19.10.2023, 19:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2023, 20:23 przez Logan Nott.)
Pojedynek się rozkręcał. Logan zdawał sobie sprawę, że jego brat nie odpuści, przecież nie było to w jego naturze. Zresztą porażka nawet w czymś tak innym od Qiudditcha nie wchodziła w grę. Poza tym podejrzewał, że Philip choć raczej nie walczył o honor kobiety to stawiał na szali ich reputację. W końcu obaj należeli do rodu Nott, w którym porażki zawsze były jakoś karane, a przynajmniej takie wrażenie odnosił Logan. Obserwował błyski zaklęć i to jak jego brat porusza się po polu bitwy. Musiał przyznać, że czynił to z dość dużą gracją i szybkością. Natomiast jego oponent wydawał się poruszać wolniej, i choć starszy Nott widział to z dość dużej odległości, Logan odnosił wrażenie, że jego brat jest szybszy od Lestrange’a. Jednak mogło mu się tak tylko i wyłącznie wydawać.
Czekając na odpowiedź ze strony osób, do których podszedł zastanawiał się jak sam by sobie poradził na arenie. Owszem czasem pojedynkował się dla odprężenia czy też dla odrobiny zabawy jednak nigdy nie stawał przed tak ogromnym wyzwaniem, aby obronić honor i dobre imię swojej rodziny.
W przedłużającym się milczeniu obserwował również czarodziejów i czarownice zgromadzonych w strefie VIP. Cóż dziwne mu się wydało to, że członkowie rodu przeciwnika Philipa wydawali się dość pewni wygranej jednak Logan doskonale znał hart ducha brata i jego wolę walki i jeśli tylko przeciwnik mu pozwalał pokazywał całą gamę swoich możliwości. Tak było też gdy starszy Nott obserwował poczynania Philipa na boisku podczas treningów.
Gdy pod koniec drugiej rundy Ścigający Zjednoczonych sparaliżował swojego przeciwnika Logan uśmiechnął się sam do siebie. Brawo bracie. Tak trzymaj, a na pewno wyjdziesz z tego zwycięsko szepnął do siebie w myślach i nie doczekawszy się odpowiedzi ruszył w stronę innej grupki czarownic i czarodziei obserwujących ten pojedynek. Szedł spokojnym krokiem starając się rozpoznać oraz usłyszeć o czym aktualnie rozmawiali członkowie rodzin Lestrange i Black, a przynajmniej właśnie tak mu się wydawało, że to ich rozpoznaje. Na pewno natomiast poznał osobę, która była przyczyną tego całego pojedynku, pannę Lorettę Lestrange. Z lekkim uśmiechem przyspieszył więc kroku i stanął koło nich, by spojrzeć na arenę. Widział kolejne błyski i świsty zaklęć i miał nadzieję, że tym razem Philip też wyjdzie z tej rundy zwycięsko. Po czym spojrzał na grupę jak mu się wydawało kibicujących Lestrange’owi ludzi.
- Jak się państwu podoba owy pojedynek? Myślicie, że oponent Philipa ma już jakiś plan, by go pokonać? - zagadnął z lekkim przekąsem, chociaż sam był pewny wygranej swojego brata. Miał tylko nadzieję, że nie zostanie zbyt szybko rozpoznany.
Czekając na odpowiedź ze strony osób, do których podszedł zastanawiał się jak sam by sobie poradził na arenie. Owszem czasem pojedynkował się dla odprężenia czy też dla odrobiny zabawy jednak nigdy nie stawał przed tak ogromnym wyzwaniem, aby obronić honor i dobre imię swojej rodziny.
W przedłużającym się milczeniu obserwował również czarodziejów i czarownice zgromadzonych w strefie VIP. Cóż dziwne mu się wydało to, że członkowie rodu przeciwnika Philipa wydawali się dość pewni wygranej jednak Logan doskonale znał hart ducha brata i jego wolę walki i jeśli tylko przeciwnik mu pozwalał pokazywał całą gamę swoich możliwości. Tak było też gdy starszy Nott obserwował poczynania Philipa na boisku podczas treningów.
Gdy pod koniec drugiej rundy Ścigający Zjednoczonych sparaliżował swojego przeciwnika Logan uśmiechnął się sam do siebie. Brawo bracie. Tak trzymaj, a na pewno wyjdziesz z tego zwycięsko szepnął do siebie w myślach i nie doczekawszy się odpowiedzi ruszył w stronę innej grupki czarownic i czarodziei obserwujących ten pojedynek. Szedł spokojnym krokiem starając się rozpoznać oraz usłyszeć o czym aktualnie rozmawiali członkowie rodzin Lestrange i Black, a przynajmniej właśnie tak mu się wydawało, że to ich rozpoznaje. Na pewno natomiast poznał osobę, która była przyczyną tego całego pojedynku, pannę Lorettę Lestrange. Z lekkim uśmiechem przyspieszył więc kroku i stanął koło nich, by spojrzeć na arenę. Widział kolejne błyski i świsty zaklęć i miał nadzieję, że tym razem Philip też wyjdzie z tej rundy zwycięsko. Po czym spojrzał na grupę jak mu się wydawało kibicujących Lestrange’owi ludzi.
- Jak się państwu podoba owy pojedynek? Myślicie, że oponent Philipa ma już jakiś plan, by go pokonać? - zagadnął z lekkim przekąsem, chociaż sam był pewny wygranej swojego brata. Miał tylko nadzieję, że nie zostanie zbyt szybko rozpoznany.