Uśmiechnął się łobuzersko na jej odpowiedź i przyglądał się jej uważnie. Nie wyglądała, aż tak źle jak myślał. Czyli udało mu się opanować. Tyle dobrze, bo nie chciał, aby cokolwiek złamała, bo mogłoby to się dla niego źle skończyć.
– Najwyraźniej w moim przypadku coś poszło nie tak – wzruszył ramieniem.
Obserwował ją uważnie jak zaczęła pozbywać się zawartości kieszeni w swoim mundurku. Jego wzrok zdecydowanie był zaskoczony, ale pełen podziwu. Cukierki, szmatki, słodycze, listy, pełno bibelotów; pokręcił głową i nawet się zaśmiał na ten widok. Sam z kieszeni wyjął kawałek materiałowej chusteczki, którą przyłożył do nosa, aby przestał krwawić. Podszedł do niej bliżej tak z czystej ciekawości, aby zobaczyć co tam ma i co chce zrobić. Sam nie miał na wierzchu różdżki, miał ją w specjalnej kieszeni, ale pod ręką jakby smarkowi coś uderzyło jednak do głowy.
Gdy zaczęła mu odpowiadać uniósł brwi ku górze i parsknął śmiechem. Pokręcił z niedowierzenia głową.
– Następnym razem zrób wywiad środowiskowy, a potem rzucaj się na innych, dzieciaku – westchnął i oparł się o stolik obok patrząc jak nakłada na twarz jakąś maść. – Nie dręczyłem jej, upewniałem się, że nie powie nikomu, co wcześniej zrobiłem – sprecyzował może niekoniecznie wylewnie. – Co to za maść? Masz coś w tych kieszeniach na mój nos? – zapytał łapiąc pudełko w rękę. Dopóki krwawienie nie ustąpi nie mógł wyjść, a nie chciał sam na siebie rzucać zaklęcia.