20.10.2023, 08:03 ✶
- Nie, nie jest - przyznała mu jeszcze rację, wzruszając niedbale ramionami. Potwierdziło to tylko teorię Laurenta, że Olivia się niezbyt przejęła rozpadem drużyny.- I tak nie byłam w tym dobra, jak mówiłam. Ot, latałam na miotle i po prostu próbowałam trafić w jedną z obręczy, ale po kilku treningach daliśmy sobie spokój. To niebezpieczna gra i wymaga ogromnego skupienia i refleksu, a ja… Cóż, jeśli teraz rzuciłbyś we mnie czymś - najpierw odbiłoby się to od mojego czoła, a potem dopiero wyciągnęłabym rękę, by to złapać.
Nie miała problemu, by mówić o swoich mankamentach, jednak od razu było widać, iż Olivia wolał je obracać w żart. Tak było łatwiej i dużo łagodniej, niż powiedzieć “tak, nie mam cela, nie mam refleksu, gdy raz rzucili mi kafel to trafił w miotłę i zleciałam”. Żarty były mniej brutalne.
Olivia potarła mocno ramiona, wciąż pokryte kurtką. Na uwagę o kelpii tylko pokiwała głową na znak, że się z nim zgadza. Sowa nie były tu potrzebne - w tej kwestii nie mieli chyba żadnych spięć. Oczywiście jeśli mowa była o zwierzętach z natury dobrych lub neutralnych… Bo istniały przecież takie, które zabiłyby cię tylko dlatego, że jesteś. I to nie dlatego, że jesteś człowiekiem, ale się ruszasz. Na tym polegał rozsądek i intuicja - by wiedzieć, których unikać, a których nie.
Drgnęła, gdy Laurent okrył ją swoją szatą. Zrobił to nonszalancko i tak, jakby to była naturalna kolej rzeczy - komuś jest zimno, więc należy go rozgrzać. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Część osób, które spotkała na swojej drodze, w ogóle nie zaprzątałaby sobie głowy takimi gestami.
- Dziękuję - powiedziała, okrywając się szczelniej szatą. Drzewne i piżmowe nuty uderzyły w jej nos. Nie był to w całości zapach amortencji, ale zdecydowanie pokrywał się z pierwszymi tonami. Olivia z zaskoczeniem wciągnęła zapach perfum Laurenta, który wtargnął nie tylko do jej nozdrzy, ale i mózgu, powodując przyjemne odprężenie i drgnięcie serca. - Hm?
Z początku była zbyt rozkojarzona, by dotarło do niej, o czym mężczyzna mówi. Wpatrywała się w niego, jak robi herbatę, i pomyślała o tym, że niektóre herbaty, które piła, trzeba było parzyć ręcznie, bo wtedy miały - przynajmniej według niej - inny smak. Chwilę milczała, pozwalając sobie zanurzyć się w tych myślach, zanim dotarło do niej, o czym Laurent mówił.
- Och, tak! - zdała sobie sprawę z tego, że powiedziała to trochę za głośno, ale sama myśl o tym, że będzie mogła podejść blisko tak majestatycznych stworzeń, sprawiała że z marszu zaczynała się ekscytować. - Jeśli to nie problem.
Dodała nieco drżącym głosem, ale uśmiech na jej twarzy robił się coraz szerszy. Spojrzała jeszcze na Dumę i mrugnęła do niego. Obojętnie jak wielki by nie był, wciąż zachowywał się jak psiak. To było fascynujące.
Nie miała problemu, by mówić o swoich mankamentach, jednak od razu było widać, iż Olivia wolał je obracać w żart. Tak było łatwiej i dużo łagodniej, niż powiedzieć “tak, nie mam cela, nie mam refleksu, gdy raz rzucili mi kafel to trafił w miotłę i zleciałam”. Żarty były mniej brutalne.
Olivia potarła mocno ramiona, wciąż pokryte kurtką. Na uwagę o kelpii tylko pokiwała głową na znak, że się z nim zgadza. Sowa nie były tu potrzebne - w tej kwestii nie mieli chyba żadnych spięć. Oczywiście jeśli mowa była o zwierzętach z natury dobrych lub neutralnych… Bo istniały przecież takie, które zabiłyby cię tylko dlatego, że jesteś. I to nie dlatego, że jesteś człowiekiem, ale się ruszasz. Na tym polegał rozsądek i intuicja - by wiedzieć, których unikać, a których nie.
Drgnęła, gdy Laurent okrył ją swoją szatą. Zrobił to nonszalancko i tak, jakby to była naturalna kolej rzeczy - komuś jest zimno, więc należy go rozgrzać. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Część osób, które spotkała na swojej drodze, w ogóle nie zaprzątałaby sobie głowy takimi gestami.
- Dziękuję - powiedziała, okrywając się szczelniej szatą. Drzewne i piżmowe nuty uderzyły w jej nos. Nie był to w całości zapach amortencji, ale zdecydowanie pokrywał się z pierwszymi tonami. Olivia z zaskoczeniem wciągnęła zapach perfum Laurenta, który wtargnął nie tylko do jej nozdrzy, ale i mózgu, powodując przyjemne odprężenie i drgnięcie serca. - Hm?
Z początku była zbyt rozkojarzona, by dotarło do niej, o czym mężczyzna mówi. Wpatrywała się w niego, jak robi herbatę, i pomyślała o tym, że niektóre herbaty, które piła, trzeba było parzyć ręcznie, bo wtedy miały - przynajmniej według niej - inny smak. Chwilę milczała, pozwalając sobie zanurzyć się w tych myślach, zanim dotarło do niej, o czym Laurent mówił.
- Och, tak! - zdała sobie sprawę z tego, że powiedziała to trochę za głośno, ale sama myśl o tym, że będzie mogła podejść blisko tak majestatycznych stworzeń, sprawiała że z marszu zaczynała się ekscytować. - Jeśli to nie problem.
Dodała nieco drżącym głosem, ale uśmiech na jej twarzy robił się coraz szerszy. Spojrzała jeszcze na Dumę i mrugnęła do niego. Obojętnie jak wielki by nie był, wciąż zachowywał się jak psiak. To było fascynujące.