19.10.2023, 15:14 ✶
Skinęła lekko głową, zgadzając się z tokiem myślenia Patricka. Tak. W Limbo zdecydowanie powinni znajdować się tylko ci, których nić życia została przerwana, a żywi… to nie było miejsce dla żywych.
Nie było – a jednak tam trafili. Cała tu obecna czwórka, nie mówiąc już o Dzbanie i jego przydupasach, żeby tak im coś uschło na wieki wieków, a najlepiej to całkiem odpadło. Pchali się, gdzie nie trzeba, robili, czego nie należy robić i ogólnie… uch. Aż bolało, że aktualnie wymierzenie kary było praktycznie niemożliwe – chyba że jednak uda się ich dopaść.
- Może? – mruknęła bez większego przekonania. Odrzucenie oferty nie do odrzucenia, jaką im złożono – może to było to. Ale jednocześnie, mogli się jedynie domyślać.
- Coś w tym stylu – westchnęła cicho i pociągnęła łyk kawy. Czy sprawdzony? Cóż, ufała Brennie, ale i też bardzo istotne było to, że nie pochodził z Brytanii. Że nie miał związków – a przynajmniej takich nie znalazły – z Brytanią, co minimalizowało szanse, że w jakikolwiek sposób był uwikłany w całą tę cholerną wojnę. A raczej, że był przydupasem Dzbana, gotowym na każde jego skinięcie i szepczącym mu do ucha, czego to się dowiedział.
Tak, brak zaufania to jednak okropna rzecz, ale też w obecnych czasach – komu można było tak naprawdę ufać, nie licząc najbliższych…?
… gdzie, jak się zastanowić, czasem i najbliższy potrafił wbić nóż w plecy. Ale w aż taką paranoję to nie popadała, jeszcze.
- Nie dziękuję – uśmiechnęła się blado w stronę Victorii. Ale tak, powodzenie zdecydowanie się przyda. Bo nie tylko kwestia zimna ciążyła, jeszcze pozostawała ta większego kalibru: klątwa. I o ile z zimnem dało się żyć, tak klątwa… bała się jej potencjalnych ograniczeń, których jeszcze nie odkryła. Bo czy na pewno sprowadzała się jedynie do mówienia o Dzbanie?
- Nekromanci to najmniejszy problem – wtrąciła, obracając naczynie w dłoniach. Tego się dało skombinować (czego dowodził chociażby jej własny wyjazd), tylko trzeba było wiedzieć, gdzie szukać. Ale wampir, ghul, duch… [/b] – skrzywiła się. Nie znała takich osobników, a takich, którym by mogła zaufać w kwestii eksperymentu to tym bardziej nie znała. Chyba że znów, jak będą w tej całej Szwecji, poszukać tam ochotnika…? Kwestia do rozważenia.
Zerknęła uważniej na Victorię, gdy ta wspomniała o walce z prawem. I z pewnego rodzaju zainteresowaniem. Tak, patronusy… zaklęcie przydatne, a jednocześnie – przez podejście do nekromancji – zakazane. Tyle że przecież nie każdy czar, którego korzenie wywodziły się z tej dziedziny magii był z gruntu zły. Wszystko rozchodziło się o intencje.
- Powodzenia – rzuciła w końcu – Jakbyś potrzebowała z tym pomocy, to daj znać – dodała jeszcze. Bo tak, całkowity zakaz bywał frustrujący. Co wychodziło bokiem, chociażby teraz, gdy trzeba było spoglądać poza granice Brytanii, żeby zyskać pomoc.
Nie było – a jednak tam trafili. Cała tu obecna czwórka, nie mówiąc już o Dzbanie i jego przydupasach, żeby tak im coś uschło na wieki wieków, a najlepiej to całkiem odpadło. Pchali się, gdzie nie trzeba, robili, czego nie należy robić i ogólnie… uch. Aż bolało, że aktualnie wymierzenie kary było praktycznie niemożliwe – chyba że jednak uda się ich dopaść.
- Może? – mruknęła bez większego przekonania. Odrzucenie oferty nie do odrzucenia, jaką im złożono – może to było to. Ale jednocześnie, mogli się jedynie domyślać.
- Coś w tym stylu – westchnęła cicho i pociągnęła łyk kawy. Czy sprawdzony? Cóż, ufała Brennie, ale i też bardzo istotne było to, że nie pochodził z Brytanii. Że nie miał związków – a przynajmniej takich nie znalazły – z Brytanią, co minimalizowało szanse, że w jakikolwiek sposób był uwikłany w całą tę cholerną wojnę. A raczej, że był przydupasem Dzbana, gotowym na każde jego skinięcie i szepczącym mu do ucha, czego to się dowiedział.
Tak, brak zaufania to jednak okropna rzecz, ale też w obecnych czasach – komu można było tak naprawdę ufać, nie licząc najbliższych…?
… gdzie, jak się zastanowić, czasem i najbliższy potrafił wbić nóż w plecy. Ale w aż taką paranoję to nie popadała, jeszcze.
- Nie dziękuję – uśmiechnęła się blado w stronę Victorii. Ale tak, powodzenie zdecydowanie się przyda. Bo nie tylko kwestia zimna ciążyła, jeszcze pozostawała ta większego kalibru: klątwa. I o ile z zimnem dało się żyć, tak klątwa… bała się jej potencjalnych ograniczeń, których jeszcze nie odkryła. Bo czy na pewno sprowadzała się jedynie do mówienia o Dzbanie?
- Nekromanci to najmniejszy problem – wtrąciła, obracając naczynie w dłoniach. Tego się dało skombinować (czego dowodził chociażby jej własny wyjazd), tylko trzeba było wiedzieć, gdzie szukać. Ale wampir, ghul, duch… [/b] – skrzywiła się. Nie znała takich osobników, a takich, którym by mogła zaufać w kwestii eksperymentu to tym bardziej nie znała. Chyba że znów, jak będą w tej całej Szwecji, poszukać tam ochotnika…? Kwestia do rozważenia.
Zerknęła uważniej na Victorię, gdy ta wspomniała o walce z prawem. I z pewnego rodzaju zainteresowaniem. Tak, patronusy… zaklęcie przydatne, a jednocześnie – przez podejście do nekromancji – zakazane. Tyle że przecież nie każdy czar, którego korzenie wywodziły się z tej dziedziny magii był z gruntu zły. Wszystko rozchodziło się o intencje.
- Powodzenia – rzuciła w końcu – Jakbyś potrzebowała z tym pomocy, to daj znać – dodała jeszcze. Bo tak, całkowity zakaz bywał frustrujący. Co wychodziło bokiem, chociażby teraz, gdy trzeba było spoglądać poza granice Brytanii, żeby zyskać pomoc.