16.10.2023, 21:00 ✶
Giovanni czasem bywal obiektem westchnien mlodych czarownic. Dobrze usytuowany, wygadany, zawsze zadbany. Szybko im to jednak przechodzilo. Giovanni byl po prostu zbyt nudny, by utrzymac bicie kobiecego serca na dluzej. Inaczej bylo z Kim. Ta zdazyla go poznac lepiej. Wiedziala o problemach, z jakimi sie zmaga. Jak wiele wysilku zajmuje mu utrzymanie nieskazitelnego wizerunku publicznego, nawet jesli poruszanie sie na salonach jest dla niego naturalne. Wysoka charyzma wcale nie szla w parze z porzadkiem w umysle. Gio mial w sobie wiele tajemnic, ktorych samo istnienie idealnie tuszowal. Jedynie najblizsi wiedzieli, ze cos jest nie tak. Ale nie chcial o tym rozmawiac.
Zarowno Geraldine, jak i Kim, byly jego przeciwienstwami. Obie spontaniczne, nie przejmujace sie opinia, nie bojace sie niczego. Podziwial je i stawial sobie za wzor do nasladowania... w przyszlym zyciu. W tym, nie mogl sobie pozwolic na spuszczenie gardy. Szczegolnie nie w czasach wojny.
- Wiesz, ze nie umiem po prostu sie nie zamartwiac... Staram sie odpoczac, ale nie potrafie w ogole o tym nie myslec. Nie moge sobie pozwolic na kompletny wypoczynek. Tyle ludzi tak ciezko teraz pracuje, by przesunac szale zwyciestwa na nasza strone. A ja pozwalam sobie na podroze... Nawet jesli sa zwiazane z moja praca, w niczym nie pomagaja w obecnej sytuacji...
Zmarszczyl brwi i westchnal ciezko. Czul sie jak nieudacznik. Nie dosyc, ze nie nadawal sie do bezposredniej walki, to jeszcze nie przydawal sie w niczym innym przez ostatnie kilka dni. Dumbledore powinien byl wywalic go z Zakonu.
Spojrzal znowu na Kim, gdy wypowiedziala jego imie i zyczenie. Jego twarz powoli przeobrazila sie w wyraz zdziwienia. Ale to bylo do przewidzenia. Kim nigdy nie pozwalala mu sie smucic. Zawsze starala sie poprawic mu nastroj. A coz lepiej zabija smutek niz serdeczny uscisk? Serce wypadloby mu z przejecia, ale nie mial zamiaru odmowic przyjaciolce. Tylko, ze... wlasnie sobie przypomnial, ze byla juz w stroju nocnym.
- Oh, bardzo chetnie bym sie zgodzil... tylko, ze... - Odwrocil wzrok. - Zapomnialas chyba, ze pora na to juz minela.
Zachichotal nerwowo.
Zarowno Geraldine, jak i Kim, byly jego przeciwienstwami. Obie spontaniczne, nie przejmujace sie opinia, nie bojace sie niczego. Podziwial je i stawial sobie za wzor do nasladowania... w przyszlym zyciu. W tym, nie mogl sobie pozwolic na spuszczenie gardy. Szczegolnie nie w czasach wojny.
- Wiesz, ze nie umiem po prostu sie nie zamartwiac... Staram sie odpoczac, ale nie potrafie w ogole o tym nie myslec. Nie moge sobie pozwolic na kompletny wypoczynek. Tyle ludzi tak ciezko teraz pracuje, by przesunac szale zwyciestwa na nasza strone. A ja pozwalam sobie na podroze... Nawet jesli sa zwiazane z moja praca, w niczym nie pomagaja w obecnej sytuacji...
Zmarszczyl brwi i westchnal ciezko. Czul sie jak nieudacznik. Nie dosyc, ze nie nadawal sie do bezposredniej walki, to jeszcze nie przydawal sie w niczym innym przez ostatnie kilka dni. Dumbledore powinien byl wywalic go z Zakonu.
Spojrzal znowu na Kim, gdy wypowiedziala jego imie i zyczenie. Jego twarz powoli przeobrazila sie w wyraz zdziwienia. Ale to bylo do przewidzenia. Kim nigdy nie pozwalala mu sie smucic. Zawsze starala sie poprawic mu nastroj. A coz lepiej zabija smutek niz serdeczny uscisk? Serce wypadloby mu z przejecia, ale nie mial zamiaru odmowic przyjaciolce. Tylko, ze... wlasnie sobie przypomnial, ze byla juz w stroju nocnym.
- Oh, bardzo chetnie bym sie zgodzil... tylko, ze... - Odwrocil wzrok. - Zapomnialas chyba, ze pora na to juz minela.
Zachichotal nerwowo.