17.10.2023, 19:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2023, 19:31 przez Brenna Longbottom.)
Sadwick ukończył Hogwart dopiero rok czy dwa lata temu, poszedł na kursy, a teraz robił staż... był więc jeszcze bardziej nieopierzony niż Heather. I Brenna, która przyszła tu od razu po szkole, z pewną hipokryzją wzdychała w duchu, widząc go w Biurze - chociaż chłopak na razie nie brał udziału w żadnych niebezpiecznych akcjach... To znaczy w teorii, bo raz czy dwa nie miało być groźnie, a jednak okazało się, że los miał inne plany.
- Mam nadzieję, że się nie mylisz - mruknęła Brenna, chociaż niestety, wiedziała, że jest inaczej. W ich świecie mieli większe możliwości, nie zdarzało się więc to tak często... ale przynajmniej dwukrotnie o jej uszy obiły się takie sprawy pośród mugoli. Dzieciak zaufał złej osobie albo wciągnięto go auta przemocą... Oby to nie był taki przypadek.
Wilczyca kręciła się wzdłuż ogrodzenia, próbując pochwycić trop. Na razie jednak wyglądało na to, że nie wie, w którą stronę ruszyć - choć stanęła w pewnym momencie, jakby coś wyczuwała, nie zdołała pochwycić tropu. Za to chwilę później kichnęła i pokręciła łbem, podrażniona przez jakiś zapach.
Heather miała nieco więcej szczęścia.
W pewnym momencie, w pobliżu jednej z niewielkich dziur w siatce, dostrzegła odcisk buta. Zdawał się całkiem świeży i z pewnością został zostawiony przez dziecko. Dzieciak mógłby przedostać się przez tę wyrwę w ogrodzeniu - chociaż one, nawet mniejsza Heather, musiałyby przejść już górą.
Nie dało się stąd dostrzec innego śladu chłopca, nie było też pewności, że to jego ślad... ale Wood miała niemal pewność, że jakiś brzdąc tej nocy wszedł właśnie tędy na plac budowy. Ledwo kawałek dalej teren zaczynał się obniżać. Chłopiec mógł wpaść do dołu albo spróbować się skryć dalej - we wznoszonym dopiero budynku. Ani jednak, ani druga opcja prawdopodobnie nie były bezpieczne.
Kształty wilczycy rozmyły się i po chwili z ziemi w pobliżu podniosła się Brenna.
- Wyczuwam go tutaj, ale nie mogę złapać tropu. Cuchnie tu piwem. I na litość Merlina, rumiankiem - mruknęła, pocierając nos. Naprawdę nie rozumiała, jak ktoś mógł wybrać perfumy o takim zapachu... Brenna znów kichnęła, a potem powiodła spojrzeniem w stronę placu budowy.
- Mam nadzieję, że się nie mylisz - mruknęła Brenna, chociaż niestety, wiedziała, że jest inaczej. W ich świecie mieli większe możliwości, nie zdarzało się więc to tak często... ale przynajmniej dwukrotnie o jej uszy obiły się takie sprawy pośród mugoli. Dzieciak zaufał złej osobie albo wciągnięto go auta przemocą... Oby to nie był taki przypadek.
Wilczyca kręciła się wzdłuż ogrodzenia, próbując pochwycić trop. Na razie jednak wyglądało na to, że nie wie, w którą stronę ruszyć - choć stanęła w pewnym momencie, jakby coś wyczuwała, nie zdołała pochwycić tropu. Za to chwilę później kichnęła i pokręciła łbem, podrażniona przez jakiś zapach.
Heather miała nieco więcej szczęścia.
W pewnym momencie, w pobliżu jednej z niewielkich dziur w siatce, dostrzegła odcisk buta. Zdawał się całkiem świeży i z pewnością został zostawiony przez dziecko. Dzieciak mógłby przedostać się przez tę wyrwę w ogrodzeniu - chociaż one, nawet mniejsza Heather, musiałyby przejść już górą.
Nie dało się stąd dostrzec innego śladu chłopca, nie było też pewności, że to jego ślad... ale Wood miała niemal pewność, że jakiś brzdąc tej nocy wszedł właśnie tędy na plac budowy. Ledwo kawałek dalej teren zaczynał się obniżać. Chłopiec mógł wpaść do dołu albo spróbować się skryć dalej - we wznoszonym dopiero budynku. Ani jednak, ani druga opcja prawdopodobnie nie były bezpieczne.
Kształty wilczycy rozmyły się i po chwili z ziemi w pobliżu podniosła się Brenna.
- Wyczuwam go tutaj, ale nie mogę złapać tropu. Cuchnie tu piwem. I na litość Merlina, rumiankiem - mruknęła, pocierając nos. Naprawdę nie rozumiała, jak ktoś mógł wybrać perfumy o takim zapachu... Brenna znów kichnęła, a potem powiodła spojrzeniem w stronę placu budowy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.