19.10.2023, 01:36 ✶
Spojrzała uważniej na Erika, mrużąc nieznacznie oczy. Hm… czy pamiętała? Tak i nie.
- Nie chodziłam na wróżbiarstwo – przypomniała łagodnym tonem Erikowi. Cóż, nie było to obowiązkowe i jednocześnie ta dziedzina z punktu widzenia Bones była tak bardzo bezużyteczna, że najzwyczajniej w świecie nie widziała potrzeby, żeby uczęszczać na takie lekcje. Fusy, kryształowe kule, kadzidła i inne cuda na kiju – nie, po prostu nie. Ale za to… - Choć jak się zastanowić, to kojarzę, jak w Pokoju Wspólnym dyskutowano o wróżbach. To było… cóż – westchnęła, pokręciwszy przy tym głową. Tak. Bogate w historie, dość trafnie ujęte. Każdy widział co innego i wiedział z tego co innego.
Normalnie woda z mózgu od tego się robiła.
W każdym razie, Erik koniec końców skupił się na Perseusie, a ona sama na mugolkach. Nie miała oporów przed wyciągnięciem dłoni w stronę Tii i jej uściśnięciem.
- Mavelle Bones – przedstawiła się krótko i skinęła lekko głową pod adresem Lily. W istocie, kojarzyły się i z pewnością miały co najmniej jeden punkt wspólny, jakim było przelewanie myśli na papier czy płótno. Zwłaszcza papier, przynajmniej jeśli chodziło o Bones, bo nieszczególnie się kwapiła do machania pędzlem i czekania, aż farby łaskawie wyschną - Ja ciebie też nie – przyznała, nie omieszkując w takim razie wyciągnąć dłoni również i pod adresem Ginny; świat nie był aż tak mały, żeby znać każdego przedstawiciela czarodziejskiego środowiska.
Zmarszczyła nieznacznie brwi. Wiersze. Same w sobie nie brzmiały groźnie, chyba że…?
- Co to były za wiersze, wiesz może? – spytała, niby to od niechcenia. Jakby nie była nimi zainteresowana (hm, no w zasadzie – wolała prozę niż poezję. Zwłaszcza mugolską prozę, którą szło znaleźć w działach z fantastyką), choć tak po prawdzie… była brygadzistką, miała wiele wspólnego z Ministerstwem Magii, toteż pod kątem zawodowym: tak, jak najbardziej mogło to przykuć jej uwagę.
Tak samo jak i zachowanie Lily. Cy powinna ją była wziąć na bok? Podpytać, co się dzieje? Jakąkolwiek magią był podszyty ten wieczór – kobieta zdawała się chyba jej nie ulegać. Z jednej strony spokój, który sama odczuwała, z drugiej… z drugiej nie wyglądało, żeby kobieta czuła się w jakikolwiek sposób odprężona.
Inna sprawa, że aura nie była stała. Że coś się subtelnie zmieniało, wprowadzając nowe nici odczuć.
- Tydzień lata w zimie? – zdziwiła się. Brzmiało to absurdalnie, ale magia potrafiła zaskakiwać – czego dowodem były chociażby słońce i księżyc nad ich głowami. A jeśli chodziło o drzewa… - Pamiętasz może coś więcej o tych drzewach? Kiedy i gdzie? – podpytała, dojadając w końcu upolowanego wcześniej pączka. Cóż. To wcale nie tak, że dopiero co zdarzyło się coś podobnego i dlatego ta wzmianka przykuła uwagę Bones. No, chyba że McGonagall dokładnie o tym mówiła…?
I czy dało się stąd uciec? Zapewne tak, zwłaszcza jeśli by im pomóc, ale, ale… nie, nie mogła. Nie powinna była. I nie udzieliła też odpowiedzi – dobry moment sobie to „coś” w powietrzu wybrało, żeby się zmienić – bowiem nagle wszyscy stali się bardzo, bardzo odlegli, aż się zakręciło w głowie… szlag.
Szlag.
Uczucie samotności nie było czymś nieznanym, ale teraz uderzyło ze zdwojoną mocą, przez co o wiele bardziej boleśnie niż do tej pory sobie uświadomiła, jak bardzo brakuje jej pewnej osoby u boku. Ale… to księżyc teraz mieszał, z jakiegoś powodu była tego pewna. Mieszał, więc na ile to, co czuła, było prawdziwe…?
- Też – odparła cicho na pytanie Ginny – Coś dziwnego wisi w powietrzu – mruknęła jeszcze, wsadzając dłonie do kieszeni spodni i zerkając krzywo w stronę księżyca. Na chwilę, bowiem zaraz znowu zerknęła na Lili. Czy nadal zdawała się być taka… inna?
