20.10.2023, 04:11 ✶
Wyglądał, jakby przez moment jeszcze rozważał jej propozycję, zwyczajnie się z nią w ten sposób drocząc, jednak wreszcie przechylił głowę z bok, jakby ostatecznie ulegając jej prośbie i uśmiechnął się do Pandory polubownie.
- Było zgłoszenie... - powiedział nieco wymijająco, wzruszając ramionami do kuzynki. Nie sądził trochę, że zwyczajnie nie była tego świadoma. Z drugiej jednak strony nie dziwił się Laurentowi, że postanowił przed resztą rodziny zataić tę sprawę, a on sam wiedział o niej chyba tylko dlatego, że sprawa została zgłoszona do Ministerstwa. I nawet się nie zdziwił, jak Brenna zaraz zaczęła tłumaczyć, że przecież Prewettowi nic się nie stało. Po prawdzie to chyba bardziej by się zdziwił gdyby okazało się, że wcale w tym palców nie maczała.
Migotek zebrał od wszystkich zamówienia i dokończył robienie napojów. Tak więc przed Pandorą stanęła jej czarna kawa, a Atreus akurat w ręce coś, czym mógł się zachłysnąć, słysząc to co Brenna miała dalej do powiedzenia. Zakaszlał, zakrywając dłonią usta i spoglądając Longbottom prosto w oczy, samemu nie wiedząc co myśleć o tym, z jaką lekkością to właśnie powiedziała. Zżuł jednak cisnące się na usta słowa bo po pierwsze, co jej miał w tym momencie powiedzieć? Proszę przestań? A po drugie, takie prośby wydałyby się co najmniej podejrzane, bo nie miał żadnego biznesu w tym, żeby jej mówić co miała robić, o ile ktoś nie wiedział jak bardzo go torturowała swoimi wypadami.
- Ja pójdę - oznajmił pewnie, wymijając kontuar i tym samym dając znać, że był najbardziej gotowy ze wszystkich, żeby się z nim przejść po jego przerośniętą kurę. Czuł trochę, że jeszcze jedno zdanie Brenny na temat tego, jak bardzo chce tu na wszelki wypadek zostać, albo jak bardzo jej się nudzi bez dziennej dawki adrenaliny to ją tu zaraz na miejscu udusi i będą go sądzić, jakby nie miał powodu. - Możesz mi po drodze powiedzieć, jak tam Pałkarz. Victoria, pykniesz sowę do biura? - dodał jeszcze, przesuwając się przez salon w stronę drzwi, ale ostatecznie oparł się o framugę, czekając aż Laurent będzie na pewno gotowy żeby wstać i iść.
- Było zgłoszenie... - powiedział nieco wymijająco, wzruszając ramionami do kuzynki. Nie sądził trochę, że zwyczajnie nie była tego świadoma. Z drugiej jednak strony nie dziwił się Laurentowi, że postanowił przed resztą rodziny zataić tę sprawę, a on sam wiedział o niej chyba tylko dlatego, że sprawa została zgłoszona do Ministerstwa. I nawet się nie zdziwił, jak Brenna zaraz zaczęła tłumaczyć, że przecież Prewettowi nic się nie stało. Po prawdzie to chyba bardziej by się zdziwił gdyby okazało się, że wcale w tym palców nie maczała.
Migotek zebrał od wszystkich zamówienia i dokończył robienie napojów. Tak więc przed Pandorą stanęła jej czarna kawa, a Atreus akurat w ręce coś, czym mógł się zachłysnąć, słysząc to co Brenna miała dalej do powiedzenia. Zakaszlał, zakrywając dłonią usta i spoglądając Longbottom prosto w oczy, samemu nie wiedząc co myśleć o tym, z jaką lekkością to właśnie powiedziała. Zżuł jednak cisnące się na usta słowa bo po pierwsze, co jej miał w tym momencie powiedzieć? Proszę przestań? A po drugie, takie prośby wydałyby się co najmniej podejrzane, bo nie miał żadnego biznesu w tym, żeby jej mówić co miała robić, o ile ktoś nie wiedział jak bardzo go torturowała swoimi wypadami.
- Ja pójdę - oznajmił pewnie, wymijając kontuar i tym samym dając znać, że był najbardziej gotowy ze wszystkich, żeby się z nim przejść po jego przerośniętą kurę. Czuł trochę, że jeszcze jedno zdanie Brenny na temat tego, jak bardzo chce tu na wszelki wypadek zostać, albo jak bardzo jej się nudzi bez dziennej dawki adrenaliny to ją tu zaraz na miejscu udusi i będą go sądzić, jakby nie miał powodu. - Możesz mi po drodze powiedzieć, jak tam Pałkarz. Victoria, pykniesz sowę do biura? - dodał jeszcze, przesuwając się przez salon w stronę drzwi, ale ostatecznie oparł się o framugę, czekając aż Laurent będzie na pewno gotowy żeby wstać i iść.