19.10.2023, 18:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2023, 18:37 przez Brenna Longbottom.)
– Szlag – mruknęła Brenna na jego opowieść, bo to brzmiało niepokojąco znajomo. Watcher był więc albo innym przypadkiem, albo częścią większej piramidy. Małą płotką w wielkiej ławicy ryb. Te cholerne kadzidła!!! O tak, doskonale znała ich działanie. Pamiętała do jakiego stanu doprowadziły ją, kiedy uruchomiły talent widmowidzenia i pchnęły ją w otchłań przeszłości, tak że nie wiedziała nie tylko gdzie jest, ale kiedy jest.
– Bycie opcją zapasową, jak już będziesz bardzo zdesperowany? Co za romantyczne, potencjalne oświadczyny, Sherwood. Nie próbuj tego z innymi dziewczynami, bo jebną ci w twarz albo gorzej, się rozryczą – roześmiała się Brenna, trochę uspokojona, bo skoro tak bardzo chrzanił od rzeczy, nie był w aż tak strasznym stanie. Poza tym skoro ona doszła do siebie po tych kadzidłach, tak samo jak Regina, to i jemu wkrótce powinno się poprawić. I cóż, prawda była taka, że raz akurat obecnie jej myśli krążyły wokół absolutnie kogoś innego, czy tego chciała, czy nie, dwa, że zdecydowanie nawet gdyby to była poważna oferta, a Vincent nie był po prostu kumplem, Brenna nie byłaby zainteresowana zostawaniem opcją rezerwową wobec Blackówny.
– Zawsze wyglądasz jak troll czyli wielki i paskudny – oświadczyła. – Vinc, jest w magicznym Londynie ktoś, do kogo mogę cię odstawić? – spytała. Jeżeli to był ten sam przypadek, co wcześniej, to prawdopodobnie musiał lądować w szpitalu, ale nie było najlepszym pomysłem odeskortowanie go aż do New Forest i zostawienie tam samego. Cholera wiedziała, czy te przeklęte kadzidełka nie miały jakichś efektów ubocznych. A sama pamiętała, jak się po nich czuła. Gdyby nie Mavelle, nie dałaby rady dotrzeć do domu.
Sięgnęła ku niemu, chcąc pomóc mu się podnieść. Był niestety w cholerę wielki. Na całe szczęście, ona też nie należała do drobnych kobiet, bo gdyby była parę centymetrów niższa, pewnie mogłaby tylko usiąść tutaj i zacząć płakać. Nieprzytomnego by go nie przeniosła, ale póki mógł chociaż próbować jej pomóc, powinni dać radę.
– Bycie opcją zapasową, jak już będziesz bardzo zdesperowany? Co za romantyczne, potencjalne oświadczyny, Sherwood. Nie próbuj tego z innymi dziewczynami, bo jebną ci w twarz albo gorzej, się rozryczą – roześmiała się Brenna, trochę uspokojona, bo skoro tak bardzo chrzanił od rzeczy, nie był w aż tak strasznym stanie. Poza tym skoro ona doszła do siebie po tych kadzidłach, tak samo jak Regina, to i jemu wkrótce powinno się poprawić. I cóż, prawda była taka, że raz akurat obecnie jej myśli krążyły wokół absolutnie kogoś innego, czy tego chciała, czy nie, dwa, że zdecydowanie nawet gdyby to była poważna oferta, a Vincent nie był po prostu kumplem, Brenna nie byłaby zainteresowana zostawaniem opcją rezerwową wobec Blackówny.
– Zawsze wyglądasz jak troll czyli wielki i paskudny – oświadczyła. – Vinc, jest w magicznym Londynie ktoś, do kogo mogę cię odstawić? – spytała. Jeżeli to był ten sam przypadek, co wcześniej, to prawdopodobnie musiał lądować w szpitalu, ale nie było najlepszym pomysłem odeskortowanie go aż do New Forest i zostawienie tam samego. Cholera wiedziała, czy te przeklęte kadzidełka nie miały jakichś efektów ubocznych. A sama pamiętała, jak się po nich czuła. Gdyby nie Mavelle, nie dałaby rady dotrzeć do domu.
Sięgnęła ku niemu, chcąc pomóc mu się podnieść. Był niestety w cholerę wielki. Na całe szczęście, ona też nie należała do drobnych kobiet, bo gdyby była parę centymetrów niższa, pewnie mogłaby tylko usiąść tutaj i zacząć płakać. Nieprzytomnego by go nie przeniosła, ale póki mógł chociaż próbować jej pomóc, powinni dać radę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.