Ten dzień nie był specjalnie przyjemny. Nie dość, że miała bardzo dużo pracy, to znowu napadło ją to dziwne uczucie. Od czasu Beltane bardzo często łapała się na tym, że myśli o swoim przyjacielu, zdecydowanie częściej niż kiedyś. Coś wisiało w powietrzu, tego była pewna, chociaż nie do końca rozumiała mechanizm tego wszystkiego.
Piła sobie właśnie kawę, gdy poczuła, że Longbottom jest w niebezpieczeństwie. Nie mogła skupić swoich myśli na niczym innym. Nie miała pojęcia, gdzie jest i czym się zajmował tego dnia. W końcu jego praca też nie należała do tych, gdzie bezpieczeństwo było gwarantowane. Co jeśli wykonywał jakieś zadanie dla Zakonu? Jeśli śmierciożercy go zaatakowali. Zaczęła panikować, bała się, że może stać mu się krzywda. Zniknęła z sali i zamknęła się na zapleczu. Przechadzała się po pomieszczeniu, nie umiała usiedzieć w miejscu. Postanowiła więc to rozchodzić. Tyle, że to nie działało.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miała pojęcia, gdzie jest Erik. Nie mogła więc mu wysłać pomocy, może powinna odezwać się do Brenny, lub kogoś innego? Co jeśli on gdzieś tam teraz umierał. Zaczęła panikować, nie wiedziała, jak ma zareagować, co zrobić. To ją strasznie irytowało, że była w tym momencie zupełnie bezradna. Osunęła się przy jednej z szafek i usiadła na podłodze, skuliła się, podciągnęła kolana do twarzy i objęła je swoimi rękoma. Mało brakowało, a by się rozpłakała.
Usłyszała szarpnięcie klamki. Oby to nie była Wendy, nie miała zamiaru się przed nią tłumaczyć. Zakluczyła jednak drzwi, także nikt nie powinien jej tu przeszkadzać. Tyle, że później, chwilę później znajomy głos odezwał się za drzwiami. Poderwała się na nogi i ruszyła do drzwi, otworzyła je gwałtownie. Kamień spadł jej z serca, kiedy zobaczyła Erika - całego i zdrowego. Kilka łez pojawiło się na jej twarzy, nie przeszkadzało jej to w tym, żeby rzucić się na niego i się przytulić. To był odruch, taki bezwarunkowy. Odsunęła się jednak po chwili, wytarła łzy rękawem sukienki i wbiła w niego swoje spojrzenie. Nie wyglądała już na tak bardzo zadowoloną, jak na samym początku. - Gdzieś ty był?! Bałam się, że już cię nigdy nie zobaczę, nawet nie wiesz jak. - Dopiero zaczynała swój wywód. - Chcesz, żebym tu umarła ze strachu?