Zaśmiał się pod nosem, bo nie miał głowy do tego, aby odbić piłeczkę i czymś jej dowalić. Zanurzył się w myślach o tym, czy faktycznie wziął by ją do swojego domu jako żonę. Brenna była naprawdę wyjątkową personą i na dłuższą sprawę oraz aktualny stan rzeczy nie byłby w stanie z nią w ten sposób wytrzymać. Prędzej by się pozabijali, ale jeden plus byłby taki, że mieliby codziennie treningi siłowe i ciekawe życie, bo ona lubiła pakować się w kłopoty, a wtedy na pewno nie poszłaby sama na jakiegoś trolla, bo by wiedział kiedy wychodzi z domu. Wewnętrzny diabeł zarechotał w środku jak żaba na samą myśl. On jednak miał w głowie aktualnie inną kobietę, więc może niepotrzebnie jej o tym powiedział? Nie był jednak w stanie teraz myśleć o niczym innym jak to, że jego umysł był otumaniony.
– Heh… dobry był nie? – zapytał parkając pod nosem i opierając się na niej, ale nie za bardzo, aby mogła wytrzymać ciężar jego cielska. Vincent był ogromnym człowiekiem, a do tego jeszcze starał się utrzymywać ciało w odpowiedniej kondycji mięśniowej, aby móc obijać wszystkim gęby. Brenna nie należała do drobnych kobiet, ale nadal była niższa od niego i mógł przez to być dla niej ciężarem.
– Taak… jako duch byłbym upierdliwy – nie żeby jako żywy nie był. Temu nie mógł zaprzeczyć. Czasami był jak własny brat, wrzód i tyle, ale lubił dokuczać Brennie. Była idealną osobą do tego, więc nie zamierzał odpuszczać. Nawet jak groziła, że go tu zostawi. No błagam, ona była Longbottomem, nikogo nie zostawi na pastwę losu. – Kurwa. Tak jest szefowo Paskudo Pierwsza – machnął dłonią od czoła na gest salutowania, ale to był błąd, bo zachwiał się i pacnął ramieniem o ścianę, ale na szczęście nie upadł. Jedynie pociągnął ze sobą Brenne tak, że była zmuszona oprzeć się o niego. Znowu się zaśmiał głośno. – Lecisz na mnie – wyszczerzył się zawadiacko.
W końcu przestał się rzucać, czuł zmęczenie odurzeniem kadzidłami, jego umysł działał na zwolnionych obrotach, ale świadomość zaczynała do niego wracać. Potrzebował jednak snu, bo czuł się paskudnie. Dał się grzecznie prowadzić dziewczynie do wspomnianego kominka.