Agustus Rookwood nie znał jeszcze nawet połowę możliwości tego, na co stać było Longbottomów. Może dotarła do niego ledwo jedna czwarta - że kiedy coś groziło im bliskim to nie ważne, co się działo i jak się działo - oni już byli na miejscu. Choćby mieli przelecieć cały kraj, choćby mieli szukać na drugim końcu świata, a w końcu aż w samym Limbo - dotrą do celu. Znajdą cię, przyprą do ściany i będą trzymali, dopóki nie powiesz, co zrobiłeś z ich najbliższymi. To był właśnie punkt, w którym kochana Danielle, która nie chciała nikogo krzywdzić, zamieniała się w osobę zdolną do zrobienia bardzo wielu rzeczy. Nie żałowałaby. Jeśli przekroczenie niebezpiecznej granicy byłoby niezbędne, żeby uratować Aveline to zrobiłaby to choćby tu i teraz, bez najmniejszego zawahania. Więc nie, Agustusie, o szaleństwie Longbottomów wiedziałeś jeszcze całkiem niewiele. Na razie całe to wariactwo zdawało się picem na wodę, jakimś poplątaniem w kodzie świata. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, która pod sobą kryła niezliczone cuda.
Dzięki Merlinowi, że upuścił tę różdżkę. Tak dla pewności Danielle jeszcze machnęła swoją, żeby ta jego powędrowała dalej. Może i znał magię bezróżdżkową (albo i nie), ale im dalej patyk będzie, tym ona i Avelina będą miały więcej czasu na reakcje, jeśli coś się tu wydarzy. Lepszy rozbrojony i potencjalnie niegroźny Rookwood, niż uzbrojony i potencjalnie niegroźny. Kalkulacja była całkiem prosta. Nawet jeśli już miała Aveline po odpowiedniej stronie tego konfliktu i była mniej narażona na szaleństwo tego człowieka. Brenna dobrze mówiła, że na tę szemraną rodzinę należało uważać.
- Ja oszalałam? Porwałeś Aveline i jeszcze próbowałeś ją..! - Próbował jej coś zrobić, tylko jeszcze nie wiedziała co. A Avelina się broniła. I broniła też... w sumie to Danielle nie miała pojęcia, co kobieta próbowała tutaj osiągnąć, to wszystko było naprawdę absurdalnie szalone. - O zapewniam, że zagrażam tutaj tylko tobie. - Oświadczyła z błyszczącymi determinacją oczami, lekko drżąc wręcz od tego napięcia. Nie zrobiła żadnego ruchu mającego całkowicie położyć mężczyznę i jak najszybciej kontaktować się z Brenną (teraz żałowała, że tego nie zrobiła wcześniej) tylko ze względu na przyjaciółkę. Tak samo jak nie miała odwagi na Avelinę zerknąć, żeby szukać wyjaśnień, bo bała się, że Augustus zrobi jakiś dziwny ruch i obie znowu będą zagrożone.
- Ave, co ty mówisz? - Zaniepokoiła się, słuchając upojonej miłością kobiety do... do kogo, jeszcze raz? Pierwsze słyszała o takim imieniu, to... część z listu była prawdą? Może to ten gość tutaj, taki napalony, chciał ją skrzywdzić?! Kobieta sięgnęła wolną od różdżki ręką do kieszeni, żeby nerwowym ruchem wyciągnąć z niej podrabiany pod Avelinę list. Całkowicie nieudolnie podrabiany zresztą. Nie spuszczając oczu z Agustusa podała go Avelinie. - Zabiorę cię stąd i ściągniemy z ciebie klątwę... - Chociaż zastanawiała się, czy to może nie ten mężczyzna rzucił na nią urok, zaklęcie zauroczenia? Ale wtedy by się raczej do niego kleiła, a nie mówiła o jakimś... o kimkolwiek w sumie mówiła. - Ty wysłałeś list? - Dobrze, może teraz to było oczywiste pytanie, ale może jednak nie. Może ktoś sobie po prostu żarty robił, a ta dwójka tutaj... tutaj... rozmawiała. Danielle teraz zaczęła schodzić z najeżenia do postawy, w której zaczynała się zastanawiać nad całą tą sytuacją. Nad... nieporozumieniem? To naprawdę było po prostu nieporozumienie?