Gdy światło z końca jej różdżki padło na niego on zdecydowanie zasłonił się przed nim, bo światło go zdecydowanie bolało. Miał nadzieję, że nie będzie nigdy wnikała w jego interesy, wolał, aby się nie mieszała w sprawy Prewettów, bo nie chciał stracić jej jako przyjaciółki, a w pewnym sensie mimo tych wszystkich sprzeczek cenił jej obecność w swoim życiu. Był nawet szczęśliwy, że ją tu spotkał. Gdy wspomniała o alkoholu spojrzał na nią oburzony. Pokręcił głową i uniósł ręce ku górze.
– Paskudo, daj spokój ja i się upić?! – zaakcentował to zdanie z niedowierzeniem, że mogła go o coś takiego posądzić. On był przecież dobrym chłopcem. – Idę sobie, a tu nagle uliczki jakieś wąskie, coś zaczyna śmierdzieć, we łbie normalnie tak… – zabrakło mu słów, co było zdecydowanie gównem w tej sytuacji, bo Vincent nie lubił tracić słów. Lubił dogryzać, lubił się nim bawić i przeszkadzać Brennie w czymkolwiek. – No ten… Co ja mówiłem? – spojrzał na nią, a potem pochylił się do przodu, aby oprzeć łokcie o uda, a głowę o dłonie – Kurwa. Chyba mnie ktoś otruł, albo naćpał. Nie wiem co się dzieje – westchnął.
Vincent pachniał piżmem i wodą kolońską, taką trochę droższą, bo było go stać. No i przebijał się też potężny smród fajek, które facet palił tak jakby za każde pociągnięcie dymu płacono mu galeona.
– Ja bym mógł cię chcieć, ale jesteś zbyt wielkim osłem, aby kogokolwiek wziąć, więc się nawet nie próbuje w to wpakować, ale jak do czterdziestki nikogo nie znajdziesz, a ja jakimś cudem nikogo nie będę miał mogę cię wziąć – wybełkotał i zarechotał złośliwie. Mówił o dziwo szczerze. Nie mógłby pokochać jej romantycznie, bo była jego kumplem, ale była dobrą opcją jeśli naprawdę zostaną samotni. On tak naprawdę chciał Lycoris, ale co jeśli ona nigdy go nie będzie chciała? Mógł wziąć taką Brenne była naprawdę uroczą kobietą, ale sama tego nie zauważała, a on tym bardziej w niej tego nie widział.
– Mówię nic nie brałem. Wyglądam jak troll? A chociaż nadal przystojny? Ktoś mnie chyba otruł. Powoli to ustępuje, ale nie mogę się skupić. Zrób coś bo mi już dupa marznie, a nie mogę wstać – wymruczał.