19.10.2023, 14:47 ✶
Raz skrzatowi śmierć, wymamrotał Erik.
I już leciał w dół. Trudno było orzec, czy doprowadziło do tego zaklęcie splecione przez Victorię czy też stało się coś jeszcze, na co nie mieli żadnego wpływu a czego konsekwencje mieli właśnie ponosić.
Zaklęcie, które próbowała spleść Geraldine nie przyniosło żadnego rezultatu. Jednocześnie poczuła ostry ból w piersiach. Tak, jakby ktoś owinął właśnie palce wokół jej serca i próbował je ścisnąć. To samo uczucie uderzyło w Victorię i, o dziwo również w upiorną kobietę, choć w jej przypadku – wyglądało to bardziej tak, jakby drgnęła i poczuła, że coś się właśnie wydarzyło. Uniosła rękę i dotknęła nią własnej piersi a z jej ust dobył się wrzask. Geraldine i Victorii pociemniało przed oczami z bólu i zabrakło sił na oddech. Osunęły się na ziemię, ale tym razem nie po to by zasnąć w świecie pełnym wizji, ale ze słabości. Czuły, że umierały, że ich serca walczyły właśnie o ostatnie uderzenia.
Erik z impetem spadł na podłogę atrium a przegniłe deski, pordzewiałe śruby i słupy konstrukcyjne nie wytrzymały jego ciężaru. Poleciał jeszcze niżej i uderzył w podłogę jednej z kajut. Poczuł chrupnięcie w ręce, która amortyzowała najwięcej uderzenia, ale ból nie był aż potężny jak mógłby być, bo i jego serce ściskała właśnie niewidzialna dłoń. Tu na dole było ciemno, śmierdziało glonami i rozkładającymi się rybami, ale Longbottom czuł tylko jak słabnie, jak jego serce walczy o życie.
I wtedy ból ich serc przeminął. Geraldine i Victoria czuły, że powoli wracają im siły. Znowu coś się zmieniło na statku – upiorna kobieta dalej wrzeszczała a żywe trupy, które widzieli gdy zbiegali po schodach – powoli, ale z uporem zbliżały się. Trzy z nich odłączyły się i ruszyły ku korytarzowi dla pasażerów drugiej klasy.
Serce Erika również się uspokoiło, ale nie minął pulsujący i piekący ból w ręce. Tak naprawdę bolał go cały bok, na nogach miał potężne siniaki. Miał też sporo otarć na ciele a w ustach czuł posmak krwi, ale w tym momencie najbardziej doskwierała mu ręka.
Upiorna kobieta umilkła. Machnęła różdżką, a potem wystrzeliła snop ognia ku sufitowi atrium. Magiczny ogień rozlał się po nim, ale nie palił wszystkiego na swojej drodze – płonęły tylko suche elementy a statek ciągle był miejscami mokry od wody, ogień więcej narobił przy tym gryzącego nosy dymu, niż płomieni. Machnęła znowu, posyłając drugi snop w stronę balustrady schodów na piętrze. Może przez szaleństwo, w którym tkwiła od kilkudziesięciu lat a może, bo domyśliła się, że ktoś właśnie zamordował jej córkę, sama postanowiła spalić Perłę morza wraz ze wszystkimi, którzy znajdowali się na jej pokładzie.
I już leciał w dół. Trudno było orzec, czy doprowadziło do tego zaklęcie splecione przez Victorię czy też stało się coś jeszcze, na co nie mieli żadnego wpływu a czego konsekwencje mieli właśnie ponosić.
Zaklęcie, które próbowała spleść Geraldine nie przyniosło żadnego rezultatu. Jednocześnie poczuła ostry ból w piersiach. Tak, jakby ktoś owinął właśnie palce wokół jej serca i próbował je ścisnąć. To samo uczucie uderzyło w Victorię i, o dziwo również w upiorną kobietę, choć w jej przypadku – wyglądało to bardziej tak, jakby drgnęła i poczuła, że coś się właśnie wydarzyło. Uniosła rękę i dotknęła nią własnej piersi a z jej ust dobył się wrzask. Geraldine i Victorii pociemniało przed oczami z bólu i zabrakło sił na oddech. Osunęły się na ziemię, ale tym razem nie po to by zasnąć w świecie pełnym wizji, ale ze słabości. Czuły, że umierały, że ich serca walczyły właśnie o ostatnie uderzenia.
Erik z impetem spadł na podłogę atrium a przegniłe deski, pordzewiałe śruby i słupy konstrukcyjne nie wytrzymały jego ciężaru. Poleciał jeszcze niżej i uderzył w podłogę jednej z kajut. Poczuł chrupnięcie w ręce, która amortyzowała najwięcej uderzenia, ale ból nie był aż potężny jak mógłby być, bo i jego serce ściskała właśnie niewidzialna dłoń. Tu na dole było ciemno, śmierdziało glonami i rozkładającymi się rybami, ale Longbottom czuł tylko jak słabnie, jak jego serce walczy o życie.
I wtedy ból ich serc przeminął. Geraldine i Victoria czuły, że powoli wracają im siły. Znowu coś się zmieniło na statku – upiorna kobieta dalej wrzeszczała a żywe trupy, które widzieli gdy zbiegali po schodach – powoli, ale z uporem zbliżały się. Trzy z nich odłączyły się i ruszyły ku korytarzowi dla pasażerów drugiej klasy.
Serce Erika również się uspokoiło, ale nie minął pulsujący i piekący ból w ręce. Tak naprawdę bolał go cały bok, na nogach miał potężne siniaki. Miał też sporo otarć na ciele a w ustach czuł posmak krwi, ale w tym momencie najbardziej doskwierała mu ręka.
Upiorna kobieta umilkła. Machnęła różdżką, a potem wystrzeliła snop ognia ku sufitowi atrium. Magiczny ogień rozlał się po nim, ale nie palił wszystkiego na swojej drodze – płonęły tylko suche elementy a statek ciągle był miejscami mokry od wody, ogień więcej narobił przy tym gryzącego nosy dymu, niż płomieni. Machnęła znowu, posyłając drugi snop w stronę balustrady schodów na piętrze. Może przez szaleństwo, w którym tkwiła od kilkudziesięciu lat a może, bo domyśliła się, że ktoś właśnie zamordował jej córkę, sama postanowiła spalić Perłę morza wraz ze wszystkimi, którzy znajdowali się na jej pokładzie.
Tura trwa do 22.10.2023 roku do godziny 21.00