19.10.2023, 15:14 ✶
Kolejne pytania, kolejne odpowiedzi. Już się to nie powtórzyło – to dziwne uczucie, kiedy coś chciało się z niej wyrwać. Znaczy… nie sięgało to wspomnień, które miała gdzieś u siebie? Nie była pewna tej teorii.
Zresztą, jeśli cokolwiek wiedziała, to jedno: że tak naprawdę nie wiedziała nic. Miała strzępy i kolejne strępy otrzymywała, wyjaśnienia? To, czego chciała się dowiedzieć, i tak pozostawało, koniec końców, poza jej zasięgiem. Pewnie, jakiś trop wpadł, ale…
Uch.
Zacisnęła lekko wargo, gdy padła wzmianka o Godryku. Nie wspominała najlepiej nie tak dawnej rozmowy, podczas której najwyraźniej okazało się, że senior rodu za nic miał bezpieczeństwo innych. Cóż, wyglądało na to, że przez lata nosiła w sobie fałszywy obraz dziadka i dopiero teraz spadły maski. Trudno, pozostawało to zaakceptować.
Czy chciały jeszcze o coś zapytać? Zapewne mogłaby prowadzić rozmowę jeszcze długo. Tylko… to już byłoby przeciąganie tego, co nieuniknione. I nie czułaby się z tym szczególnie dobrze.
Przecież już przeszedł – cisnęło się na usta. Bo przeszedł, prawda? Spotkała go w Limbo, nie został wśród żywych. Pojechał tam ekspresem do Hogwartu i spotkał matkę. Więc… chyba że to całe wywoływanie jednak działało tak, że był wyrywany z Limbo? Nie była pewna. Stąd zostawiła to bez komentarza.
Ale nie odpuściła ostatnich słów, jakie mogła mu ofiarować.
- Powiedz mu... – urwała, splatając dłonie, biorąc głębszy wdech. Pożegnanie. To było ich pożegnanie i jednocześnie najlepsze, co mogła oferować człowiekowi, który już odszedł z tego świata – Powiedz, że sobie radzą. Że nie musi się o nie martwić. Radzą sobie i nigdy nie będą same – nie sprecyzowała, o kim dokładnie mówiła, ale też była całkiem pewna, że Derwin zrozumie.
Bo pamiętała, o kogo się tak bardzo martwił, gdy życie z niego uchodziło. Gdy odchodził w ogień.
Zresztą, jeśli cokolwiek wiedziała, to jedno: że tak naprawdę nie wiedziała nic. Miała strzępy i kolejne strępy otrzymywała, wyjaśnienia? To, czego chciała się dowiedzieć, i tak pozostawało, koniec końców, poza jej zasięgiem. Pewnie, jakiś trop wpadł, ale…
Uch.
Zacisnęła lekko wargo, gdy padła wzmianka o Godryku. Nie wspominała najlepiej nie tak dawnej rozmowy, podczas której najwyraźniej okazało się, że senior rodu za nic miał bezpieczeństwo innych. Cóż, wyglądało na to, że przez lata nosiła w sobie fałszywy obraz dziadka i dopiero teraz spadły maski. Trudno, pozostawało to zaakceptować.
Czy chciały jeszcze o coś zapytać? Zapewne mogłaby prowadzić rozmowę jeszcze długo. Tylko… to już byłoby przeciąganie tego, co nieuniknione. I nie czułaby się z tym szczególnie dobrze.
Przecież już przeszedł – cisnęło się na usta. Bo przeszedł, prawda? Spotkała go w Limbo, nie został wśród żywych. Pojechał tam ekspresem do Hogwartu i spotkał matkę. Więc… chyba że to całe wywoływanie jednak działało tak, że był wyrywany z Limbo? Nie była pewna. Stąd zostawiła to bez komentarza.
Ale nie odpuściła ostatnich słów, jakie mogła mu ofiarować.
- Powiedz mu... – urwała, splatając dłonie, biorąc głębszy wdech. Pożegnanie. To było ich pożegnanie i jednocześnie najlepsze, co mogła oferować człowiekowi, który już odszedł z tego świata – Powiedz, że sobie radzą. Że nie musi się o nie martwić. Radzą sobie i nigdy nie będą same – nie sprecyzowała, o kim dokładnie mówiła, ale też była całkiem pewna, że Derwin zrozumie.
Bo pamiętała, o kogo się tak bardzo martwił, gdy życie z niego uchodziło. Gdy odchodził w ogień.