19.10.2023, 14:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2023, 14:15 przez Brenna Longbottom.)
Rzuty na npc
Wszyscy byli trochę zagrożeni.
Chłopiec też był w środku - po prostu ściana, która zaczęła pękać, znajdowała się w pobliżu Brenny, która weszła w głąb, nie zauważając dzieciaka kulącego się w mroku. Drgnęła, słysząc krzyk Heather i trzaski wskazujące na to, że ściana zaczyna się walić. Machnęła różdżką, z jej ust padło "finite", i dzięki temu czar... czy też raczej niekontrolowana magia, która powoli rozwalała budynek, przestała działać... ale ściana uległa już zniszczeniu na tyle, że jej część zawaliła się, lecąc prosto na Brennę.
Kobieta uskoczyła. Padła na ziemię i przetoczyła się po niej, ale nie padła na nią nawet żadna cegła, jedynie pokryło ją pyłem. Co więcej zaklęcie lumos wygasło, pozostawiając całą ich trójkę w ciemnościach, tym bardziej nieprzeniknionych, że oczy przed chwilą spoglądały w światło.
W jego ostatnim błysku Heather zdołała dostrzec buzię chłopca, pokrytą siniakami.
Mark się bał.
Nie uspokoiły go słowa Wood. Pojawienie się dwóch obcych kobiet, jedna rzucająca się ku niemu, ściana pękająca z trzaskiem - a przecież nie rozumiał, co tutaj się działo - to wszystko nasilało jego panikę. Sądził, że pojawiły się tutaj, aby go ukarać. Może by sprowadzić go z powrotem do rodziców, na pewno wściekłych po tym, co zrobił tego wieczora podczas przyjęcia. I ten strach opanowywał go teraz bez reszty, sięgał ku pokładom magicznego potencjału, nad którymi chłopiec nie umiał panować i nie wiedział nawet, że powinien.
Nie rozumiał, że dziewczyna nie chciała zrobić mu krzywdy.
- HEATHER, UWAGA!!! - krzyknęła Brenna, gdy fragmenty rozwalonego muru obok niego wzniosły się w powietrze i pierwszy z nich poleciał w stronę rudowłosej Brygadzistki...
Rzucam, by zedytować posta
Rozproszenie zaklęcia:
Aktywność fizyczna, unik
Wszyscy byli trochę zagrożeni.
Chłopiec też był w środku - po prostu ściana, która zaczęła pękać, znajdowała się w pobliżu Brenny, która weszła w głąb, nie zauważając dzieciaka kulącego się w mroku. Drgnęła, słysząc krzyk Heather i trzaski wskazujące na to, że ściana zaczyna się walić. Machnęła różdżką, z jej ust padło "finite", i dzięki temu czar... czy też raczej niekontrolowana magia, która powoli rozwalała budynek, przestała działać... ale ściana uległa już zniszczeniu na tyle, że jej część zawaliła się, lecąc prosto na Brennę.
Kobieta uskoczyła. Padła na ziemię i przetoczyła się po niej, ale nie padła na nią nawet żadna cegła, jedynie pokryło ją pyłem. Co więcej zaklęcie lumos wygasło, pozostawiając całą ich trójkę w ciemnościach, tym bardziej nieprzeniknionych, że oczy przed chwilą spoglądały w światło.
W jego ostatnim błysku Heather zdołała dostrzec buzię chłopca, pokrytą siniakami.
Mark się bał.
Nie uspokoiły go słowa Wood. Pojawienie się dwóch obcych kobiet, jedna rzucająca się ku niemu, ściana pękająca z trzaskiem - a przecież nie rozumiał, co tutaj się działo - to wszystko nasilało jego panikę. Sądził, że pojawiły się tutaj, aby go ukarać. Może by sprowadzić go z powrotem do rodziców, na pewno wściekłych po tym, co zrobił tego wieczora podczas przyjęcia. I ten strach opanowywał go teraz bez reszty, sięgał ku pokładom magicznego potencjału, nad którymi chłopiec nie umiał panować i nie wiedział nawet, że powinien.
Nie rozumiał, że dziewczyna nie chciała zrobić mu krzywdy.
- HEATHER, UWAGA!!! - krzyknęła Brenna, gdy fragmenty rozwalonego muru obok niego wzniosły się w powietrze i pierwszy z nich poleciał w stronę rudowłosej Brygadzistki...
Rzucam, by zedytować posta
Rozproszenie zaklęcia:
Rzut N 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Aktywność fizyczna, unik
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.