To, że byli bardzo przydatni to jedno, a to że byli strasznymi marudami to drugie ale właśnie za to ich uwielbiał. Zarówno Anthony'ego jak i Sauriela - Po co się szarpać? - zapytał Rookwooda - Czysta magia coś Ci mówi? Nie będziemy sobie rąk brudzić jakimiś tasakami - zaciągnął się - A co do wysadzania trybun to na pewno chciałbym wysadzić tą jedną w której siedzi ten przygłup. Myślałem czy by nie podpalić tylu ile damy radę, aby wszystkich zmylić i skupić uwagę tam gdzie nas nie ma - dodał, tłumacząc - Czemu zawsze głowy? A czemu nie? Co złego jest w głowach? Nie mówię, że musimy to zrobić ale skoro mamy taką możliwość to czemu mielibyśmy nie skorzystać z tego? - strzepał dym do popielniczki - Na tym się nie skupiajcie. Głównym naszym zadaniem jest pozbyć się tego całego Kaydena i przyzwać mroczny znak. Wszystko ponad to, to dodatkowy smaczek do całej sprawy - wyjaśnił. W głowie Borgina ten plan wyglądał całkiem dobrze, całkiem stabilnie i przede wszystkim... prosto. Stanley nadal miał w głowie to jak dobrze im poszło na Nokturnie - ot, taka prosta robótka.
- Plan Tośka z wyciągnięciem go z publiki też mi się podoba. Wtedy mamy pewność, że gość nie zniknie pod zgliszczami ale wtedy... Mamy pewność, że na pewno zdechnie, a właśnie na tym nam zależy... - popukał się w brodę palcem - Ale nie... Nie możesz tam pójść Anthony do góry i udawać, że nie masz złych zamiar. Ktoś zapamięta Twoją twarz i będziesz miał przepierdolone. To w ogóle nie wchodzi w rachubę. Od samego początku do końca będziemy tam w czarnych szatach i maskach. Pełne incognito - pokiwał głową na zgodę z samym sobą, a później przyjrzał się jak kuzyn otwiera sobie alkohol. Posłał mu takie ojcowskie spojrzenie- Świętujesz przed robotą? - Ja podziękuje - dopalił papierosa, gasząc go w popielniczce.
Stanley zaczął krążyć po pokoju, starając sobie ułożyć jakiś jeden spójny plan. Musieli mieć wszystko dopięte na ostatni guzik zanim wyruszą do boju. W trakcie całego procesu nie odzywał się ani słowem, a jedynie krążąc między nimi, a szafką z książkami, która go strasznie kusiła - dużo bardziej niż alkohol czy papierosy - Wiem jak to zrobimy... Pojawiamy się od razu w pełnym rynsztunku. Podpalamy tyle wież ile tylko damy radę... Oczywiście z dystansu, nie będziemy się rozdzielać - zaczął tłumaczyć ostateczną wersję, stając przy stole dowodzenia - Taranujemy przejście, blokując je czymkolwiek. Jakaś transmutacja czy inne kształtowanie, a później ruszamy w górę - przeniósł spojrzenie na Anthony'ego - Wtedy Ty Tosiek tym swoim urokiem osobistym rozkazujesz im wszystkim rozejść się na boki, a najlepiej skakać w dół aby się ratować... I zmierzamy w stronę te całego Kaydena. Ja po drodze z Saurielem niszczymy wszystkie transparenty czy inne kurwa tabliczki, a w razie czego będziemy Cię osłaniać - kiwnął w stronę Sauriela - Docieramy do tego świrniętego chłopa i pozbywamy się go raz, na dobre. Nie musimy nawet ucinać mu tej głowy - przyznał - Będziecie musieli się szybko wycofać, ponieważ z tego co mi wiadomo to nie potraficie się teleportować za bardzo, a będzie gorąco... I nie chodzimy mi tylko o temperaturę, a o wielkich obrońców ludzkości. Ja postaram się Was osłaniać, a później się stamtąd ulotnię teleportacją, a za w czasu przyzwę mroczny znak - odetchnął, ponieważ trochę się nagadał - Co wy na to? - zapytał, aby poznać ich opinię. Byli tutaj we trójkę. Był za nich odpowiedzialny i nigdy by sobie nie wybaczył straty jednego czy drugiego.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972