19.10.2023, 15:11 ✶
- To dobry sposób na to, by zniknąć, faktycznie - powiedziała po chwili wahania, przeciągając ostatnie sylaby. Ruda uśmiechnęła się kącikiem ust, lecz uśmiech ten niemal natychmiast zniknął, zmącony pojawieniem się papierosa. Olivia zaciągnęła się ostatni raz, a potem zgniotła peta w popielniczce. Chwilę patrzyła, czy żar się dogasił, bo nienawidziła z całego serca smrodu palonego filtra. Pomarańczowe szaleństwo nie było dla niej - zawsze zostawiała sobie pewien zapas tytoniu, by nie poczuć tego paskudnego smaku.
Olivia również cierpiała na zrzędzenie matki o dzieciach. Sęk w tym, że Olivia dzieci mieć chciała, jednak tragedia z przeszłości, którą głęboko pogrzebała we wspomnieniach, odbiła się na niej tak mocno, że do teraz albo była sama, albo nie była w poważnym związku na tyle, by przedstawić wybranka rodzinie. Wśród gderania najbliższych była jak ta latarnia morska, przyjmując na siebie ciosy nie w postaci wzburzonych fal a słów, które nieintencjonalnie ją raniły, pozostawiając trwałe ślady w psychice. Coś na dnie pamięci drgnęło niebezpiecznie, lecz ruda szybko uspokoiła to poprzez wzięcie ogromnego łyka wina. Aż kilka kropelek czerwonej cieczy spłynęło jej z kącika ust.
Miała coś jeszcze powiedzieć na temat lokalu i tego, z kim ma zamiar go otworzyć, ale gdy Geraldine wspomniała o masakrze, jej dłoń odruchowo zatrzymała się w połowie drogi po alkohol.
- Jakie istoty? Czy ministerstwo się tym zajęło? - zmarszczyła brwi. W jej oczach błysnął niepokój. Ojciec nic jej nie mówił na ten temat. Owszem, wspominał o interwencjach, mówił o jakichś problemach, ale nigdy nie dał im odczuć, że ma to związek z tym, co się stało w kniei. Geraldine mogła kojarzyć, że ojciec Olivii zajmował się magicznymi stworzeniami w Ministerstwie Magii. Nic dziwnego, że ruda wyglądała na zaniepokojoną. A nawet trochę złą. - Jak zwykle się dowiaduję ostatnia… Jeśli ich tam wyślą, nie chcę być w jego skórze. Matka przypnie go łańcuchem do stołu i tyle będzie.
Mruknęła, marszcząc brwi.
- Możesz opowiedzieć coś więcej o tym, co się działo?
Olivia również cierpiała na zrzędzenie matki o dzieciach. Sęk w tym, że Olivia dzieci mieć chciała, jednak tragedia z przeszłości, którą głęboko pogrzebała we wspomnieniach, odbiła się na niej tak mocno, że do teraz albo była sama, albo nie była w poważnym związku na tyle, by przedstawić wybranka rodzinie. Wśród gderania najbliższych była jak ta latarnia morska, przyjmując na siebie ciosy nie w postaci wzburzonych fal a słów, które nieintencjonalnie ją raniły, pozostawiając trwałe ślady w psychice. Coś na dnie pamięci drgnęło niebezpiecznie, lecz ruda szybko uspokoiła to poprzez wzięcie ogromnego łyka wina. Aż kilka kropelek czerwonej cieczy spłynęło jej z kącika ust.
Miała coś jeszcze powiedzieć na temat lokalu i tego, z kim ma zamiar go otworzyć, ale gdy Geraldine wspomniała o masakrze, jej dłoń odruchowo zatrzymała się w połowie drogi po alkohol.
- Jakie istoty? Czy ministerstwo się tym zajęło? - zmarszczyła brwi. W jej oczach błysnął niepokój. Ojciec nic jej nie mówił na ten temat. Owszem, wspominał o interwencjach, mówił o jakichś problemach, ale nigdy nie dał im odczuć, że ma to związek z tym, co się stało w kniei. Geraldine mogła kojarzyć, że ojciec Olivii zajmował się magicznymi stworzeniami w Ministerstwie Magii. Nic dziwnego, że ruda wyglądała na zaniepokojoną. A nawet trochę złą. - Jak zwykle się dowiaduję ostatnia… Jeśli ich tam wyślą, nie chcę być w jego skórze. Matka przypnie go łańcuchem do stołu i tyle będzie.
Mruknęła, marszcząc brwi.
- Możesz opowiedzieć coś więcej o tym, co się działo?