16.10.2023, 20:15 ✶
– Służę – obiecała Guinevere, nim ta odwróciła się do innych.
– To te – powiedziała z kolei do Hjalmara, wskazując słynne pączki Nory: te, które miały każdemu smakować ulubionym nadzieniem. – Och, jasne, uprzedzę. Czy spodziewać się, że wtedy cudownym sposobem kuźnia okaże się zamknięta i cała rodzina zniknie na pilne spotkanie? – zażartowała jeszcze na słowa Dagura, zanim odezwała się do Blair i Connora.
- To Nora Figg, właścicielka kawiarni w Londynie i moja przyjaciółka - przedstawiła Norę, kiedy ta się przywitała. Zakładała, że o przybyszach z Islandii przynajmniej słyszeli.
To nie tak, że ich nietęgie miny Brennę dziwiły. Sama nie czuła się tu zbyt szczęśliwa, choć robiła wszystko, by to zamaskować. Zastanawiała się, czy chodziło o mugoli, czy coś stało się podczas Beltane, czy może Connor - pierwszy raz w życiu bodaj - doświadczał magii? A może miano wyczyścić pamięć Blair...? Brenna zakładała, że ona też tego uniknie, skoro ostatecznie wżeniała się w rodzinę czarodziejów i była spora szansa, że urodzi kiedyś magiczne dzieci, ale kto wie...?
- Mogę jakoś pomóc? - zapytała po prostu Connora. Nie, nie pytała, o co chodzi: nie chciała prosić ich o takie odpowiedzi, jeśli nie chcieliby ich udzielić.
Ale jeżeli mogła w jakikolwiek sposób ich wesprzeć, to była gotowa to wsparcie zaoferować, tak długo, jak leżało w jej mocy. Bo niestety, jeśli Ministerstwo uparło się na czyszczenie pamięci dziewczyny, to nie mogła zrobić wiele.
Odetchnęła, kiedy znów nawiedziło ją to przedziwne uczucie, zdecydowanie nie należące do niej. W pierwszej chwili pomyślała nawet, że to znowu szarpie ją cholerna więź cholernego Beltane, ale nie... To miało coś wspólnego z księżycem. Brennie odechciało się już całkowicie jakichkolwiek integracji, jedzenia przysmaków, a jej wzrok mimowolnie uciekł ku niebu.
Ku splecionych ze sobą księżycowi i słońcu.
- Przeklęty Voldemort - wymruczała, odruchowo znów wyciągając dłoń ku Norze, bo jeżeli ona czuła się tak paskudnie samotna, to czy to samo uczucie nie nawiedziło Nory? Miała chęć powiedzieć, że to c o ś manipuluje ich emocjami, ale czy Figg na pewno zauważyła to sama. I czy pójście stąd mogło sprawić, że sytuacja się poprawi? Same wcale niekoniecznie będą bezpieczniejsze, a co stanie się tutaj?
Oczyszczenie.
Samotność.
Co jeżeli zaraz nawiedzi ich wszystkich gniew? A Brenna nawet nie będzie mogła niczego z tym zrobić, bo sama zacznie się wściekać?
– To te – powiedziała z kolei do Hjalmara, wskazując słynne pączki Nory: te, które miały każdemu smakować ulubionym nadzieniem. – Och, jasne, uprzedzę. Czy spodziewać się, że wtedy cudownym sposobem kuźnia okaże się zamknięta i cała rodzina zniknie na pilne spotkanie? – zażartowała jeszcze na słowa Dagura, zanim odezwała się do Blair i Connora.
- To Nora Figg, właścicielka kawiarni w Londynie i moja przyjaciółka - przedstawiła Norę, kiedy ta się przywitała. Zakładała, że o przybyszach z Islandii przynajmniej słyszeli.
To nie tak, że ich nietęgie miny Brennę dziwiły. Sama nie czuła się tu zbyt szczęśliwa, choć robiła wszystko, by to zamaskować. Zastanawiała się, czy chodziło o mugoli, czy coś stało się podczas Beltane, czy może Connor - pierwszy raz w życiu bodaj - doświadczał magii? A może miano wyczyścić pamięć Blair...? Brenna zakładała, że ona też tego uniknie, skoro ostatecznie wżeniała się w rodzinę czarodziejów i była spora szansa, że urodzi kiedyś magiczne dzieci, ale kto wie...?
- Mogę jakoś pomóc? - zapytała po prostu Connora. Nie, nie pytała, o co chodzi: nie chciała prosić ich o takie odpowiedzi, jeśli nie chcieliby ich udzielić.
Ale jeżeli mogła w jakikolwiek sposób ich wesprzeć, to była gotowa to wsparcie zaoferować, tak długo, jak leżało w jej mocy. Bo niestety, jeśli Ministerstwo uparło się na czyszczenie pamięci dziewczyny, to nie mogła zrobić wiele.
Odetchnęła, kiedy znów nawiedziło ją to przedziwne uczucie, zdecydowanie nie należące do niej. W pierwszej chwili pomyślała nawet, że to znowu szarpie ją cholerna więź cholernego Beltane, ale nie... To miało coś wspólnego z księżycem. Brennie odechciało się już całkowicie jakichkolwiek integracji, jedzenia przysmaków, a jej wzrok mimowolnie uciekł ku niebu.
Ku splecionych ze sobą księżycowi i słońcu.
- Przeklęty Voldemort - wymruczała, odruchowo znów wyciągając dłoń ku Norze, bo jeżeli ona czuła się tak paskudnie samotna, to czy to samo uczucie nie nawiedziło Nory? Miała chęć powiedzieć, że to c o ś manipuluje ich emocjami, ale czy Figg na pewno zauważyła to sama. I czy pójście stąd mogło sprawić, że sytuacja się poprawi? Same wcale niekoniecznie będą bezpieczniejsze, a co stanie się tutaj?
Oczyszczenie.
Samotność.
Co jeżeli zaraz nawiedzi ich wszystkich gniew? A Brenna nawet nie będzie mogła niczego z tym zrobić, bo sama zacznie się wściekać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.