Skowronkowy śpiew skutecznie kupił jego uwagę, kiedy się rozległ. Ta porcelanowa twarz komponowała się z tym głosem jak kobiece ciało z atłasem - w zmysłowej kompozycji żaden mężczyzna nie mógłby oderwać oka, szukając potrzeby utrwalenia tego widoku i dźwięku na zawsze w swojej pamięci. Najlepiej na skórze. Najlepiej na własnych dłoniach i ustach. Niewinność była jednak grubymi nićmi szyta - duże oczy selkie, które wyglądały jak migoczące fale w półcieniach widowni, odbijając pojedyncze błyski z samej sceny, wydawały się równie niewinne co sugestywne spojrzenie to tu, to tam. Gdyby nie ta sceneria tutaj, gdyby nie powód wizyty, gdyby nie Victoria obok, Philip na scenie i Kayden kręcący się po widowni, albo i milion więcej czynników. Gdyby spotkali się wcześniej. Seria tego gdybania nie zmieniała tego, że Laurent był zdezorientowany ilością bodźców i uwagi, jaką musiał podzielić, kiedy wszystko rozgrywało się na scenie, a on starał się przy tym wszystkim nie siedzieć jak na szpilkach i niekoniecznie pokazywać, jak bardzo nie lubił tego typu wydarzeń.
- Dla show? - Mimo wszystko powiedział to z lekkim zwątpieniem, jakby nie spodziewał się, że ktokolwiek mógłby dla tego show tutaj przyjść. A raczej spodziewał się, że większość tutaj po to była. - Nie. - Uśmiechnął się do Eden. - Nie mógłbym jednak pozwolić damie na spędzenie takiego wieczoru samotnie. - Wybrnął gładko z odpowiedzi, nie mając ochoty tutaj wychodzić z bożą prawdą wobec nieznajomej kobiety i to wśród członków rodziny Louvaina. A gdyby miał powiedzieć prawdę to powiedziałby, że nie interesują go walki kogutów w klatkach ani pawiany obrzucające się łajnem, tak i nie interesują go samce mierzące w siebie zaklęciami. Innymi słowy - tak, miał krytyczne podejście do pojedynków, a wraz z tym, jak ten pojedynek brnął, wcale to nie polepszało jego wrażenia i mniemania o tym wszystkim. Ktoś mógłby uznać to za wulgarne, ale cóż zrobisz? Sama natura! Tak w świecie zwierząt, jak i w świecie ludzi. Samce musiały zaimponować samicy i w ogóle... albo dać upust swojej energii na arenie. Życie. Natomiast komentarz o narzeczonym Victorii... ouch. Laurent delikatnie zacisnął palce na jej przedramieniu, spoglądając na nią na moment czujnie.
Vakel.
- Brzmi to bardzo smutno. Jakby zabrakło już emocji płynących z odkrywaniem przed ludźmi tego, co tak mocno w sobie skrywali. - Skomentował słowa Vakela nie spoglądając jednak na niego. Nie znał się na tym. Dolohov z tego słynął, a przecież sława... wszystko potrafiło się przejeść. Wszystko potrafiło stać się szare, nijakie, jak popiół w ustach. Nie znał tego człowieka oprócz tego, że nie znał się na wróżbiarstwie i jasnowidzeniu. A jednak miał do czynienia z wróżeniem i jasnowidzeniem. I żaden moment nie był bardziej magiczny niż ta krótka chwila, która łączyła cię z drugim człowiekiem, kiedy obnażano cię z tajemnic. Najpierw obdzierałeś się ty, a potem ściągała z ciebie resztki tych szat druga strona. Wszystko się układało. To było naprawdę intensywne doznanie. Potem pozostawało tylko czekać na nieuniknione i odpowiednio się przygotować.
Cynthia i Victoria
- W... bandzie? - Prawie się zaciął, to dopiero byłoby bardzo nieeleganckie. Poczuł się zmieszany tym pytaniem. Może to było lepiej, że rozmowy wokół trwały i nie mógł się w pełni skupić na pojedynku? Czuł tylko rosnące napięcie, a dzięki temu rosło ono zwyczajnie wolniej. - Nie nazwałbym tego tak. - Nie powiedziałby, że się z nimi "trzymał". Co on by tam robił? Chyba ubieraliby go w sukienkę, znając ich poczucie humoru, żeby robił im za dziewczynkę. Albo latał po sok dyniowy. W każdym razie rzeczywiście miał szczęście, że ci "najwięksi bad boye szkoły" nie uwzięli się akurat na nim. Chyba ze względu na Atreusa, koło którego nóg potrafił się kręcić jak szczeniaczek i szukać u niego ratunku przed kłopotami, które przyciągał aż za często.
- Znamy się z Philipem. - Odparł zdawkowo, nie chcąc się wdawać w tą dyskusję. Szczególnie, że sekundantem Louvaina był Atreus. - Atreus jest moim kuzynem. - Uzupełnił, żeby jednak odpowiedź "znamy się z Philipem" - więc mu kibicuje nie była taka zero jedynkowa. Co sobie ktoś pomyśli, to sobie pomyśli. Skinął do Victorii w podziękowaniu za wyjaśnienie. - Wydajesz się wręcz znudzona. - Zwrócił się do Victorii.