17.10.2023, 00:19 ✶
Zawsze starał się dążyć do perfekcji, a co za tym idzie, starał się być perfekcjonistą w tym co robił. Cenił sobie również punktualność, której wymagał zarówno od siebie jak i ludzi, z którymi się umawiał. Tym razem jednak coś zdecydowanie poszło nie tak, bowiem na tak naprawdę kilka minut przed umówionym spotkaniem, gorączkowo wybiegł z Ministerstwa, kierując swoje kroki w stronę Horyzontalnej. W natłoku ostatnich wydarzeń oraz problemów, które nieustannie męczyły jego coraz bardziej przemęczoną głowę, absolutnie zapomniał o tym, że był umówiony z Brenną. Nie było już czasu wysyłać liścików pod tytułem "sorki, spóźnię się". Musiał postawić na transport tradycyjny w postaci własnych nóg, co jednocześnie uświadomiło mu kilka boleśnie istotnych rzeczy.
Stracił formę. Nawet bardzo. Nie zdawał sobie z tego nawet sprawy, ale ostatnie tygodnie faktycznie spędzał za biurkiem. Jasne, może niecały czas, bo czasem wychodzili na patrole, ale jednak siedzący tryb życia bardzo mocno się u niego zadomowił. Tak w zasadzie to panna Longbottom miała w tym swój mały udział. Pączki, które co jakiś czas zostawiała w biurze, mimowolnie kusiły jego podświadomość. Jeden, drugi, no, zdecydowanie zbyt wiele razy. Jeśli za kilka lat nie chciał prezentować się ludziom z solidnym brzuszkiem, powinien zacząć coś ze sobą robić. No bo przecież nie mógł polegać tylko na magii.
To jednak było zmartwieniem jutrzejszego Oriona. W tej chwili skupił się na restauracji, której szyld w końcu zobaczył. Tempo zwolnił jednak wtedy, gdy był już prawie przed drzwiami. Dopiero tutaj otarł zroszone potem czoło, poprawił rozwalone przez wiatr włosy oraz brodę, a na końcu wyrównał nieco oddech. Czerwona twarz zdecydowanie zdradzała, że dopiero co uprawiał wieczorny jogging, ale pozostawało mu mieć nadzieję, że kobieta tego nie zauważy. Zresztą, nawet gdyby to zrobiła, w sumie nie powinno mieć to większego znaczenia. W końcu nie przyszli tutaj na randkę. Mieli porozmawiać o pracy w nieco bardziej ustronnym miejscu.
Sytuacja, która miała miejsce w Dolinie, dość mocno go martwiła. Liczył na to, że rozmowa z Brenną nieco rozświetli mu całą tę sytuację. Informacje, które posiadał on sam były niestety dość pobieżne, ale kto wie, może razem uda im się wyciągnąć z tego coś więcej?
Wchodząc do środka, gorączkowo zbierał myśli, łącząc wszystkie wątki związane ze śledztwem. O ile można je było tak w ogóle nazwać, bo tak naprawdę nie mieli jeszcze żadnego podejrzanego. Dwie ofiary, wysuszone zwłoki zostawione na widoku, musieli zginąć w ciągu dnia. Tak dużo wątków, tak mało informacji. Strasznie irytujące.
Gdy dostrzegł kobietę, pomachał jej lekko, po czym szybko pokonał dzielący ich dystans. Dosiadł się do jej stolika, w międzyczasie zdejmując płaszcz. Tyle dobrego, że udało mu się zdjąć mundur, także nie przyciągał jakoś szczególnie uwagi.
— Wybacz spóźnienie. Ja... nie będę owijał w bawełnę. Przedłużyła mi się praca, musiałem wypełnić kilka raportów. Nie tylko moich — dodał, na koniec lekko wzdychając. Tak, Atreus znowu zapomniał wypełnić kilku formularzy. Zaraz jednak odchrząknął, orientując się, o czym mówił. Tak w sumie to wolał nie rozpowiadać poza biurem o tych praktykach. — W każdym razie... od czego chcemy zacząć? W sensie. Chcesz coś zamówić? Czy może od razu przejdziemy do tematu? — zaczął, nie bardzo wiedząc, jak do tego podejść. Zmęczenie ewidentnie dawało mu się we znaki, wybijając go przy tym nieco z rytmu.
Stracił formę. Nawet bardzo. Nie zdawał sobie z tego nawet sprawy, ale ostatnie tygodnie faktycznie spędzał za biurkiem. Jasne, może niecały czas, bo czasem wychodzili na patrole, ale jednak siedzący tryb życia bardzo mocno się u niego zadomowił. Tak w zasadzie to panna Longbottom miała w tym swój mały udział. Pączki, które co jakiś czas zostawiała w biurze, mimowolnie kusiły jego podświadomość. Jeden, drugi, no, zdecydowanie zbyt wiele razy. Jeśli za kilka lat nie chciał prezentować się ludziom z solidnym brzuszkiem, powinien zacząć coś ze sobą robić. No bo przecież nie mógł polegać tylko na magii.
To jednak było zmartwieniem jutrzejszego Oriona. W tej chwili skupił się na restauracji, której szyld w końcu zobaczył. Tempo zwolnił jednak wtedy, gdy był już prawie przed drzwiami. Dopiero tutaj otarł zroszone potem czoło, poprawił rozwalone przez wiatr włosy oraz brodę, a na końcu wyrównał nieco oddech. Czerwona twarz zdecydowanie zdradzała, że dopiero co uprawiał wieczorny jogging, ale pozostawało mu mieć nadzieję, że kobieta tego nie zauważy. Zresztą, nawet gdyby to zrobiła, w sumie nie powinno mieć to większego znaczenia. W końcu nie przyszli tutaj na randkę. Mieli porozmawiać o pracy w nieco bardziej ustronnym miejscu.
Sytuacja, która miała miejsce w Dolinie, dość mocno go martwiła. Liczył na to, że rozmowa z Brenną nieco rozświetli mu całą tę sytuację. Informacje, które posiadał on sam były niestety dość pobieżne, ale kto wie, może razem uda im się wyciągnąć z tego coś więcej?
Wchodząc do środka, gorączkowo zbierał myśli, łącząc wszystkie wątki związane ze śledztwem. O ile można je było tak w ogóle nazwać, bo tak naprawdę nie mieli jeszcze żadnego podejrzanego. Dwie ofiary, wysuszone zwłoki zostawione na widoku, musieli zginąć w ciągu dnia. Tak dużo wątków, tak mało informacji. Strasznie irytujące.
Gdy dostrzegł kobietę, pomachał jej lekko, po czym szybko pokonał dzielący ich dystans. Dosiadł się do jej stolika, w międzyczasie zdejmując płaszcz. Tyle dobrego, że udało mu się zdjąć mundur, także nie przyciągał jakoś szczególnie uwagi.
— Wybacz spóźnienie. Ja... nie będę owijał w bawełnę. Przedłużyła mi się praca, musiałem wypełnić kilka raportów. Nie tylko moich — dodał, na koniec lekko wzdychając. Tak, Atreus znowu zapomniał wypełnić kilku formularzy. Zaraz jednak odchrząknął, orientując się, o czym mówił. Tak w sumie to wolał nie rozpowiadać poza biurem o tych praktykach. — W każdym razie... od czego chcemy zacząć? W sensie. Chcesz coś zamówić? Czy może od razu przejdziemy do tematu? — zaczął, nie bardzo wiedząc, jak do tego podejść. Zmęczenie ewidentnie dawało mu się we znaki, wybijając go przy tym nieco z rytmu.