Kiedy dostała swojego wymarzonego drinka wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Była tak zafacynowana szklanką, że zignorowała to, że ktoś pojawił się przy barze. Dopiero, gdy usłyszała swoje imię podniosła wzrok i spojrzała na postać, która znajdowała się obok. Oczy jej się zaświeciły, a na ustach wymalował ogromny uśmiech. Została uratowana! Nie będzie musiała rozmyślać nad tym, że pije w samotności. Jednak był to nie najgorszy dzień. - Olivia, jak się cieszę, że cię widzę. - Była szczera, kobieta mogła wyczuć entuzjazm w jej tonie głosu.
- Uwierz mi, że wystarczy mi na dzisiaj słońca. - Miała wrażenie, że po tym czasie spędzonym na świeżym powietrzu nie prześpi nocy z powodu niezbyt przyjemnych poparzeń słonecznych. Powinna poprosić Mellvyna, żeby przygotował jej jakieś środki na takie momenty. W końcu to on się na tym znał.
- Za to ty wyszłaś ze swojej jaskini, żeby posiedzieć w kolejnej? - Nie uważała, że było to coś złego, zresztą, kto po ciężkim dniu w pracy nie marzył o szklaneczce alkoholu? Każdy normalny czarodziej postępował właśnie w ten sposób.
- Może pójdziemy do stolika, chyba, że na kogoś czekasz? - Nie miała pojęcia, jakie kobieta ma plany, zawsze grzeniej było zapytać, niżeli na siłę próbować się integrować. Miała nadzieję, że jest jedną z osób jej podobnych - trochę by to też podniosło ją na duchu jeśli chodzi o to picie w samotności. Zawsze dobrze jest mieć świadomość, że nie jest się jedyną osobą, która lubi spędzać w ten sposób wolny czas.
Yaxley jeszcze nachyliła się nad ladą i poprosiła grzecznie Finna o popielniczkę. Wiedziała, że jeśli pojawia się alkohol, to na pewno będzie chciała zapalić, zresztą wcale nie potrzebowała do tego alkoholu. Tytoń był akurat tym uzależenieniem do którego się przyznawała. Barman bardzo szybko postawił na blacie szklaną popielniczkę. - To co, idziemy? - Upewniła się jeszcze, że Olivia zamierza ruszyć za nią.