19.10.2023, 15:13 ✶
- To byłoby bardzo niefortunne – odparła równie lekko. Bo mimo wszystko, pozostawały w kręgu żartów, chociaż na dobrą sprawę bynajmniej nie było to śmieszne. W domu Brenny zalęgły się widma – i stwarzały tym samym zagrożenie. A jakkolwiek by nie patrzeć, Bones nie chciałaby, żeby dopadły kuzynkę… niemniej wiedziała też, że Longbottom tak bardzo sroce spod ogona nie wypadła (w końcu z ilu sytuacji wyszła mniej lub bardziej cała? No, z ilu? Zupełnie, jakby miała multum zapasowych żyć do wykorzystania, niczym kot. A nawet i więcej, biorąc pod uwagę tendencję do wpadania w tarapaty wszelkiej maści), stąd też ugryzła się już w język i oszczędziła pouczeń na temat (nie)mądrości zgarnięcia takiej posiadłości.
Zresztą, stwory prędzej czy później musiały się zapewne i tak wynieść – no bo ile można siedzieć w tym samym miejscu? Zwłaszcza że nie przypisywała im ludzkich zwyczajów, związania się z obranym kątem, życiem w nim. Tu musiało w grę wchodzić coś zgoła innego.
Brenna też niczego nie widziała. A mugole – mugole! - mieli właśnie dostęp do czegoś, co pachniało magią. Magią! Gdzie one, istoty zdolne do jej formowania, nie były w stanie dostrzec zjawiska, o którym mówili. A tu masz…
Pytanie brzmiało: dlaczego? Dlaczego magiczni nie widzieli, a niemagiczni – jak najbardziej? Była jednak tylko brygadzistką, więc generalnie kwestia ta dotykała obszarów bardzo odległych od tych, którymi się zajmowała i była obeznana.
Pochwyciła spojrzenie Brenny. Mówiła coś i… hmmm. No tak. Fale. Skinęła bardzo lekko głową, niemalże niezauważalnie na znak, iż zrozumiała. Tak, miała rację – ewidentnie trzeba tu było ich zgarnąć, zwłaszcza że na miejscowych to nie wyglądali. Stąd też przesłała stosowną wiadomość do odpowiedniej osoby, nakreślając sytuację. Mimo wszystko, amnezjator mieli pełne ręce roboty i nie każdy jednak wyznawał się na teleportacji – z różnych względów – więc to też nie tak, że zaraz się jeden z drugim pokażą i pozamiatają sprawę, jak należy.
- Wierzymy wam – wyrzekła łagodnie w odpowiedzi na zapewnienie, że nie oszaleli. No, bo nie oszaleli, choć zapewne to byłoby o wiele prostsze. I być może nawet by tak pomyślała, gdyby nie pogłoski, które się rozchodziły i generalnie gdyby nie to, co działo się – ogólnie rzecz ujmując – w Dolinie. Pokręciła też powoli głową.
- Naprawdę nie widzimy – rozłożyła bezradnie dłonie – Chyba że patrzymy w złym kierunku? – ni to stwierdziła, ni to spytała.
- … no… tego nie da się przeoczyć – oświadczył mężczyzna – Księżyc przecież jest tam – wyciągnął dłoń, palcem wskazując, gdzie widział rosnącą tarczę. Ale Mav podążyła spojrzeniem w tamtym kierunku i tak jakby… jedno, wielkie nic?
Przynajmniej jeśli chodziło o księżyc.
Zresztą, stwory prędzej czy później musiały się zapewne i tak wynieść – no bo ile można siedzieć w tym samym miejscu? Zwłaszcza że nie przypisywała im ludzkich zwyczajów, związania się z obranym kątem, życiem w nim. Tu musiało w grę wchodzić coś zgoła innego.
Brenna też niczego nie widziała. A mugole – mugole! - mieli właśnie dostęp do czegoś, co pachniało magią. Magią! Gdzie one, istoty zdolne do jej formowania, nie były w stanie dostrzec zjawiska, o którym mówili. A tu masz…
Pytanie brzmiało: dlaczego? Dlaczego magiczni nie widzieli, a niemagiczni – jak najbardziej? Była jednak tylko brygadzistką, więc generalnie kwestia ta dotykała obszarów bardzo odległych od tych, którymi się zajmowała i była obeznana.
Pochwyciła spojrzenie Brenny. Mówiła coś i… hmmm. No tak. Fale. Skinęła bardzo lekko głową, niemalże niezauważalnie na znak, iż zrozumiała. Tak, miała rację – ewidentnie trzeba tu było ich zgarnąć, zwłaszcza że na miejscowych to nie wyglądali. Stąd też przesłała stosowną wiadomość do odpowiedniej osoby, nakreślając sytuację. Mimo wszystko, amnezjator mieli pełne ręce roboty i nie każdy jednak wyznawał się na teleportacji – z różnych względów – więc to też nie tak, że zaraz się jeden z drugim pokażą i pozamiatają sprawę, jak należy.
- Wierzymy wam – wyrzekła łagodnie w odpowiedzi na zapewnienie, że nie oszaleli. No, bo nie oszaleli, choć zapewne to byłoby o wiele prostsze. I być może nawet by tak pomyślała, gdyby nie pogłoski, które się rozchodziły i generalnie gdyby nie to, co działo się – ogólnie rzecz ujmując – w Dolinie. Pokręciła też powoli głową.
- Naprawdę nie widzimy – rozłożyła bezradnie dłonie – Chyba że patrzymy w złym kierunku? – ni to stwierdziła, ni to spytała.
- … no… tego nie da się przeoczyć – oświadczył mężczyzna – Księżyc przecież jest tam – wyciągnął dłoń, palcem wskazując, gdzie widział rosnącą tarczę. Ale Mav podążyła spojrzeniem w tamtym kierunku i tak jakby… jedno, wielkie nic?
Przynajmniej jeśli chodziło o księżyc.