Udało im się pokonać te dwa żywe trupy, które stanęły na ich drodze. Wszystko się zmieniło, nie były już niesmiertelne, to musiał być ten moment, kiedy wszystko się zatrzymało. Bardzo dobrze. Yaxley nie miała pojęcia, co dzieje się w innych częściach statku, jednak jeśli oni walczyli to może jej kuzyni, Brenna i cała reszta również działała? Podejrzewała, że tak właśnie było. Może wspólnymi siłami uda im się zneutralizować całe niebezpieczeństwo i opuszczą bezpiecznie ten statek.
Pobiegli dalej, musieli nadal walczyć, żeby pokonać całe niebezpieczeństwo. Pojawiały się kolejne trupy, Gerry naliczyła ich osiem, ale to nie było to, czym musieli się teraz zająć.
Znaleźli się na samym dole, gdzie czekała na nich jakaś kobieta. Była cholernie blada, jednak nie wyglądała na trupa. Nie musieli czekać długo, żeby zobaczyć do czego jest zdolna. Uniosła różdżkę i rzuciła zaklęcie w stronę Erika, który wzbił się w powietrze. Oni się na niego dzisiaj uwzięli. Zdążyła jeszcze pomyśleć, gdy zobaczyła jak przyjaciel podnosi się w powietrze.
Usłyszała głos Victorii i jej łap go. Zignorowała to jednak. Widziała żądzę mordu na twarzy kobiety, widziała jej gniew. Zupełnie było jej obojętne to, że Vica jest aurorem. Byli w niebezpieczeństwie, miała nadzieję, że Longbottom nie uderzy zbyt mocno o podłogę, ale wydawało jej się to najlepszym rozwiązaniem.
Panna Yaxley machnęła różdżką i wypowiedziała na głos zaklęcie, chciała odciąć głowę wiedźmy od ciała, wyczarować siłę magii, która to zrobi. Pozbyć się jej na zawsze.
kształtowanie
Sukces!
Sukces!