18.10.2023, 10:28 ✶
- Kiedyś, ale nie byłam w tym dobra. Raczej próbowałam niż faktycznie grałam - nie była w drużynie, ale latem ze znajomymi przez dwa sezony spotykali się za Londynem, by ćwiczyć. Nic z tego nie wyszło, ale było to bardzo przyjemne spędzanie czasu. - Zrezygnowałam, bo nasza amatorska drużyna się rozpadła. No i trochę wciąż boję się konsekwencji spotkania z tłuczkiem.
Skrzywiła się nieznacznie, a po jej twarzy przebiegł cień wspomnień, gdy jej koleżanka Milace oberwała tak mocno, że straciła przytomność. Tłuczki były bezlitosne, nawet jeśli to nie były te prawdziwe, potężne, których używano do normalnej gry.
- Herbata to chyba faktycznie lepszy pomysł - spojrzała w niebo, rozmyślając nad rajem, o którym mówił. Jak dla niej raj był chyba jednak o kilka stopni cieplejszy, a wyżej było cholernie zimno - musiało być, tak było zawsze. A nawet stojąc na ziemi nos jej poczerwieniał, podobnie jak policzki. Nie trzęsła się, ale też nie można było powiedzieć, żeby czuła się komfortowo, smagana zimnym wiatrem, nawet jeśli nie był zbyt gwałtowny i porywisty.
Nie strąciła jego ręki z ramienia - wzięła to za zachętę, by ruszyć w stronę budynku, dlatego też uśmiechnęła się w wdzięcznością i wbrew sobie wsunęła dłonie pod boki, by je trochę ogrzać. Ruszyła nieśpiesznie, trochę ostrożnie, jakby spodziewała się, że zaraz jej stopa odkryje wśród traw jedną z dziur, które zapewne Duma wykopał. Albo inne zwierzę.
- Tylko na hipogryfie. Ale umiem jeździć konno, jako dziecko jeździłam na zwykłych kucykach, a potem na normalnych koniach. Jeśli poruszają się na ziemi, to chyba nie ma różnicy, prawda? Z tym, że chyba nie umiem skupić się na jednoczesnym lataniu i kierowaniu zwierzęciem - mówiła wolno, rozproszona przez widok, który zaparł jej dech w piersiach. Abraksamy były jednak większe - znacznie większe. Jakim cudem nie zauważyła ich wcześniej? Im bliżej stajni byli, tym bardziej wyciągała szyję na pastwisko, ale w chwili, gdy już miała sobie skręcić kark, odwróciła głowę i weszła przez drzwi, chociaż nie bez żalu. Później poprosi Laurenta, żeby zbliżyli się do cudownych skrzydlatych koni. Zanotowała w głowie, że Prewett miał słabość do ogromnych zwierząt. Jeszcze nie wiedziała, co z tą informacją zrobi, ale była dość cenna i zabawna, nasuwająca wiele różnych myśli, mniej lub bardziej wesołych.
Z ulgą powitała zamkniętą przestrzeń, po której nie hulał wiatr. Przycupnęła na kanapie, najpierw jednak ostrożnie odkładając torbę na ziemię. Zaklęcia zmniejszające nie chroniły przed rozbiciem fiolek, niefortunnym byłoby, gdyby wszystkie eliksiry po prostu szlag trafił po tym wszystkim, co wycierpiała, przybywając tutaj.
- Możliwe. Nigdy w ten sposób o tym nie myślałam - przyznała, rozcierając dłonie o siebie. Nie ściągała jeszcze kurtki. - Zawsze uważałam, że to bardziej jakaś dziecięca naiwność i trochę może ufność? Bo w końcu zwierzęta, szczególnie magiczne, wyczuwają zło na odległość. Co prawda nie wszystkie, ale wiesz chyba, o co mi chodzi.
Skrzywiła się nieznacznie, a po jej twarzy przebiegł cień wspomnień, gdy jej koleżanka Milace oberwała tak mocno, że straciła przytomność. Tłuczki były bezlitosne, nawet jeśli to nie były te prawdziwe, potężne, których używano do normalnej gry.
- Herbata to chyba faktycznie lepszy pomysł - spojrzała w niebo, rozmyślając nad rajem, o którym mówił. Jak dla niej raj był chyba jednak o kilka stopni cieplejszy, a wyżej było cholernie zimno - musiało być, tak było zawsze. A nawet stojąc na ziemi nos jej poczerwieniał, podobnie jak policzki. Nie trzęsła się, ale też nie można było powiedzieć, żeby czuła się komfortowo, smagana zimnym wiatrem, nawet jeśli nie był zbyt gwałtowny i porywisty.
Nie strąciła jego ręki z ramienia - wzięła to za zachętę, by ruszyć w stronę budynku, dlatego też uśmiechnęła się w wdzięcznością i wbrew sobie wsunęła dłonie pod boki, by je trochę ogrzać. Ruszyła nieśpiesznie, trochę ostrożnie, jakby spodziewała się, że zaraz jej stopa odkryje wśród traw jedną z dziur, które zapewne Duma wykopał. Albo inne zwierzę.
- Tylko na hipogryfie. Ale umiem jeździć konno, jako dziecko jeździłam na zwykłych kucykach, a potem na normalnych koniach. Jeśli poruszają się na ziemi, to chyba nie ma różnicy, prawda? Z tym, że chyba nie umiem skupić się na jednoczesnym lataniu i kierowaniu zwierzęciem - mówiła wolno, rozproszona przez widok, który zaparł jej dech w piersiach. Abraksamy były jednak większe - znacznie większe. Jakim cudem nie zauważyła ich wcześniej? Im bliżej stajni byli, tym bardziej wyciągała szyję na pastwisko, ale w chwili, gdy już miała sobie skręcić kark, odwróciła głowę i weszła przez drzwi, chociaż nie bez żalu. Później poprosi Laurenta, żeby zbliżyli się do cudownych skrzydlatych koni. Zanotowała w głowie, że Prewett miał słabość do ogromnych zwierząt. Jeszcze nie wiedziała, co z tą informacją zrobi, ale była dość cenna i zabawna, nasuwająca wiele różnych myśli, mniej lub bardziej wesołych.
Z ulgą powitała zamkniętą przestrzeń, po której nie hulał wiatr. Przycupnęła na kanapie, najpierw jednak ostrożnie odkładając torbę na ziemię. Zaklęcia zmniejszające nie chroniły przed rozbiciem fiolek, niefortunnym byłoby, gdyby wszystkie eliksiry po prostu szlag trafił po tym wszystkim, co wycierpiała, przybywając tutaj.
- Możliwe. Nigdy w ten sposób o tym nie myślałam - przyznała, rozcierając dłonie o siebie. Nie ściągała jeszcze kurtki. - Zawsze uważałam, że to bardziej jakaś dziecięca naiwność i trochę może ufność? Bo w końcu zwierzęta, szczególnie magiczne, wyczuwają zło na odległość. Co prawda nie wszystkie, ale wiesz chyba, o co mi chodzi.