17.10.2023, 07:39 ✶
Relacja Brenny i Atreusa właściwie do niedawna nie istniała. Brenna nawet nie zakładała, że jej nie lubił - do tego musiałby dostrzegać jej istnienie. Funkcjonowała po prostu na obrzeżach jego świata, co jakiś czas wpadając do Biura Aurorów, by porwać Patricka/Victorię/Alastora/Lucy, bo akurat potrzebowała pieczątki aurora na raporcie. A sama ot nie zawracała mu głowy.
Teraz za to na pewno spłoszyłaby się, gdyby odkryła, że Orion mówi o nim i że ona ma dać mu po łbie, żeby robił swoje raporty.
- Nie trzeba, mam już kawę i ciastko, a to dziś moja... siódma? Jeśli wypiję kolejną, to w moich żyłach popłynie pewnie kawa właśnie, zamiast krwi - podziękowała, upijając kolejny łyk.
Karta zdecydowanie nie była ważniejsza od głównego tematu. Ot był to drobny żart, wyraz specyficznego poczucia humoru Brenny. Takie podejście trochę ułatwiało jej egzystowanie w tym paskudnym świecie, w którym istniał Voldemort i widma.
- Hm... - mruknęła z zastanowieniem, i nad tym, że niewiele wiedział, czyli dziś nie rozmawiał z bratem, i nad tym, od czego właściwie powinna zacząć. - W takim wypadku zacznijmy od początku. Te istoty prawdopodobnie powstały albo przeniknęły do naszego świata podczas Beltane. Jeśli miałabym strzelać, to celowałabym, że to wina naszego ulubieńca, Voldemorta. Otacza ich podobna atmosfera do dementorów. Mogą zabić człowieka... albo go postarzyć. Dopadły ciało jednej osoby w lesie po Beltane, potem prawdopodobnie natknęły się na nich grupy poszukiwawcze.
Otworzyła teczkę i wskazała na pierwsze umieszczone w środku papiery. Kopia opisu stanu ciała Derwina, bardzo podobna do tego, co Orion widział na własne oczy. Informacje zapisane na podstawie tego, co Mav usłyszała w klinice... Brenna mogła wydawać się chaosem, ale w istocie w jej papierach zawsze panował wzorowy wręcz porządek, a informacje gromadziła bardzo metodycznie.
- Potem nikt ich nie widział, nikt o nich nie słyszał aż do 18 maja. Tu jest wasz przypadek, o którym niewiele wiem. - Ale coś tam owszem, tyle ile dziś usłyszała... także w kręgu widmowidza. - Jeśli podzielisz się wnioskami patologów, będę wdzięczna. W każdym razie, nie był to jedyny atak. Widma napadły też niejaką Mildred Found. Zdołała dobiec do farmy na skraju lasu i czarodzieje je przepłoszyli, więc przeżyła... Ale w ciągu paru minut postarzała się o kilka lat. Kiedy poszliśmy do jej domu, napotkaliśmy widma.
Tu Brenna przewróciła stronę w teczce, odwróciła ja do Oriona i wskazała mu kolejne papiery. Zawierały opis widm, które... zamieszkały w domu Mildred. Nosiły jej rzeczy. Dotykały jej naczyń.
Trzymała teczkę w taki sposób, by móc szybko ją zamknąć. I to na moment zrobiła, gdy kelner przyniósł kawę Oriona, a sama przerwała wyjaśnienia. W końcu nie chciała rozpuszczać plotek. Dopiero gdy chłopak odszedł, znowu pochyliła się nad blatem i podjęła cicho opowieść.
- Teoria brzmi, że żywią się życiem i magią. Prawdopodobnie i resztkami energii na przedmiotach i miejscach. Kupiłam ten dom i parę razy odwiedziłam moich nowych współlokatów, by ją zweryfikować. Prawdopodobnie jest prawdziwa - oświadczyła, nie zmieniając tonu, jakby takie kupowanie domów i odwiedzanie morderczych istot było najzwyklejsze na świecie. - Przynajmniej na razie nie atakują dużych grup, ale wiele wskazuje, że mogą rosnąć w siłę. Jakieś pytania, potrzebujesz czegoś mocniejszego od kawy, czy lecieć dalej?
