16.10.2023, 22:16 ✶
– Koniecznie z numerologii – ożywiła się nieco Brenna, chociaż wciąż mówiła szeptem, a jej spojrzenie pozostało czujne i przesuwało się po ścieżce. Apollo ze swojego drzewa obserwował, czy mężczyzna nie nadejdzie od strony Hogsmeade, a z kolei biedny Michael Sadwick zerkał spomiędzy chaszczy, czy czarnoksiężnik nie aportuje się z drugiej strony domu, na którą kobiety nie miały widoku. – Jestem pewna, że wtedy szybko wyśpiewają wszyściutko, co wiedzą i będą szczerze żałować swoich grzechów.
Tak, w Hogwarcie straszliwie nie cierpiała numerologii. Był to jedyny SUM, którego nie zaliczyła, i ani trochę się tym nie przejęła, zbyt zajęta radowaniem się, że nigdy więcej nie zobaczy pani profesor.
Brenna zamarła, kiedy dostrzegła jakiś ruch w mroku. Lekko dotknęła Victorii, by upewnić się, że i ta tego nie przegapiła.
Ścieżką w stronę domu zmierzał mężczyzna.
– Gdy podejdzie do drzwi, ty aportujesz się mu za plecami, a ja skoczę stąd? – zaproponowała cicho, bo idealnie pod nimi znajdowały się drzwi wejściowe. Kusiło ją wyciągnąć różdżkę i już teraz wypalić czar, ale musiały zakładać, że ten człowiek potrafił się aportować. Czekała jeszcze na odpowiedź, czy Tori nie będzie miała innego pomysłu.
Jeśli zaatakują za wcześnie, ucieknie. Jeżeli za późno – mógł wejść do domu, a wtedy zanim przełamią zaklęcie ochronne, które on zapewne mógł łatwo pokonać, bo sam je ustawił, zyska dość czasu, by również umknąć. Albo przygotować się do skuteczniejszej obrony.
Brenna przestała się ruszać, chyba nawet nie oddychała teraz tak głęboko, jak zwykle. Przyczajona, w napięciu śledziła mężczyznę, kiedy ten podchodził coraz bliżej i bliżej domu. Przystanął przed płotem i rozejrzał się, a jego spojrzenie prześlizgnęło się i po nich. Przez moment Brenna przestała całkiem oddychać, pewna, że je dostrzeże… ale nie, ciemność i zaklęcie uchroniło je przed jego wzrokiem. Same też nie miały szansy się mu przyjrzeć – w mroku dostrzegały głównie ruchy i sam zarys zwalistej sylwetki w ciemnej szacie.
Szanse na to, że podchodziła tutaj przypadkowa osoba, były jednak bardzo, bardzo niewielkie.
A kiedy Brenna myślała o tych przerażonych jednorożcach w Zakazanym Lesie…
…straszliwie chciała tego człowieka dorwać.
Tak, w Hogwarcie straszliwie nie cierpiała numerologii. Był to jedyny SUM, którego nie zaliczyła, i ani trochę się tym nie przejęła, zbyt zajęta radowaniem się, że nigdy więcej nie zobaczy pani profesor.
Brenna zamarła, kiedy dostrzegła jakiś ruch w mroku. Lekko dotknęła Victorii, by upewnić się, że i ta tego nie przegapiła.
Ścieżką w stronę domu zmierzał mężczyzna.
– Gdy podejdzie do drzwi, ty aportujesz się mu za plecami, a ja skoczę stąd? – zaproponowała cicho, bo idealnie pod nimi znajdowały się drzwi wejściowe. Kusiło ją wyciągnąć różdżkę i już teraz wypalić czar, ale musiały zakładać, że ten człowiek potrafił się aportować. Czekała jeszcze na odpowiedź, czy Tori nie będzie miała innego pomysłu.
Jeśli zaatakują za wcześnie, ucieknie. Jeżeli za późno – mógł wejść do domu, a wtedy zanim przełamią zaklęcie ochronne, które on zapewne mógł łatwo pokonać, bo sam je ustawił, zyska dość czasu, by również umknąć. Albo przygotować się do skuteczniejszej obrony.
Brenna przestała się ruszać, chyba nawet nie oddychała teraz tak głęboko, jak zwykle. Przyczajona, w napięciu śledziła mężczyznę, kiedy ten podchodził coraz bliżej i bliżej domu. Przystanął przed płotem i rozejrzał się, a jego spojrzenie prześlizgnęło się i po nich. Przez moment Brenna przestała całkiem oddychać, pewna, że je dostrzeże… ale nie, ciemność i zaklęcie uchroniło je przed jego wzrokiem. Same też nie miały szansy się mu przyjrzeć – w mroku dostrzegały głównie ruchy i sam zarys zwalistej sylwetki w ciemnej szacie.
Szanse na to, że podchodziła tutaj przypadkowa osoba, były jednak bardzo, bardzo niewielkie.
A kiedy Brenna myślała o tych przerażonych jednorożcach w Zakazanym Lesie…
…straszliwie chciała tego człowieka dorwać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.