Stanley nawet nie zwrócił uwagi na to jak Avelina się skrzętnie uwinęła z zamknięciem zakładu. Było to jak najbardziej godne podziwu za równo na fakt prędkości jak i skuteczności działania. Pozwolił się poprowadzić, wszak nie bardzo mógł co innego zrobić. Przyszedł tutaj niejako po pomoc i to Paxton rozgrywała teraz karty czy dyktowała warunki tej gry, a Borgin musiał się dostosować albo spasować i wyjść - to jednak nie wchodziło w rachubę.
- Zupełnie jakbym Cie słyszał w szkole kiedy pytałem o zadanie z eliksirów... - zaśmiał się pod nosem. Nie potrzebował nawet sekundy, aby ujrzeć tę sytuację oczami młodego Stanleya kiedy to prosił, a może wręcz błagał swoją koleżankę o pomoc. Ta odpowiadała ze stoickim wręcz spokojem jakby to był dla niej chleb powszedni na zaistniałą sytuację - Zawsze mogłaś pójść do Munga... - wzruszył lekko ramionami - Eh... To prawo, które wcale, a wcale nie pomaga... - odpowiadał kiedy Avelina znikała w szafce. Co jest... Szafka bez dna? Ktoś ją tam wciągnął? Jakiś goblin? Na całe szczęście nie zdążył nawet podjąć interwencji, ponieważ ta zaraz wyszła cała i zdrowa ze środka - Ratujesz mi życie, wiesz? - zapytał retorycznie, chociaż był święcie przekonany, że mówił jej to za każdym razem w Hogwarcie - Proszę bardzo - dodał, kładąc odpowiednią kwotę by spojrzeć z pewnym błyskiem w oczach na fiolki z remedium na jego ból istnienia. Szukanie rozwiązania na tego typu bolączki to była prawdziwa prawna bezsensowność.
- Ave... Proszę Cię. Nie mam czasu aby pójść do Munga. Usłyszę znowu to samo. To co oni są w stanie powiedzieć każdemu bez wyjątku... Powinien pan się udać do specjalisty, a może wręcz na jakąś terapię. Tylko to może panu pomóc - przedrzeźniał jednego z lekarzy, który gadał mu takie głupoty - oczywiście były to głupoty według Stanleya - Nie wiem szczerze ile. Wczoraj może z godzinkę mi się udało? Przed wczoraj z... Dwie może? Chociaż półtora? - pokręcił przecząco głową - Nie mam pojęcia. Przestałem już nawet to mierzyć, ponieważ nie było w tym najmniejszego sensu - zauważył, a po chwili przesunął do siebie napar z ziół. To chyba musi być rumianek? zastanawiał się - Dzięki, jesteś niezastąpiona. Mówiłem już Ci to kiedyś? - dopytał, ponieważ nie był pewien - Ano... Powiedzmy, że trochę nadrabiam braki edukacyjne ale idzie mi dość mizernie. Gdyby nie Sauriel i Victoria to byłyby z tego jedne, wielkie nici... ALE! Wiesz jakie duże wyrosły? Aż nie wierzyłem, że to się może udać - ożywił się od razu kiedy tylko zaczął rozmawiać o ogórkach, a następnie wziął łyk ziółek i poczuł jak po całym jego ciele rozchodzi się przyjemne ciepło - Świetne hobby, może się nieźle bawić. Polecam z całego serca - przyznał, odwzajemniając uśmiech.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972