Teraz za to na pewno spłoszyłaby się, gdyby odkryła, że Orion mówi o nim i że ona ma dać mu po łbie, żeby robił swoje raporty.
- Nie trzeba, mam już kawę i ciastko, a to dziś moja... siódma? Jeśli wypiję kolejną, to w moich żyłach popłynie pewnie kawa właśnie, zamiast krwi - podziękowała, upijając kolejny łyk.
Karta zdecydowanie nie była ważniejsza od głównego tematu. Ot był to drobny żart, wyraz specyficznego poczucia humoru Brenny. Takie podejście trochę ułatwiało jej egzystowanie w tym paskudnym świecie, w którym istniał Voldemort i widma.
- Hm... - mruknęła z zastanowieniem, i nad tym, że niewiele wiedział, czyli dziś nie rozmawiał z bratem, i nad tym, od czego właściwie powinna zacząć. - W takim wypadku zacznijmy od początku. Te istoty prawdopodobnie powstały albo przeniknęły do naszego świata podczas Beltane. Jeśli miałabym strzelać, to celowałabym, że to wina naszego ulubieńca, Voldemorta. Otacza ich podobna atmosfera do dementorów. Mogą zabić człowieka... albo go postarzyć. Dopadły ciało jednej osoby w lesie po Beltane, potem prawdopodobnie natknęły się na nich grupy poszukiwawcze.
Otworzyła teczkę i wskazała na pierwsze umieszczone w środku papiery. Kopia opisu stanu ciała Derwina, bardzo podobna do tego, co Orion widział na własne oczy. Informacje zapisane na podstawie tego, co Mav usłyszała w klinice... Brenna mogła wydawać się chaosem, ale w istocie w jej papierach zawsze panował wzorowy wręcz porządek, a informacje gromadziła bardzo metodycznie.
- Potem nikt ich nie widział, nikt o nich nie słyszał aż do 18 maja. Tu jest wasz przypadek, o którym niewiele wiem. - Ale coś tam owszem, tyle ile dziś usłyszała... także w kręgu widmowidza. - Jeśli podzielisz się wnioskami patologów, będę wdzięczna. W każdym razie, nie był to jedyny atak. Widma napadły też niejaką Mildred Found. Zdołała dobiec do farmy na skraju lasu i czarodzieje je przepłoszyli, więc przeżyła... Ale w ciągu paru minut postarzała się o kilka lat. Kiedy poszliśmy do jej domu, napotkaliśmy widma.
Tu Brenna przewróciła stronę w teczce, odwróciła ja do Oriona i wskazała mu kolejne papiery. Zawierały opis widm, które... zamieszkały w domu Mildred. Nosiły jej rzeczy. Dotykały jej naczyń.
Trzymała teczkę w taki sposób, by móc szybko ją zamknąć. I to na moment zrobiła, gdy kelner przyniósł kawę Oriona, a sama przerwała wyjaśnienia. W końcu nie chciała rozpuszczać plotek. Dopiero gdy chłopak odszedł, znowu pochyliła się nad blatem i podjęła cicho opowieść.
- Teoria brzmi, że żywią się życiem i magią. Prawdopodobnie i resztkami energii na przedmiotach i miejscach. Kupiłam ten dom i parę razy odwiedziłam moich nowych współlokatów, by ją zweryfikować. Prawdopodobnie jest prawdziwa - oświadczyła, nie zmieniając tonu, jakby takie kupowanie domów i odwiedzanie morderczych istot było najzwyklejsze na świecie. - Przynajmniej na razie nie atakują dużych grup, ale wiele wskazuje, że mogą rosnąć w siłę. Jakieś pytania, potrzebujesz czegoś mocniejszego od kawy, czy lecieć dalej?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.