17.10.2023, 22:07 ✶
Nie, Brenna nie potraktowała poważnie jego groźby. Ale wcale nie była tak całkiem pewna, że nie zrealizowałby jej, gdyby miał okazję. Jakby nie było - dbał o określoną opinię, a jego aparycja i "sława" rodziny dokładały do tego cegiełki. Nie dała się przestraszyć głównie dlatego, że była po prostu wręcz nadmiernie pewna siebie, chowana właśnie w tej bańce, i była dziewczynką z głową jeszcze pełną złudzeń o tym, że wszystko będzie dobrze.
- Skąd - skłamała, co do tej krzywdy. Ot rękę i żebra zamierzała posmarować w zaciszu dormitorium. Tutaj pilna była tylko warga, żeby trochę się podgoiła, zanim Brenna wlezie w oczy nauczycielom. Czy wierzyła mu, że nie tłukł się zwykle z młodszymi?
Właściwie to nie była pewna.
Prawdopodobnie powinna pozostać bardzo sceptyczna, ale Brenna w czasach szkolnych i nawet parę lat po nich miała skłonności do prób szukania w ludziach tego, co w nich najlepsze.
Kąciki ust zadrgały jej lekko, gdy spytał, czy nikomu o tym nie powie. Starała się nie uśmiechać zbyt szeroko, bo obita warga, nawet jeżeli teraz wyglądała lepiej niż kwadrans temu, wciąż bolała. Vincent zapewne miał powody do tego pytania, bo on jako ten starszy, wpadłby w większe kłopoty niż ona. A jednak... trochę ją tym rozbawił.
- A mam napisane tutaj idiotka? - spytała, wskazując na swoje czoło. - Miłego dnia, Prewett. Wychodzę pierwsza - rzuciła, po czym ruszyła do drzwi. Zaklęcie blokujące już puściło, więc otworzyła je i ostrożnie uchyliła kurtynę. A kiedy upewniła się, że nikt akurat nie przechodzi - czmychnęła z pomieszczenia w korytarz. Z zamiarem skierowania się prosto do Wieży Gryffindoru.
- Skąd - skłamała, co do tej krzywdy. Ot rękę i żebra zamierzała posmarować w zaciszu dormitorium. Tutaj pilna była tylko warga, żeby trochę się podgoiła, zanim Brenna wlezie w oczy nauczycielom. Czy wierzyła mu, że nie tłukł się zwykle z młodszymi?
Właściwie to nie była pewna.
Prawdopodobnie powinna pozostać bardzo sceptyczna, ale Brenna w czasach szkolnych i nawet parę lat po nich miała skłonności do prób szukania w ludziach tego, co w nich najlepsze.
Kąciki ust zadrgały jej lekko, gdy spytał, czy nikomu o tym nie powie. Starała się nie uśmiechać zbyt szeroko, bo obita warga, nawet jeżeli teraz wyglądała lepiej niż kwadrans temu, wciąż bolała. Vincent zapewne miał powody do tego pytania, bo on jako ten starszy, wpadłby w większe kłopoty niż ona. A jednak... trochę ją tym rozbawił.
- A mam napisane tutaj idiotka? - spytała, wskazując na swoje czoło. - Miłego dnia, Prewett. Wychodzę pierwsza - rzuciła, po czym ruszyła do drzwi. Zaklęcie blokujące już puściło, więc otworzyła je i ostrożnie uchyliła kurtynę. A kiedy upewniła się, że nikt akurat nie przechodzi - czmychnęła z pomieszczenia w korytarz. Z zamiarem skierowania się prosto do Wieży Gryffindoru.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.