- Nie chodziłam na wróżbiarstwo – przypomniała łagodnym tonem Erikowi. Cóż, nie było to obowiązkowe i jednocześnie ta dziedzina z punktu widzenia Bones była tak bardzo bezużyteczna, że najzwyczajniej w świecie nie widziała potrzeby, żeby uczęszczać na takie lekcje. Fusy, kryształowe kule, kadzidła i inne cuda na kiju – nie, po prostu nie. Ale za to… - Choć jak się zastanowić, to kojarzę, jak w Pokoju Wspólnym dyskutowano o wróżbach. To było… cóż – westchnęła, pokręciwszy przy tym głową. Tak. Bogate w historie, dość trafnie ujęte. Każdy widział co innego i wiedział z tego co innego.
Normalnie woda z mózgu od tego się robiła.
W każdym razie, Erik koniec końców skupił się na Perseusie, a ona sama na mugolkach. Nie miała oporów przed wyciągnięciem dłoni w stronę Tii i jej uściśnięciem.
- Mavelle Bones – przedstawiła się krótko i skinęła lekko głową pod adresem Lily. W istocie, kojarzyły się i z pewnością miały co najmniej jeden punkt wspólny, jakim było przelewanie myśli na papier czy płótno. Zwłaszcza papier, przynajmniej jeśli chodziło o Bones, bo nieszczególnie się kwapiła do machania pędzlem i czekania, aż farby łaskawie wyschną - Ja ciebie też nie – przyznała, nie omieszkując w takim razie wyciągnąć dłoni również i pod adresem Ginny; świat nie był aż tak mały, żeby znać każdego przedstawiciela czarodziejskiego środowiska.
Zmarszczyła nieznacznie brwi. Wiersze. Same w sobie nie brzmiały groźnie, chyba że…?
- Co to były za wiersze, wiesz może? – spytała, niby to od niechcenia. Jakby nie była nimi zainteresowana (hm, no w zasadzie – wolała prozę niż poezję. Zwłaszcza mugolską prozę, którą szło znaleźć w działach z fantastyką), choć tak po prawdzie… była brygadzistką, miała wiele wspólnego z Ministerstwem Magii, toteż pod kątem zawodowym: tak, jak najbardziej mogło to przykuć jej uwagę.
Tak samo jak i zachowanie Lily. Cy powinna ją była wziąć na bok? Podpytać, co się dzieje? Jakąkolwiek magią był podszyty ten wieczór – kobieta zdawała się chyba jej nie ulegać. Z jednej strony spokój, który sama odczuwała, z drugiej… z drugiej nie wyglądało, żeby kobieta czuła się w jakikolwiek sposób odprężona.
Inna sprawa, że aura nie była stała. Że coś się subtelnie zmieniało, wprowadzając nowe nici odczuć.
- Tydzień lata w zimie? – zdziwiła się. Brzmiało to absurdalnie, ale magia potrafiła zaskakiwać – czego dowodem były chociażby słońce i księżyc nad ich głowami. A jeśli chodziło o drzewa… - Pamiętasz może coś więcej o tych drzewach? Kiedy i gdzie? – podpytała, dojadając w końcu upolowanego wcześniej pączka. Cóż. To wcale nie tak, że dopiero co zdarzyło się coś podobnego i dlatego ta wzmianka przykuła uwagę Bones. No, chyba że McGonagall dokładnie o tym mówiła…?
I czy dało się stąd uciec? Zapewne tak, zwłaszcza jeśli by im pomóc, ale, ale… nie, nie mogła. Nie powinna była. I nie udzieliła też odpowiedzi – dobry moment sobie to „coś” w powietrzu wybrało, żeby się zmienić – bowiem nagle wszyscy stali się bardzo, bardzo odlegli, aż się zakręciło w głowie… szlag.
Szlag.
Uczucie samotności nie było czymś nieznanym, ale teraz uderzyło ze zdwojoną mocą, przez co o wiele bardziej boleśnie niż do tej pory sobie uświadomiła, jak bardzo brakuje jej pewnej osoby u boku. Ale… to księżyc teraz mieszał, z jakiegoś powodu była tego pewna. Mieszał, więc na ile to, co czuła, było prawdziwe…?
- Też – odparła cicho na pytanie Ginny – Coś dziwnego wisi w powietrzu – mruknęła jeszcze, wsadzając dłonie do kieszeni spodni i zerkając krzywo w stronę księżyca. Na chwilę, bowiem zaraz znowu zerknęła na Lili. Czy nadal zdawała się być taka… inna?