19.10.2023, 06:32 ✶
Brenna wyrwała się, z łatwością wymierzając cios schodzącej po schodach kobiecie, a potem zmieniła się w wodę. Oczywiście, że to zrobiła i Atreus nawet nie wiedział, czy powinien się temu dziwić. Potem spojrzał na Maddie, wyraźnie skonsternowaną, która nagle przemieniła się w jego rękach w morską pianę. Cudownie. Trwał przez chwilę, sam nie wiedząc co zrobić, a spojrzeniem uciekając w kierunku Brenny, która wyraźnie zszokowana zniknięciem dziewczynki, wsparła się o barierkę.
Uderzyła w nich fala z taką siłą, że aż się zatoczył, na szczęście jednak nie wywracając się. Ale nawet jeśli coś mówiło mu, że natarła na nich morska woda, to przed oczami rozlewała mu się pulsująca feerią barw fala energii. Kiedy obejrzał się na współpasażerów, ci zmieniali się w wodę, mieszając z nią i znikając, po tym jak zauważył jeszcze, że owijała ich czarna, znajoma z rzeczywistości energia.
- Jesteśmy w atrium, pośpiesz się. - odpowiedział zdawkowo Mavelle, spoglądając znowu na Brennę. Przez dłuższy moment milczał, w odpowiedzi na pytanie, zwyczajnie przyglądając się temu co robi i czując jak wali mu serce. Był trochę ciekawy, czy to co robiła przyniesie jakieś efekty, czy faktycznie poczuje wodę na twarzy, kiedy nią sobie chluśnie.
- Ta energia. Zmywa z reszty pasażerów tę czarną, którą wcześniej widziałem na całym statku - powiedział równie cicho, podchodząc do niej i łapiąc ją za dłonie. Prawdziwe, tak samo jak i jego i w pewien sposób było to niezwykle w tej chwili pokrzepiające, że sami nie zmienili się w morską pianę i nie zmieszali ze statkiem.
- Znasz ten jeden moment, kiedy zawsze, ale to zawsze się budzisz ze snu? - zapytał, patrząc na ich dłonie, czując jej cierpło i z pewnym ociąganiem wreszcie przenosząc spojrzenie na jej twarz. Bo to co chciał powiedzieć i w jego głowie brzmiało wręcz okropnie. - Kiedy umierasz. - nawet się nie skrzywił. Ba, nawet nie drgnęła mu powieka, kiedy oznajmił to grobowym tonem i chyba w pewien sposób jeszcze bardziej go to przerażało, bo nie był w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek ironii lub chociaż krzywego uśmiechu.
- Mogę rozmawiać z Mavelle. Powiedziałem jej, że jesteśmy w atrium i żeby się pośpieszyła. Możemy spróbować tego o czym mówię, jeśli wszystko się nam zaraz nie rozpłynie w rękach, albo poczekać. Może sen sam się rozpadnie i nas uwolni. Możemy też sprawdzić co jest pod pokładem, jeśli te fale nas nie utopią.
I chyba faktycznie dlatego ją teraz trzymał za dłonie, bo dawało mu to więcej pewności. Sam nie wiedział co właściwie powinni w tej sytuacji zrobić, bo gdyby wszystko nie zaczęło się sypać, po tym jak uderzyła tę kobietę, to pewnie zaproponowałby jej właśnie tę ostatnią opcję. Teraz jednak... cholera, to nie tak że się bał, a zwyczajnie nie wiedział co zrobić i ta bezsilność go dobijała. Przerastała nieco, ciążąc na żołądku tak samo, jak strach o stojącą przed nim kobietę.
Uderzyła w nich fala z taką siłą, że aż się zatoczył, na szczęście jednak nie wywracając się. Ale nawet jeśli coś mówiło mu, że natarła na nich morska woda, to przed oczami rozlewała mu się pulsująca feerią barw fala energii. Kiedy obejrzał się na współpasażerów, ci zmieniali się w wodę, mieszając z nią i znikając, po tym jak zauważył jeszcze, że owijała ich czarna, znajoma z rzeczywistości energia.
- Jesteśmy w atrium, pośpiesz się. - odpowiedział zdawkowo Mavelle, spoglądając znowu na Brennę. Przez dłuższy moment milczał, w odpowiedzi na pytanie, zwyczajnie przyglądając się temu co robi i czując jak wali mu serce. Był trochę ciekawy, czy to co robiła przyniesie jakieś efekty, czy faktycznie poczuje wodę na twarzy, kiedy nią sobie chluśnie.
- Ta energia. Zmywa z reszty pasażerów tę czarną, którą wcześniej widziałem na całym statku - powiedział równie cicho, podchodząc do niej i łapiąc ją za dłonie. Prawdziwe, tak samo jak i jego i w pewien sposób było to niezwykle w tej chwili pokrzepiające, że sami nie zmienili się w morską pianę i nie zmieszali ze statkiem.
- Znasz ten jeden moment, kiedy zawsze, ale to zawsze się budzisz ze snu? - zapytał, patrząc na ich dłonie, czując jej cierpło i z pewnym ociąganiem wreszcie przenosząc spojrzenie na jej twarz. Bo to co chciał powiedzieć i w jego głowie brzmiało wręcz okropnie. - Kiedy umierasz. - nawet się nie skrzywił. Ba, nawet nie drgnęła mu powieka, kiedy oznajmił to grobowym tonem i chyba w pewien sposób jeszcze bardziej go to przerażało, bo nie był w stanie wykrzesać z siebie jakiejkolwiek ironii lub chociaż krzywego uśmiechu.
- Mogę rozmawiać z Mavelle. Powiedziałem jej, że jesteśmy w atrium i żeby się pośpieszyła. Możemy spróbować tego o czym mówię, jeśli wszystko się nam zaraz nie rozpłynie w rękach, albo poczekać. Może sen sam się rozpadnie i nas uwolni. Możemy też sprawdzić co jest pod pokładem, jeśli te fale nas nie utopią.
I chyba faktycznie dlatego ją teraz trzymał za dłonie, bo dawało mu to więcej pewności. Sam nie wiedział co właściwie powinni w tej sytuacji zrobić, bo gdyby wszystko nie zaczęło się sypać, po tym jak uderzyła tę kobietę, to pewnie zaproponowałby jej właśnie tę ostatnią opcję. Teraz jednak... cholera, to nie tak że się bał, a zwyczajnie nie wiedział co zrobić i ta bezsilność go dobijała. Przerastała nieco, ciążąc na żołądku tak samo, jak strach o stojącą przed nim kobietę.