Oklumenci byli zimni. Zbyt zimni. Wycofani i niechętni do tego, żeby wysunąć nosek ze swoich bezpiecznych stref. Gdyby był oklumentą, to pewnie robiłby tego odwrotność, żeby tworzyć złudzenie otwartości. Nie to, żeby teraz wielce inaczej się zachowywał, bo chociaż nie należał do krzykaczy ani posiadaczy hektolitrów zapasów adrenaliny we krwi jak Brenna, nie był też jak napalone młodziki na jakąś akcję (albo i starsi gracze tego biura) to żaden był z niego milczek. Jeden Patrick wystarczył za całą grupę w kwestii wycofania i siedzenia w swoim fluffy zaułku z napisem "możesz przyjść na herbatę, ja posłucham". Nie "ja pogadam" tylko "ja posłucham". Rzecz jasna prześmiewczo to ujmując, bo Patrick wcale nie był złym kompanem do popołudniowych herbatek, jeśli nie oczekiwało się pierdolenia trzy po trzy albo ploteczek z najnowszego świata mody. Victoria zresztą też nie wypadła przed nim na wielce rozmowną. Przed nim - to jest w tych krótkich momentach, jak mieli ze sobą styczność, na przykład w kuchni jak potrafili się ludzie zebrać na kawę, przerwę obiadową, czy cokolwiek innego, bo akurat wszyscy nie byli gdzieś w terenie i każdy chciał się wymienić ploteczką czy dwiema z biura. Była jedną z tych niewielu osób, na które nie działało wsadzanie kija w mrowisko. Choć według niego - po prostu mrowisko nie było trafione. Należało jedynie znaleźć odpowiedni temat.
- Przemawia przez ciebie doświadczenie zawodowe? - Słyszał o tym, a raczej - usłyszał o tym RAZ, kiedy Victoria tutaj przyszła została przedstawiona - i zostało powiedziane, że pracowała w Departamencie Wypadków i Katastrof jako restaurator i amnezjator. Ten raz całkowicie wystarczył. Chciało się dokręcić śrubeczkę, zagaić, że w takim razie dobrze, żeby i ona o swoje zadbała. żeby codziennie chodziła do lekarza, ale to byłaby już przesada i to gruba. Chciał posprawdzać granice i ustalić, z kim ma do czynienia, a skoro nie przez kolor to musiał to robić słownie i poprzez wyciąganie wniosków. Te próby testów mogły mieć różny wynik, w tym taki, że z frustracji mógł zostać ofukany za bycie wrednym - i tyle z wrażenia tego cichego kolesia za biurkiem. Natomiast był ciekaw, czy pokaże kawałek siebie, czy będzie się zawsze chować za kamienną maską.
- Brak słów komentarza z jego strony był całkiem wymowny. Jeśli mówimy o ułatwianiu. - Bo utrudniał? Nie, skądże znowu! To znaaczy... mógł wszystko podać na tacy, to prawda, ale wtedy byłoby to co najmniej o jedną czwartą mniej zabawne, niż było. "Zabawne". Ot, każdy miał swój sposób na konwersację i poznawanie ludzi wokół siebie, tak to chyba trafniej było ująć? Victoria była rzeczowa. Ale potrafiła całkiem nieźle bujać się od burty do burty, kiedy przychodziło do złośliwości. - Ale podbiję stawkę jak w kartach czarodziei i dopowiem, że chyba się zgodził z moim twierdzeniem, że wylosowałem odznakę w paczce Fasolek Bertiego. - Hm. Nie obchodziło ją to, co mówią inni, ale jednocześnie chciała znać prawdę o tym, co było tutaj. Jej pytanie więc o to, co mówił później niekoniecznie dotyczyło. Ona na niego spoglądała, a on właśnie wysmarował pierwszy podpis i pieczątek na dokumencie, żeby do złożyć i odłożyć na nową kupkę. - Jakbyś kiedyś miała dość moich niewysublimowanych żartów to wystarczy powiedzieć. Najlepiej słowo klucz, którego raczej nikt się nie spodziewa, na przykład "szaławiła". - Wysupłał pierwsze lepsze dziwne słowo, którego chyba nigdy nie słyszał wypowiedzianego na głos. Tym nie mniej chodziło o zapewnienie jednak tutaj jakiejś strefy komfortu i powiedzenie, że potrafi się zamknąć, jeśli trzeba. Albo przynajmniej wytyczyć jakieś granice. - Karta stałego klienta została przybita w biurze, doraźnie proponuje się tu kawę z muffinkiem. - Uśmiechnął się wesoło, unosząc na nią na moment oczy. Uważane spojrzenie, takie trochę ciekawskie, trochę psotliwe. - Wbrew pozorom przysięgam, że nie migam się od pracy. Nawet jeśli nie mam takich imponujących papierów. - Jak Ty. Bo chociaż Victoria była tutaj krótko to szczególnie teraz stanie się prawdziwą Gwiazdeczką.
- Czy nie wszystkie takie pytania w ustach aurora brzmią jak lampka na oczy i "mów albo avada kedavra"? - Żartował sobie, chociaż brzmiało to całkiem poważnie, nawet mimo uśmiechu. - Większość osób zauważyła moją znikomą obecność po rosnącej stercie papierów, dlatego sobie z tego żartuję. - Rozjaśnił sytuację, żeby nie sądziła, że potraktował to właśnie tak - jak przesłuchanie, jak to powiedziała sama.