18.10.2023, 17:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:42 przez Florence Bulstrode.)
Tak, Florence uważała się za specjalistkę i nie miałaby pewnie oporów z potwierdzeniem, że taką jest. Zdaniem niektórych byłaby to pycha, zdaniem innych – świadomość swoich mocnych stron. Pewnie tych pierwszych byłoby znacznie więcej, ale na szczęście lub nieszczęście Florence Bulstrode nigdy nie należała do ludzi, którzy nadmiernie przejmowaliby się cudzymi opiniami. Właściwie przejmowała się nimi bardzo, bardzo mało. Obchodziła ją głównie jedna opinia: swoja własna.
To już prawdopodobnie była nieco nadmierna pewność siebie, ale z drugiej strony na pewno bardzo ułatwiała jej życie, prawda? Zwłaszcza, zważywszy na to, że do pewności siebie Florence Bulstrode miała pewne podstawy...
– Podejrzewam, że odezwie się dwóch, góra trzech z nich – oceniła Florence. Sama miała trochę gorsze zdanie o środowisku nauki niż Lief. Mianowicie zakładała, że może głos zabierze ktoś bardzo uparty albo ktoś, kto miał na pieńku z organizatorami, ewentualnie samym wykładowcą. Większość ludzi miała skłonność do zmilczenia, kiedy ktoś gadał głupoty, czy to bojąc się konsekwencji wyrażenia swojego zdania, czy też dlatego, że po prostu nie chcieli być niemili.
Chociaż istniała też szansa, że jeśli ona zacznie mówić, to zachęci innych. Czasem ludzie byli pod tym względem… prości. Ruszali do przodu, jeżeli ktoś już zrobił krok.
Florence w takich sprawach milczeń nie przywykła. Naprawdę nie lubiła, kiedy ewidentny idiota pozował na eksperta. To było nie tylko irytujące, to było w jej opinii także głęboko szkodliwe.
– Jeżeli nie masz pojęcia, o czym mówisz, to pewność siebie jest jedyną szansą, by jakoś uszło to uwadze innych – powiedziała z odrobiną zamyślenia, chociaż sama musiała przyznać, że dawno nie słyszała aż takich idiotyzmów, wygłaszanych z taką pewnością. – Ale tak, to na pewno najbardziej fascynująca część tego wystąpienia – zgodziła się, wszak niczego innego, co byłoby choćby odrobinę interesujące nie znajdowała. I miło było jednak, że do tego miejsca nie ściągnęły wyłącznie osoby niezorientowane w temacie, bo jej zdaniem tylko ktoś taki mógłby zachwycać się tym wykładem. – Jest pan znacznie bardziej wyrozumiały niż pan. Ja uważam, że czas jest nazbyt cenny, aby marnować go na bzdury.
Mówiła niemalże uprzejmym tonem, chociaż osąd był zaiste surowy. To nie tak, że Florence nie znała dobrych manier. Ani że ich nie przestrzegała. Nie krzyczała zwykle na ludzi, nie wyzywała, rzadko podnosiła głos i nie dogadywała bez potrzeby. Ale też nie miała żadnych oporów wobec wyrażania swojego zdania, często dość ostrego, nawet jeżeli ubierała wszystko w niby to grzeczne słowa.
– To zależy, co uważa pan za kontrowersyjne. Będę mówiła przenoszeniu się klątw - oświadczyła Florence ze spokojem. A potem, gdy już nie doczekała się odpowiedzi, po prostu czekała na ciąg dalszy.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Gdy przerwa się zakończyła, Florence znów zwróciła wzrok ku scenie. Faktycznie, podczas dyskusji nie omieszkała rzucić dwóch uwag, które prawdopodobnie sprawiły, że wykładowca miał ochotę ją zamordować. Zwłaszcza, że sprowokowały one dalszą dyskusję, która podążyła w stronę, której pan prowadzący na pewno sobie nie życzył.
Gdyby Florence miała inny charakter, może cieszyłaby się wywołanym chaosem. W istocie jednak po prostu nie znosiła niekompetencji i nie mogła powstrzymać się przed wytknięciem jej. Zwłaszcza, że byli tutaj młodzi klątwołamacze - co, jeżeli ktoś na początku swojej drogi zawodowej, wierząc, że organizatorzy ściągnęli specjalistów, da się przekonać, że te straszliwe bzdury to prawda objawiona?! Nie, na to Bulstrode po prostu nie mogła pozwolić.
Później, gdy przyszła pora na kolejną osobę, siedziała całkowitą uwagę skupiając nie na swoim sąsiedzie, a następnym wykładzie. Ten prawdopodobnie przyciągnął już jej uwagę nieco bardziej i nie uznała wykładowcy za kompletnego partacza, bo w pewnym momencie wydobyła nawet z torebki notatnik, aby zapisać sobie jego nazwisko, temat wykładu oraz parę spostrzeżeń. Potem przyszła jej kolejka - i nie okazała ani odrobiny zdenerwowania, nawet jeżeli to było pierwsze tego typu jej wystąpienie. Florence nie była charyzmatycznym mówcą ani aktorem, ale była w swojej dziedzinie naprawdę kompetentna, przedstawiła więc najnowsze teorie na temat przenoszenia się klątw, dorzuciła do tego garść własnych przemyśleń i dodatkowo zaprezentowała najciekawsze przypadki z Munga z dwóch ostatnich lat (oczywiście, pomijając jakiekolwiek dane pacjentów).
