12.11.2022, 14:19 ✶
Zastanowiła się przez krótką chwilę. Kasyno nie było miejscem, do którego by zaglądała, zwłaszcza całkowicie dobrowolnie – osobiście stroniła od hazardu, a i w otoczeniu nie miała nikogo, kogo musiałaby wciągać za ucho z czeluści „Mirage”. I bardzo dobrze, w końcu przez hazard potrafiły upaść wielkie fortuny; ba, nie tylko fortuny – sami ludzie upadlali się do tego stopnia, że stawali się jedynie cieniami samych siebie.
W nadziei, że uda się odegrać i odwrócić nieprzychylny los.
- Może kiedyś? Jak nam się grafiki zgrają i tak dalej? – odparła, po czym zainteresowała się na krótką chwilę swoim kielichem. „Może” nie oznaczało zdecydowanego „tak”; i choć zapewne była w jakieś sposób ciekawa tego, co rozgrywało się za drzwiami kasyna, tak… hm. Nie była do końca przekonana; zaszycie się w kącie z mugolską książką czy też szkicownikiem brzmiało… może nie interesująco, ale przynajmniej bardziej komfortowo.
- Ale owszem, tu się muszę zgodzić, trzeba pozwolić – przytaknęła Seraphinie. Sama się tym wprawdzie nie zajmowała, ale to brzmiało całkiem logicznie – ile w końcu można reklamować, i tym samym pracować, bez chwili wytchnienia dla siebie? Skinęła też zaraz głową. Tak, teraz się zgadzało.
- Owszem, rok wyżej – potwierdziła z lekkim uśmiechem na wargach. Ach, te szkolne czasy – wtedy wszystko wydawało się o wiele prostsze niż w rzeczywistości było, zaś problemy, które wtedy wyglądały na ogromniaste, z perspektywy czasu okazywały się jedynie marnymi pryszczami. Coś, co nie kosztuje czterdziestu galeonów i więcej, cisnęło się na usta. Jednakże o ile zapewne mogłaby w ten sposób zażartować do przyjaciół, tak Seraphina jednak nie zaliczała się do tego bliższego kręgu. Stąd też potrzebna była inna odpowiedź. - Nie pogardziłabym szkicownikiem. Takim z naprawdę porządnym papierem – odparła – A ty planujesz coś licytować? – w końcu teoretycznie by pasowało. Z jednej strony fant, z drugiej datek, bardzo ładnie to wizerunkowo mogło wyglądać.
I… och. Przyjaźnili się, owszem, ale tego nie do końca jednak się spodziewała. Niemniej, zaśmiała się cicho, głównie w odpowiedzi na pytanie Prewettówny.
- Cóż mogę rzec? Wręcz nie mogę odmówić, mam tylko nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, jeśli przydepczę ci palce – zgodziła się, z maleńkim zastrzeżeniem. Cóż, może faktycznie nie radziła sobie najlepiej z pląsaniem po parkiecie – w końcu była raczej typem chłopczycy niż powabnej panienki.
W nadziei, że uda się odegrać i odwrócić nieprzychylny los.
- Może kiedyś? Jak nam się grafiki zgrają i tak dalej? – odparła, po czym zainteresowała się na krótką chwilę swoim kielichem. „Może” nie oznaczało zdecydowanego „tak”; i choć zapewne była w jakieś sposób ciekawa tego, co rozgrywało się za drzwiami kasyna, tak… hm. Nie była do końca przekonana; zaszycie się w kącie z mugolską książką czy też szkicownikiem brzmiało… może nie interesująco, ale przynajmniej bardziej komfortowo.
- Ale owszem, tu się muszę zgodzić, trzeba pozwolić – przytaknęła Seraphinie. Sama się tym wprawdzie nie zajmowała, ale to brzmiało całkiem logicznie – ile w końcu można reklamować, i tym samym pracować, bez chwili wytchnienia dla siebie? Skinęła też zaraz głową. Tak, teraz się zgadzało.
- Owszem, rok wyżej – potwierdziła z lekkim uśmiechem na wargach. Ach, te szkolne czasy – wtedy wszystko wydawało się o wiele prostsze niż w rzeczywistości było, zaś problemy, które wtedy wyglądały na ogromniaste, z perspektywy czasu okazywały się jedynie marnymi pryszczami. Coś, co nie kosztuje czterdziestu galeonów i więcej, cisnęło się na usta. Jednakże o ile zapewne mogłaby w ten sposób zażartować do przyjaciół, tak Seraphina jednak nie zaliczała się do tego bliższego kręgu. Stąd też potrzebna była inna odpowiedź. - Nie pogardziłabym szkicownikiem. Takim z naprawdę porządnym papierem – odparła – A ty planujesz coś licytować? – w końcu teoretycznie by pasowało. Z jednej strony fant, z drugiej datek, bardzo ładnie to wizerunkowo mogło wyglądać.
I… och. Przyjaźnili się, owszem, ale tego nie do końca jednak się spodziewała. Niemniej, zaśmiała się cicho, głównie w odpowiedzi na pytanie Prewettówny.
- Cóż mogę rzec? Wręcz nie mogę odmówić, mam tylko nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, jeśli przydepczę ci palce – zgodziła się, z maleńkim zastrzeżeniem. Cóż, może faktycznie nie radziła sobie najlepiej z pląsaniem po parkiecie – w końcu była raczej typem chłopczycy niż powabnej panienki.
366/1441