Gdyby miał świadomość, co też jego siostra sądziła na temat tego, że postanowił w pierwszej kolejności rzucić się ku Malfoyowi, zapewne by się speszył, a następnie posłusznie powędrował we wskazanym przez nią kierunku. Bądź co bądź, miałaby rację. Biorąc pod uwagę, to co się stało, ważne było zapewnienie opieki tym, którzy nie byli w stanie stać na własnych nogach lub w ogóle byli pozbawieni świadomości. Jakby na to nie patrzeć był w znacznie lepszym stanie niż ci, którym nie udało się zbiec z Polany Ognisk.
Czy miał coś na obronę Elliota? Cóż, przybycie jakichkolwiek wysłanników Ministerstwa Magii nie powinno ich w gruncie rzeczy dziwić. Wizengamot, jak i kilka innych instytucji działających wewnątrz ich wspaniałego miejsce pracy musiało działać w absolutnym popłochu. Chociaż niektórzy z nich naturalnie wiedzieli, że można było się spodziewać czegoś złego po plotkach, które krążyły tu i ówdzie, tak nie wszyscy mieli świadomość tego, jak poważnym zagrożeniem byli zwolennicy Czarnego Pana. Jak i on sam. Cóż, tej nocy właśnie poznali prawdę na ten temat.
— Ja... — Zanim zdołał odpowiedzieć, przez zgiełk przebił się głos Brenny. Erik momentalnie odwrócił się w jej kierunku, strzelając oczami na prawo i lewo. Zrobił krok w jej kierunku, jednak po chwili znowu zwrócił się ku blondynowi. — To chyba nie jest dobry moment. — Spróbował wykrzesać z siebie krzywy uśmiech, jakby mógł w ten sposób przeprosić Elliota. — Żyję. Na razie. Poczekaj, aż tutaj się nieco przerzedzi. Potem... Potem porozmawiamy. Obiecuję.
Ruchem dłoni wezwał do siebie jednego z młodszych brygadzistów, którzy przybyli na miejsce z Bonesem i poprosił go o przypilnowanie pana Malfoya. Nie mógł w tym momencie zrobić wiele więcej. Mógł go wpuścić dalej, pozwolić sobie towarzyszyć do czasu, aż nie zaszyje się w namiocie medyków, jednak... To chyba było za dużo. Za dużo i zbyt szybko. Ledwo połapał się w tym, że walki skończyły się przed paroma godzinami, a teraz już musiał mierzyć się z konsekwencjami własnych działań. A inni w tym momencie dogorywają, pomyślał przygnębiony, biorąc głęboki oddech.
— Będzie dobrze — rzucił jeszcze na odchodne. — Oby dotrwać do południa. A potem do wieczora. Potem będzie już z górki.
Przed wycofaniem się do reszty zespołu, złapał spojrzenie Elliota, po czym odszedł. Miał nadzieję, że nie będzie miał mu tego za złe. Poza tym, skoro już tu trafił... Pewnie szybko znajdzie się dla niego jakaś robota. Chociaż najlepszy był w przeliczaniu pieniędzy Ministerstwa i podatników, tak nawet dla Kanclerza Skarbu musiała znaleźć się tu jakaś fucha, prawda?
Erik nie musiał długo czekać, aby zagoniono go do pracy. Bez wahania odprawił pierwszą osobę, która poleciła mu odpocząć, nie podając nawet żadnego powodu. Był tutaj poprzedniej nocy. Był z Ministerstwa Magii. Miał robotę do wykonania i miał zamiar ją wykonać, choćby potem miał go zganić Bones do spółki z Harper Moody i ordynatorem Szpitala św. Munga i całą bandą aurorów i brygadzistów. Skoro jego siostra mogła w tym stanie udzielać pomocy innym, to on tym bardziej. Nie zważał na zmęczenie, ból ani strach. Były takie dni, gdy po prostu trzeba było się przemóc i robić ponad siły. Odpocznie, gdy to wszystko się skończy. Przy odrobinie szczęścia stanie się to być może nawet przed tym, jak wyląduje w grobie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