19.10.2023, 13:29 ✶
Światło lumos padło na Vincenta, rozproszyło ciemność, ogarniającą ciemną alejkę. Brenna nie dostrzegła żadnego ruchu, cienia, choćby śladu po kimś, kto mógłby zaatakować Prewetta. W pierwszym odruchu brała pod uwagę właśnie ten scenariusz - bo Vincent umiał pakować się w kłopoty prawie równie dobrze, jak ona, a chociaż jego akurat nie powinni napadać żadni śmierciożercy, to już wrogowie Prewettów? Czemu nie. Brenna nie była pod tym względem naiwna. Nie wiedziała, w jakie sprawy mieszał w Vincent (to znaczy pomijając tę jego półlegalną krucjatę przeciwko kłusownikom, ale dlaczego miałaby narzekać na tę?), ale mogła podejrzewać.
Tyle że kiedy już upewniła się, że nikt nie rąbnie jej drętwotą w głowę i przeniosła wzrok na mężczyznę, przekonała się, że nie wyglądał na rannego.
- Jasny szlag, no poważnie? Upiłeś się? Nie mogłeś chociaż z kimś, kto cię zbierze spod stołu? - spytała, przyklękając przy nim. Rozbiegane spojrzenie, poszerzone źrenice, ale nie, nie czuła charakterystycznej woni alkoholu, doskonale znanej jej z wielu interwencji, do których wzywano Brygadę. I jeszcze w dodatku gadał absolutne głupoty o weselach i całowaniu.
Nie był pijany. Był naćpany. Kompletnie naćpany.
- Moje, Vinnie? Popierdoliło cię? Jaki szaleniec by mnie zechciał - mruknęła i dotknęła jego czoła, chcąc sprawdzić temperaturę. Miała nadzieję, że jej tu zaraz nie straci przytomności. Jego gest i słowa nie zrobiły na niej wrażenia, bo odbierała je jako jego zwykłe żarty, podszyte wyłącznie sympatią i wrodzoną złośliwością charakteru... a teraz z całą pewnością także substancji, które krążyły w jego krwi. Zresztą nawet gdyby wygłaszał je ktoś inny, nie wzięłaby ich pewnie na poważnie, bo po prostu nigdy nie była dziewczyną, którą ktokolwiek chciałby podrywać. Ewentualnie inaczej - zawsze była dziewczyną nie tylko nazbyt urwisowatą, ale też otoczoną przez te dziewczyny dużo ciekawsze. Jak piękna Cynthia, idealna Victoria, tajemnicza Ida, zawsze we wszystkim najlepsza Lucy, przyciągająca spojrzenia Mavelle, zachwycające egzotyczną urodą Pandora i Avelina, czy pełne uroku Nora i Dani.
A to w dodatku był Prewett. Zawsze lubił dogryzać innym.
- Jest tu tylko jeden troll i jesteś nim ty. Coś ty brał? - mruknęła, teraz sięgając do nadgarstka, by sprawdzić puls. Był nierówny, ale na całe szczęście, nie sprawiał wrażenia słabego.
Parę tygodni temu sama skończyła w alejce w podobnych okolicznościach, zbierała z takiej Reginę, ale ot teraz nie skojarzyła tego z przypadkiem Prewetta. Zwłaszcza, że parę osób od kadzideł aresztowała, a kolejne zaginęły w tajemniczych okolicznościach... Chociaż nie powinna być naiwna - przecież to, że ktoś rozpowszechniał halucynogeny na Nokturnie nie znaczyło, że nie mogło tego robić kilka innych osób. Nie, w tej chwili nie wpadła na kadzidła - raczej była rozdarta pomiędzy wyborem, czy go stąd przeciągnąć do jakiegoś bezpiecznego miejsca, zagarnąć do Munga, bo potrzebuje uzdrowiciela, czy mu wpierdolić, skoro doprowadził się do takiego stanu.
Tyle że kiedy już upewniła się, że nikt nie rąbnie jej drętwotą w głowę i przeniosła wzrok na mężczyznę, przekonała się, że nie wyglądał na rannego.
- Jasny szlag, no poważnie? Upiłeś się? Nie mogłeś chociaż z kimś, kto cię zbierze spod stołu? - spytała, przyklękając przy nim. Rozbiegane spojrzenie, poszerzone źrenice, ale nie, nie czuła charakterystycznej woni alkoholu, doskonale znanej jej z wielu interwencji, do których wzywano Brygadę. I jeszcze w dodatku gadał absolutne głupoty o weselach i całowaniu.
Nie był pijany. Był naćpany. Kompletnie naćpany.
- Moje, Vinnie? Popierdoliło cię? Jaki szaleniec by mnie zechciał - mruknęła i dotknęła jego czoła, chcąc sprawdzić temperaturę. Miała nadzieję, że jej tu zaraz nie straci przytomności. Jego gest i słowa nie zrobiły na niej wrażenia, bo odbierała je jako jego zwykłe żarty, podszyte wyłącznie sympatią i wrodzoną złośliwością charakteru... a teraz z całą pewnością także substancji, które krążyły w jego krwi. Zresztą nawet gdyby wygłaszał je ktoś inny, nie wzięłaby ich pewnie na poważnie, bo po prostu nigdy nie była dziewczyną, którą ktokolwiek chciałby podrywać. Ewentualnie inaczej - zawsze była dziewczyną nie tylko nazbyt urwisowatą, ale też otoczoną przez te dziewczyny dużo ciekawsze. Jak piękna Cynthia, idealna Victoria, tajemnicza Ida, zawsze we wszystkim najlepsza Lucy, przyciągająca spojrzenia Mavelle, zachwycające egzotyczną urodą Pandora i Avelina, czy pełne uroku Nora i Dani.
A to w dodatku był Prewett. Zawsze lubił dogryzać innym.
- Jest tu tylko jeden troll i jesteś nim ty. Coś ty brał? - mruknęła, teraz sięgając do nadgarstka, by sprawdzić puls. Był nierówny, ale na całe szczęście, nie sprawiał wrażenia słabego.
Parę tygodni temu sama skończyła w alejce w podobnych okolicznościach, zbierała z takiej Reginę, ale ot teraz nie skojarzyła tego z przypadkiem Prewetta. Zwłaszcza, że parę osób od kadzideł aresztowała, a kolejne zaginęły w tajemniczych okolicznościach... Chociaż nie powinna być naiwna - przecież to, że ktoś rozpowszechniał halucynogeny na Nokturnie nie znaczyło, że nie mogło tego robić kilka innych osób. Nie, w tej chwili nie wpadła na kadzidła - raczej była rozdarta pomiędzy wyborem, czy go stąd przeciągnąć do jakiegoś bezpiecznego miejsca, zagarnąć do Munga, bo potrzebuje uzdrowiciela, czy mu wpierdolić, skoro doprowadził się do takiego stanu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.