Co by nie mówić to Cynthia zachowywała idealnie pozory. Z perspektywy obserwatora wyglądała jak niewinne osoba, która nie była skłonna do niczego złego czy nawet groźnego. Pytanie na ile było w tym prawdy, a na ile gry? A jak już zdążył się przekonać, szło jej co najmniej nieźle.
Uśmiechnął się mimo wszystko słysząc, że nie kazał na siebie czekać. Borgin kiwnął głową do przechodnia, którego nie kojarzył za bardzo. Tego jednak wymagała szeroko pojęta kultura - skoro Flint mu odpowiedziała to kim on był aby nie zrobić tego samego? Zwłaszcza, że przecież nie przyszli tutaj robić nic złego, czyż nie? - Poczekam - zapewnił ją spokojnym głosem, chociaż wcale spokojny nie był. Też grał, a przynajmniej starał się to robić.
Wszystko miała przygotowane. Przypięte na ostatni guzik. Zupełnie jakby miała zaplanowaną każdą sekundę tego spotkania. To było zarazem imponujące, a z drugiej strony niepokojące. Taki obrót spraw powodował, że czuł się jeszcze bardziej jak jakieś zwierze zamknięte w klatce. Kiedy młody kelner skomplementował jego wybór, kiwnął do niego głową, a następnie powrócił swoją uwagą do Cynthii - No tak. Czysta perfekcja w dosłownym tego słowa znaczeniu - skomplementował jej dokładnie wyliczenia i kwestię świstoklika po kilku sekundach jak zniknął obsługujący ich mężczyzna. Wszystko wskazywało, że jednak nici z kolacji, bo szykowało się coś więcej, coś innego.
Zamrugał z dwa, może trzy razy szybciej. Co Ty bredzisz... O ile w szantaż mógł uwierzyć, tak w jakieś ustawianie śluby nie bardzo... Chociaż raczej chciał w to wierzyć, niż to robił. Jej pewność siebie i reakcja sprawiała, że mimo wszystko się wahał. Na szczęście szybko rozmyła jego obawy, a ta scenka to był zwykły teatrzyk, który co by nie mówić, wyszedł dobrze. To też nie było tak, że Flint była brzydką kobietą - nic z tych rzeczy. Jej włosy wpisywały się do listy upodobań Borgina, co od razu dawało jakąś przewagę - Ludzie mówią dużo rzeczy, a ja mimo wszystko chciałbym pożyć jak najdłużej - zapewnił ją - Potencjał... Heh... Pytałem, to prawda. Nie da się tego ukryć - dodał, odpalając sobie papierosa. Potrzebował tego, wszak pozwalało mu to na zachowanie spokoju.
Zaciągnął się, a wtedy do środka wszedł kelner. Stanley podziękował mu za to wszystko i od razu sięgnął po szklankę z alkoholem. Trunek pachniał znakomicie, a smakował jeszcze lepiej. Nawet nie chciał zastanawiać się ile to może kosztować, ponieważ najpewniej nie wypłaciłby się do końca świata - Żyjemy też w czasach gdzie trzeba się ukrywać przed wszystkimi... I wszystkim - dopowiedział do słów Cynthii - Uchylisz chociaż rąbka tajemnicy? Może coś więcej powiesz czy będziesz napawać tym faktem, że nic nie wiem? - zapytał, strzepując popiół do popielniczki. Im dłużej rozmawiali, tym mniejszy miał apetyt na jedzenie czegokolwiek. Dużo bardziej posmakował mu koniak, który został mu zaserwowany. Stanley miał tylko nadzieję, że nie zostały tam dorzucone żadne "dodatki" - tych przecież nie byłby w stanie rozpoznać wśród swoich kubków smakowych, wszak alkohol wszystko przysłaniał.
- Ile zostało nam czasu? - zapytał, gasząc papierosa w przeznaczonym do tego miejscu, pozwalając sobie wypuścić solidną chmurę dymu. Nie odżywał się nic więcej na razie, a obserwował swoją rozmówczynię i co jakiś czas sięgał do szklanki. Chęć zwilżenia ust była większa, niż silna wolna aby tego nie robić. W tym momencie nawet nie był pewien dlaczego tak było - czy to stres czy cokolwiek innego.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972