16.10.2023, 22:50 ✶
– Ta, lubią tak mówić ci, co cali się przemalowali na czarno – powiedziała bezczelnie Brenna. Wciąż młoda, wciąż naiwna: wciąż nie wiedząca, że w przyszłości szarość ją otoczy, wypełni świat, i w imię zachowania tej bieli u innych, będzie się stawała coraz szarsza, aż może w końcu sięgnie do czerni.
Obserwowała go, gdy nakładał sobie maść, dość uważnie. Gdyby odpadł mu nos, bo jednak nie korzystał z takiej maści, musieliby lecieć do Skrzydła Szpitalnego, byłaby więc gotowa go powstrzymać, gdyby przesadził.
Ledwo schwycił ją za ramię, jej palce zacisnęły się na różdżce. Nie zaatakowała go, ale wyraźnie była gotowa wypalić jakieś zaklęcie, gdyby próbował szarpnąć.
– Zabójstwo z premedytacją, od dwunastu lat do dożywocia w Azkabanie – wypaliła, kiedy zagroził rozkwaszeniem jej głowy na pierwszej lepszej ścianie. Chociaż kiedy zaciskał palce na jej ramieniu przyszło Brennie do głowy, że Prewett prawdopodobnie byłby w stanie zrobić coś takiego. Chociaż nie, nie wierzyła, że rozkwasiłby jej łeb na pierwszej lepszej ścianie w Hogwarcie. Tutaj by się z tego nie wywinął.
Ale poza murami Hogwartu? Być może?
Jeśli nie teraz, to w przyszłości.
Pomyślała, że może pewnego dnia przyjdzie jej go aresztować. Bo Brenna już w trzeciej klasie miała mocne postanowienie: pewnego dnia zostanie Brygadzistką, dokładnie jak ojciec, i będzie wrzucać łotrów do więziennych cel. A Vincent Prewett dokładnie na takiego łotra jej wyglądał. Na pewno po Hogwarcie właśnie nim będzie!
Patrzyła na niego z pewnym powątpiewaniem, kiedy się odsunął i zapewnił, że nie dręczył tamtej dziewczyny.
– Czy w tym grzecznym wyjaśnianiu to było coś o rozbijaniu jej głowy o ścianę, jakby coś powiedziała? Bo jak tak… to wciąż jest dręczenie – wytknęła. Poczucie tego, co jest dobre, a co złe, miała mocne, może nawet mocniejsze niż wtedy, gdy podrosła. I była więcej niż pewna, że to co Prewett robił przed chwilą, dobre nie było, nawet jeżeli nie stała się jej żadna krzywda i była daleka od wybuchnięcia płaczem.
Zerknęła w stronę drzwi. Silenco przestało już na pewno działać, ale nie słyszała żadnych podejrzanych odgłosów. Sięgnęła więc najpierw po maść, a potem po inne swoje skarby, by zacząć upychać je po kieszeniach.
Obserwowała go, gdy nakładał sobie maść, dość uważnie. Gdyby odpadł mu nos, bo jednak nie korzystał z takiej maści, musieliby lecieć do Skrzydła Szpitalnego, byłaby więc gotowa go powstrzymać, gdyby przesadził.
Ledwo schwycił ją za ramię, jej palce zacisnęły się na różdżce. Nie zaatakowała go, ale wyraźnie była gotowa wypalić jakieś zaklęcie, gdyby próbował szarpnąć.
– Zabójstwo z premedytacją, od dwunastu lat do dożywocia w Azkabanie – wypaliła, kiedy zagroził rozkwaszeniem jej głowy na pierwszej lepszej ścianie. Chociaż kiedy zaciskał palce na jej ramieniu przyszło Brennie do głowy, że Prewett prawdopodobnie byłby w stanie zrobić coś takiego. Chociaż nie, nie wierzyła, że rozkwasiłby jej łeb na pierwszej lepszej ścianie w Hogwarcie. Tutaj by się z tego nie wywinął.
Ale poza murami Hogwartu? Być może?
Jeśli nie teraz, to w przyszłości.
Pomyślała, że może pewnego dnia przyjdzie jej go aresztować. Bo Brenna już w trzeciej klasie miała mocne postanowienie: pewnego dnia zostanie Brygadzistką, dokładnie jak ojciec, i będzie wrzucać łotrów do więziennych cel. A Vincent Prewett dokładnie na takiego łotra jej wyglądał. Na pewno po Hogwarcie właśnie nim będzie!
Patrzyła na niego z pewnym powątpiewaniem, kiedy się odsunął i zapewnił, że nie dręczył tamtej dziewczyny.
– Czy w tym grzecznym wyjaśnianiu to było coś o rozbijaniu jej głowy o ścianę, jakby coś powiedziała? Bo jak tak… to wciąż jest dręczenie – wytknęła. Poczucie tego, co jest dobre, a co złe, miała mocne, może nawet mocniejsze niż wtedy, gdy podrosła. I była więcej niż pewna, że to co Prewett robił przed chwilą, dobre nie było, nawet jeżeli nie stała się jej żadna krzywda i była daleka od wybuchnięcia płaczem.
Zerknęła w stronę drzwi. Silenco przestało już na pewno działać, ale nie słyszała żadnych podejrzanych odgłosów. Sięgnęła więc najpierw po maść, a potem po inne swoje skarby, by zacząć upychać je po kieszeniach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.