Pierwsze koty za płoty jak to mawiają, czyli najgorsze, bo przedstawianie się, mają za sobą. Trzeba przyznać, że kobieta znosiła to z klasą... Cokolwiek ją spotkało. Na pewno jednak nic miłego. Nie trzęsła się, nie płakała, nie miała miny jakby zaraz jej świat miał się zawalić - a pewnie był tego bliski. Tym bardziej się cieszył, że nie będzie musiał się przejmować jej szarą czy ołowianą aurą, która pożerała prawdziwe kolory i przyprawiała o zawroty w brzuchu. Może to też było ruchem Harper? Cholera wie. Ta szalona kobieta była nieprzewidywalna. Niektóre rzeczy robiła 200iq moveset, żeby potem zrobić coś, czego nikt nie rozumie. Ale to wtedy pewnie też część większego planu, przynajmniej tak łatwiej to było sobie wytłumaczyć. Nic dziwnego w końcu, że ludzie byli zainteresowani nowym "zjawiskiem", chociaż niekoniecznie było się czym podniecać. Nie zauważył tutaj wielkiego ruchu pod tytułem "oooo Zimniii" nawet mimo Atreusa. Ludzie tutaj widzieli już dużo rzeczy. Za to nie zdziwiłby się gdyby wpadali z innych biur pod byle pretekstem. Np. Złożyć, hehe, kondolencje. Badacze naukowi na pewno mieli pożywkę. Nie jego sprawa, on się nie znał na kowenach, tych wszystkich dziwnych klątwach i innych umarłych albo w pół umarłych.
- Dzięki, mam umówione stałe wizyty. - Rzucił luźno w odpowiedzi, zastanawiając się, czy odpowiedź kobiety jest odruchem obronnym i frustracją spowodowaną tym, że wszyscy reagowali na jej zimno czy może jednak czarnym poczuciem humoru. A może tą sławną, urażoną kobiecą dumą? Morgano uchowaj, żeby nie to ostatnie! Kobiety były zazwyczaj głupsze od mężczyzn... Oczywiście statystycznie. I nie, niekoniecznie tak myślał, za to pomyślał, żeby kiedyś ten tekst przetestować. - Może. - Oderwał spojrzenie od papierów, żeby spojrzeć w kierunku okna. Chociaż chyba do listy przypadłości tego by sobie nie dopisywał. - Dziękuję, wezmę to pod uwagę przy następnej wizycie. - Nie ma to jak koleżanka z pracy co się troszczy o twoje zdrowie, co? Uśmiechnął się jednak pod nosem na te pyskówki, które poleciały z drugiej strony pokoju. Panował tu porządek. Przynajmniej ten papierologiczny i minimalizacja wszystkiego, co mogłoby zagracać. Żeby nie rozpraszało. Żeby za dużo się nie zmieniało.
- Później mówił niewiele, przynajmniej do mnie, więc musiałabyś zapytać jego przyszywanych partnerów. - Czy było mu przykro z tego powodu? A skąd! To nie tak, że się wielce migał od pracy, bo bez tego nie da się niczego zmienić, nikogo ochronić. Ale nawet tutaj było niewiele osób, którym można było zaufać. A może - szczególnie tutaj. - Nie miałaś partnera? - Czasem się tak zdarzało, Cain nie był zbyt przywiązany do tego partnetowania, potrafiły się często dziać roszady przy okazji różnych zadań. Bo ten potrzebny tu, a tamten potrzebny tam, tego umiejętności chcemy tu a tamtego gdzieś indziej. Ale tak, zawsze partnera dobierali. Może miała pecha i było nierówno. Ktoś chociaż skorzystał na śmierci Serwują. Tego już jednak nie powiedział z przyzwoitości. - Wiesz jak jest, nawet jak Gównojady grasują to człowiek potrzebuje wakacji.