaż jeden z nich zgubił w lesie różdżkę i być może aurorzy nawet ją znaleźli (ale tego już Brenna nie mogła wiedzieć, w końcu nie ona prowadziła śledztwo.)
- Cane do mnie napisał, że jego dotychczasowy współpracownik teraz nagle dziwnie się zachowuje, nie chce z nim rozmawiać i tak dalej, a w sumie to i w tamtym dniu nagle odwołał spotkanie... warto byłoby to sprawdzić i hm, wolę to zrobić osobiście, bo cholera wie, co tamten wie - powiedziała ostrożnie, wciąż bardzo cicho. Cane wprawdzie nie wiedział wiele o Zakonie Feniksa, ale jeśli jego kumpel był niewinny i po prostu przestraszony, a zauważył, że Cane przyjmował czasem dziwne zlecenia, Brenna nie chciała, by powiedział o tym na przykład Chesterowi Rookwoodowi.
@Alastor Moody
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.