17.10.2023, 20:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2023, 20:21 przez Bard Beedle.)
Decyzja graczy przekazana na priv.
Dora, możesz opisać, co zrobiła w mieszkaniu i po wyjściu od razu, jeśli tak ci pasuje - nikt jej nie napada, nikogo nie dostrzega
Dora, możesz opisać, co zrobiła w mieszkaniu i po wyjściu od razu, jeśli tak ci pasuje - nikt jej nie napada, nikogo nie dostrzega
Erik i Mavelle, oboje odrobinę odmienieni, zaczęli swoje drobne przedstawienie w pobliżu kamienicy. Nie przyciągnęli jakiejś wielkiej uwagi – pora była wczesna, a w Londynie widywało się nie takie rzeczy – chociaż kobieta, idąca chodnikiem, przeszła na drugą stronę ulicy, a mężczyzna, który kupił właśnie gazetę w kiosku, spojrzał w ich stronę.
Nikt nie zatrzymywał Dory, kiedy podchodziła do drzwi, prowadzących do budynku.
Alohomora podziałała – to był zwykły, mugolski budynek, którego nie zabezpieczono żadną magią. Crawley musiała wykonać gest ręką, ale nie wyciągała już różdżki, miała więc możliwość ustawienia się tak, by tego nie było specjalnie widać. W środku panował półmrok i unosił się nieprzyjemny zapach – Catherine Barlow i jej przyjaciółka nie należały do osób bogatych. Mieszkały tutaj, bo ich rodziny były ubogie i mugolskie, a one same musiały walczyć o swoją pozycję w świecie czarodziejów, pozbawione wsparcia.
Być może to dlatego Catherine zawsze była taka zdeterminowana i walczyła z Mulciberem aż do samego końca.
Oby ten „koniec” był końcem jego, nie Barlow.
Dora nie dostrzegła nikogo na korytarzu, chociaż i nie miała pewności, czy z wizjerów mijanych mieszkań nie spoglądają czyjeś ciekawskie oczy. Bez problemu dotarła pod lokal, o którym mogła wiedzieć, że był zajęty przez Catherine i jej koleżankę. Gdy jednak przyszło do otwierania drzwi… czekała ją drobna niespodzianka. Nie z gatunku tych morderczych, ale na pewno dających do myślenia.
Nie musiała używać alohomory. Drzwi były otwarte.
Nie usłyszała żadnych dźwięków, nie zobaczyłaby też nikogo, gdyby zajrzała do środka. Mieszkanie było w nieładzie, ale przeszukano je już wcześniej, a i Catherine pakowała się pewnie stąd w pośpiechu. Była to kawalerka, duży pokój, połączony z kuchnią – dwa łóżka, szafa, nieduża komoda, jedno biurko, sprzęty kuchenne i jeden fotel, to wszystko, co się tutaj mieściło. Pozostało też tu trochę rzeczy, musiała tylko uważać, aby na pewno zabrać coś należącego do Barlow, a nie do jej martwej przyjaciółki.
Nikt na nią nie napadł.
Nikt nie czatował przy wyjściu, kiedy zdecydowałaby się stąd wyjść.
Tylko czy ktoś, kto był tutaj wcześniej „legalnie”, zostawiłby te drzwi otwarte na tak długo?