19.10.2023, 07:45 ✶
Zapach rumianku sam w sobie może i nie przeszkadzałby Brennie, gdyby nie to, że od niego kichała. A jako wilczyca, wyczulona na zapachy - gdy Bren się zmieniała, świat w pierwszej kolejności nie wyglądał, a pachniał - to już podwójnie.
Podeszła do miejsca wskazanego przez Heather. Nim zdążyła choćby się odezwać, ruda już wspinała się na ogrodzenie. To ledwo utrzymało jej ciężar, ale Wood była na tyle sprawna fizycznie, by przedostać się na drugą stronę.
Brenna nie zaprotestowała, bo przecież nie mogła zostać w tyle. A że ważyła zdecydowanie więcej niż Wood, znów się zmieniła i jako wilczyca przedostała się na plac, by znów zacząć węszyć, kiedy Heather się rozglądała.
W mroku trudno było zauważyć ślady, ale najwyraźniej tym razem Brenna miała więcej szczęścia niż wcześniej, bo po chwili odzyskała własną postać. Ostrożnie, starając się nie wpaść do wykopanej w pobliżu dziury - to byłoby już komiczne, gdyby stoczyła się do niej po prostu idąc - ruszyła ku pobliskiej konstrukcji. Powstał tylko parter, który straszył pustyni oknami i drzwiami, a w dwóch miejscach został pokryty graffiti. Weszła do środka przez jedną z dziur, przygotowanych na drzwi, i z kieszeni wydobyła różdżkę.
Światło zaczęło rozpraszać ciemność. Poza granicą światła kłębiły się cienie.
- Jesteś tutaj? Mark? - spytała Brenna. Nie krzyczała, ale w pustym wnętrzu jej głos zdawał się bardzo głośny i wręcz dziwny, niepasujący. Starała się mówić łagodnie, by przypadkiem nie przestraszyć chłopca.
Ale albo się jej nie udało, albo był już nazbyt przerażony.
Heather kątem oka wyłapała ruch i blond czuprynę. Dzieciak pozostawał tam, gdzie nie sięgało światło różdżki, i dostrzegła go tylko dzięki tym jasnym włosom.
A ledwo sekundę później rozległ się trzask.
Jedna ze ścian w pobliżu zaczęła pękać. Kolejna manifestacja magii dziecka, które pod wpływem emocji straciło kontrolę nad swoją mocą.
Podeszła do miejsca wskazanego przez Heather. Nim zdążyła choćby się odezwać, ruda już wspinała się na ogrodzenie. To ledwo utrzymało jej ciężar, ale Wood była na tyle sprawna fizycznie, by przedostać się na drugą stronę.
Brenna nie zaprotestowała, bo przecież nie mogła zostać w tyle. A że ważyła zdecydowanie więcej niż Wood, znów się zmieniła i jako wilczyca przedostała się na plac, by znów zacząć węszyć, kiedy Heather się rozglądała.
W mroku trudno było zauważyć ślady, ale najwyraźniej tym razem Brenna miała więcej szczęścia niż wcześniej, bo po chwili odzyskała własną postać. Ostrożnie, starając się nie wpaść do wykopanej w pobliżu dziury - to byłoby już komiczne, gdyby stoczyła się do niej po prostu idąc - ruszyła ku pobliskiej konstrukcji. Powstał tylko parter, który straszył pustyni oknami i drzwiami, a w dwóch miejscach został pokryty graffiti. Weszła do środka przez jedną z dziur, przygotowanych na drzwi, i z kieszeni wydobyła różdżkę.
Światło zaczęło rozpraszać ciemność. Poza granicą światła kłębiły się cienie.
- Jesteś tutaj? Mark? - spytała Brenna. Nie krzyczała, ale w pustym wnętrzu jej głos zdawał się bardzo głośny i wręcz dziwny, niepasujący. Starała się mówić łagodnie, by przypadkiem nie przestraszyć chłopca.
Ale albo się jej nie udało, albo był już nazbyt przerażony.
Heather kątem oka wyłapała ruch i blond czuprynę. Dzieciak pozostawał tam, gdzie nie sięgało światło różdżki, i dostrzegła go tylko dzięki tym jasnym włosom.
A ledwo sekundę później rozległ się trzask.
Jedna ze ścian w pobliżu zaczęła pękać. Kolejna manifestacja magii dziecka, które pod wpływem emocji straciło kontrolę nad swoją mocą.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.