17.10.2023, 11:51 ✶
Gdyby Olivia wiedziała chociażby ułamek tego, co myślał Laurent, na pewno nieco inaczej pokierowałaby tą rozmową. Myślał podobnie, choć wywodzili się z nieco innych rodzin. On - obrzydliwie bogaty, a więc i uprzywilejowany, ona: z przeciętnej rodziny, acz szanowanej, w efekcie również uprzywilejowana. Dziwnym jednak trafem oboje mieli podobne spojrzenie na słabszych, czy po prostu innych od nich ludzi, przynajmniej jeśli chodziło o czarodziejów i czarownice. Może to była naiwność, a może po prostu zdrowy rozsądek i empatia, która podpowiadała, by nie traktować nikogo gorzej tylko przez jego defekty psychiczne bądź fizyczne. A przynajmniej tak to widziała Olivia, odrobinę zapatrzona w siebie i posiadająca również pewne ograniczenia w myśleniu.
Ale nie było czasu, by o tym rozmyślać. Właśnie w tej chwili psisko glebnęło się z charakterystycznym dźwiękiem na trawę, wystawiając się do pieszczot. Olivia była zachwycona - jej dłonie niemal od razu zaczęły sunąć po brzuchu Dumy, drapiąc na tyle mocno, by sprawiało to przyjemność, ale na tyle słabo, by nie zrobić krzywdy.
- Lubię, choć nie jestem mistrzem. To dobry środek transportu, a przy okazji pozwala oczyścić głowę z myśli. No i widoki są nieziemskie - odpowiedziała, nie unosząc jednak wzroku na Laurenta. Przegrał z kretesem ze swoim skrzydłowym, który chyba stał się w tej chwili główną atrakcją spotkania. - A zaproszeniem na jedzenie nigdy nie pogardzę, obojętnie czy to śniadanie, obiad czy kolacja. Są rzeczy przyjemne i przyjemniejsze, a jedzenie zdecydowanie zalicza się do tych drugich. Jeśli zapytałbyś moją matkę o to, co kocham najbardziej, zapewne odpowiedziałaby bez wahania: obiad.
Odpowiedziała ze śmiechem, nie wyczuwając lub udając że nie wyczuwa tej nutki zaczepności. Ale ciężko było trzymać gardę w takich warunkach. Było przyjemnie zimno, sceneria wokół była wybitna, a przed nią kokosił się właśnie największy (dosłownie) miziak, jakiego mogła spotkać.
- Nie dziwię im się, duże zwierzęta wzbudzają strach. Gdyby Duma postanowił oprzeć mi przednie łapy na ramionach, wywróciłby mnie i to zapewne dość boleśnie. Nic dziwnego, że ludzie się boją nawet podejść. A przecież w większości powiedzenie, że im większe zwierzę, tym łagodniejsze, się sprawdza. Trzeba tylko wiedzieć, jak podchodzić do takich stworzeń. I tak, zdecydowanie masz rację - kiedy było jeszcze… spokojniej, ojciec zabierał mnie czasem do Ministerstwa. Tymczasowo trzymali u siebie niektóre magiczne stworzenia z różnych interwencji, a potem zabierał mnie razem ze sobą. Widziałam też z bliska hipogryfa, ojciec nauczył mnie wtedy, że szacunek do stworzenia jest najważniejszy - gdy mu go okażesz, zwierzę odpłaci ci się tym samym - zaczynały boleć ją nogi, ale widok tak wielkiego zwierzęcia, tarzającego się pod wpływem ich dotyku, był hipnotyzujący. Nie chciała tego przerywać, nawet w chwili gdy przypadkowo weszli sobie z Laurentem w drogę, jeśli chodziło o drapanie Dumy po brzuchu. Dłoń Olivii, której dotknął Laurent, była zimna jak lód. Wychowana w Londynie nie była przyzwyczajona do takiego zimna, jakie panowało w New Forest. Inna sprawa, że dłonie zwykle były chłodne, nawet jeśli reszcie ciała było względnie ciepło. - No i nie wiem, czy to odwaga, czy wręcz przeciwnie. Na pewno brak instynktu samozachowawczego.
Tym razem już spojrzała na Prewetta i mrugnęła do niego z rozbawieniem. Nie miała instynktu samozachowawczego, zwłaszcza jeśli chodziło o zwierzaki. Ale nie tylko. Jednak Laurent nie musiał o tym wiedzieć. Dopiero teraz miała okazję, by mu się przyjrzeć. Miał miły uśmiech i biło od niego pewne ciepło, kontrastujące z dzisiejszą pogodą. I z oczami. Wydawało jej się, że spojrzała w dwa wielkie, wzburzone oceany o tak intensywnej barwie, że jej błękitne tęczówki zdawały się przy nich blednąć. Nie mogła nie zauważyć kilku siwych włosów, które przenikały przez właściwe pasma. Miał je ze zmartwienia? A może to było genetyczne?