A później, po czasie na pytania, na ostatni wykład już nie czekała - bo słyszała go na innej konferencji - i opuściła kamienicę, udając się z powrotem do kamienicy Bulstrodów...
To już prawdopodobnie była nieco nadmierna pewność siebie, ale z drugiej strony na pewno bardzo ułatwiała jej życie, prawda? Zwłaszcza, zważywszy na to, że do pewności siebie Florence Bulstrode miała pewne podstawy...
– Podejrzewam, że odezwie się dwóch, góra trzech z nich – oceniła Florence. Sama miała trochę gorsze zdanie o środowisku nauki niż Lief. Mianowicie zakładała, że może głos zabierze ktoś bardzo uparty albo ktoś, kto miał na pieńku z organizatorami, ewentualnie samym wykładowcą. Większość ludzi miała skłonność do zmilczenia, kiedy ktoś gadał głupoty, czy to bojąc się konsekwencji wyrażenia swojego zdania, czy też dlatego, że po prostu nie chcieli być niemili.
Chociaż istniała też szansa, że jeśli ona zacznie mówić, to zachęci innych. Czasem ludzie byli pod tym względem… prości. Ruszali do przodu, jeżeli ktoś już zrobił krok.
Florence w takich sprawach milczeń nie przywykła. Naprawdę nie lubiła, kiedy ewidentny idiota pozował na eksperta. To było nie tylko irytujące, to było w jej opinii także głęboko szkodliwe.
– Jeżeli nie masz pojęcia, o czym mówisz, to pewność siebie jest jedyną szansą, by jakoś uszło to uwadze innych – powiedziała z odrobiną zamyślenia, chociaż sama musiała przyznać, że dawno nie słyszała aż takich idiotyzmów, wygłaszanych z taką pewnością. – Ale tak, to na pewno najbardziej fascynująca część tego wystąpienia – zgodziła się, wszak niczego innego, co byłoby choćby odrobinę interesujące nie znajdowała. I miło było jednak, że do tego miejsca nie ściągnęły wyłącznie osoby niezorientowane w temacie, bo jej zdaniem tylko ktoś taki mógłby zachwycać się tym wykładem. – Jest pan znacznie bardziej wyrozumiały niż pan. Ja uważam, że czas jest nazbyt cenny, aby marnować go na bzdury.
Mówiła niemalże uprzejmym tonem, chociaż osąd był zaiste surowy. To nie tak, że Florence nie znała dobrych manier. Ani że ich nie przestrzegała. Nie krzyczała zwykle na ludzi, nie wyzywała, rzadko podnosiła głos i nie dogadywała bez potrzeby. Ale też nie miała żadnych oporów wobec wyrażania swojego zdania, często dość ostrego, nawet jeżeli ubierała wszystko w niby to grzeczne słowa.
– To zależy, co uważa pan za kontrowersyjne. Będę mówiła przenoszeniu się klątw - oświadczyła Florence ze spokojem. A potem, gdy już nie doczekała się odpowiedzi, po prostu czekała na ciąg dalszy.
EDIT
30.12.23
30.12.23
Gdy przerwa się zakończyła, Florence znów zwróciła wzrok ku scenie. Faktycznie, podczas dyskusji nie omieszkała rzucić dwóch uwag, które prawdopodobnie sprawiły, że wykładowca miał ochotę ją zamordować. Zwłaszcza, że sprowokowały one dalszą dyskusję, która podążyła w stronę, której pan prowadzący na pewno sobie nie życzył.
Gdyby Florence miała inny charakter, może cieszyłaby się wywołanym chaosem. W istocie jednak po prostu nie znosiła niekompetencji i nie mogła powstrzymać się przed wytknięciem jej. Zwłaszcza, że byli tutaj młodzi klątwołamacze - co, jeżeli ktoś na początku swojej drogi zawodowej, wierząc, że organizatorzy ściągnęli specjalistów, da się przekonać, że te straszliwe bzdury to prawda objawiona?! Nie, na to Bulstrode po prostu nie mogła pozwolić.
Później, gdy przyszła pora na kolejną osobę, siedziała całkowitą uwagę skupiając nie na swoim sąsiedzie, a następnym wykładzie. Ten prawdopodobnie przyciągnął już jej uwagę nieco bardziej i nie uznała wykładowcy za kompletnego partacza, bo w pewnym momencie wydobyła nawet z torebki notatnik, aby zapisać sobie jego nazwisko, temat wykładu oraz parę spostrzeżeń. Potem przyszła jej kolejka - i nie okazała ani odrobiny zdenerwowania, nawet jeżeli to było pierwsze tego typu jej wystąpienie. Florence nie była charyzmatycznym mówcą ani aktorem, ale była w swojej dziedzinie naprawdę kompetentna, przedstawiła więc najnowsze teorie na temat przenoszenia się klątw, dorzuciła do tego garść własnych przemyśleń i dodatkowo zaprezentowała najciekawsze przypadki z Munga z dwóch ostatnich lat (oczywiście, pomijając jakiekolwiek dane pacjentów).
A później, po czasie na pytania, na ostatni wykład już nie czekała - bo słyszała go na innej konferencji - i opuściła kamienicę, udając się z powrotem do kamienicy Bulstrodów...
Postać opuszcza sesję