Zorientowała się, że się gapi o wiele za późno. By zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, które na pewno po sobie zostawiła tym bezczelnym patrzeniem się, wstała, chociaż nie bez żalu.
- Ale poszłam inną drogą. Dlatego tu jestem - puknęła palcem w torbę. Zamówienie.
Ale nie było czasu, by o tym rozmyślać. Właśnie w tej chwili psisko glebnęło się z charakterystycznym dźwiękiem na trawę, wystawiając się do pieszczot. Olivia była zachwycona - jej dłonie niemal od razu zaczęły sunąć po brzuchu Dumy, drapiąc na tyle mocno, by sprawiało to przyjemność, ale na tyle słabo, by nie zrobić krzywdy.
- Lubię, choć nie jestem mistrzem. To dobry środek transportu, a przy okazji pozwala oczyścić głowę z myśli. No i widoki są nieziemskie - odpowiedziała, nie unosząc jednak wzroku na Laurenta. Przegrał z kretesem ze swoim skrzydłowym, który chyba stał się w tej chwili główną atrakcją spotkania. - A zaproszeniem na jedzenie nigdy nie pogardzę, obojętnie czy to śniadanie, obiad czy kolacja. Są rzeczy przyjemne i przyjemniejsze, a jedzenie zdecydowanie zalicza się do tych drugich. Jeśli zapytałbyś moją matkę o to, co kocham najbardziej, zapewne odpowiedziałaby bez wahania: obiad.
Odpowiedziała ze śmiechem, nie wyczuwając lub udając że nie wyczuwa tej nutki zaczepności. Ale ciężko było trzymać gardę w takich warunkach. Było przyjemnie zimno, sceneria wokół była wybitna, a przed nią kokosił się właśnie największy (dosłownie) miziak, jakiego mogła spotkać.
- Nie dziwię im się, duże zwierzęta wzbudzają strach. Gdyby Duma postanowił oprzeć mi przednie łapy na ramionach, wywróciłby mnie i to zapewne dość boleśnie. Nic dziwnego, że ludzie się boją nawet podejść. A przecież w większości powiedzenie, że im większe zwierzę, tym łagodniejsze, się sprawdza. Trzeba tylko wiedzieć, jak podchodzić do takich stworzeń. I tak, zdecydowanie masz rację - kiedy było jeszcze… spokojniej, ojciec zabierał mnie czasem do Ministerstwa. Tymczasowo trzymali u siebie niektóre magiczne stworzenia z różnych interwencji, a potem zabierał mnie razem ze sobą. Widziałam też z bliska hipogryfa, ojciec nauczył mnie wtedy, że szacunek do stworzenia jest najważniejszy - gdy mu go okażesz, zwierzę odpłaci ci się tym samym - zaczynały boleć ją nogi, ale widok tak wielkiego zwierzęcia, tarzającego się pod wpływem ich dotyku, był hipnotyzujący. Nie chciała tego przerywać, nawet w chwili gdy przypadkowo weszli sobie z Laurentem w drogę, jeśli chodziło o drapanie Dumy po brzuchu. Dłoń Olivii, której dotknął Laurent, była zimna jak lód. Wychowana w Londynie nie była przyzwyczajona do takiego zimna, jakie panowało w New Forest. Inna sprawa, że dłonie zwykle były chłodne, nawet jeśli reszcie ciała było względnie ciepło. - No i nie wiem, czy to odwaga, czy wręcz przeciwnie. Na pewno brak instynktu samozachowawczego.
Tym razem już spojrzała na Prewetta i mrugnęła do niego z rozbawieniem. Nie miała instynktu samozachowawczego, zwłaszcza jeśli chodziło o zwierzaki. Ale nie tylko. Jednak Laurent nie musiał o tym wiedzieć. Dopiero teraz miała okazję, by mu się przyjrzeć. Miał miły uśmiech i biło od niego pewne ciepło, kontrastujące z dzisiejszą pogodą. I z oczami. Wydawało jej się, że spojrzała w dwa wielkie, wzburzone oceany o tak intensywnej barwie, że jej błękitne tęczówki zdawały się przy nich blednąć. Nie mogła nie zauważyć kilku siwych włosów, które przenikały przez właściwe pasma. Miał je ze zmartwienia? A może to było genetyczne?
Zorientowała się, że się gapi o wiele za późno. By zatrzeć nieprzyjemne wrażenie, które na pewno po sobie zostawiła tym bezczelnym patrzeniem się, wstała, chociaż nie bez żalu.
- Ale poszłam inną drogą. Dlatego tu jestem - puknęła palcem w torbę. Zamówienie.