20.10.2023, 08:50 ✶
- I stawianie oporu przy zatrzymaniu - dorzuciła Brenna, i nawet byłaby całkiem usatysfakcjonowana taką listą zarzutów, gdyby nie kierunek, który obrała ta dyskusja dalej.
Mężczyzna trzymany przez Brennę szarpnął się, jakby testował czy uścisk Detektyw jest mocny. Był. Poza tym nawet jeśli byłoby inaczej i zdołałaby się wyrwać - one obie miały różdżkę, a on nie. Milczał dość długo, aż zwykle cierpliwa Brenna musiała zwalczyć w sobie chęć walnięcia mu po łbie. Żałowała teraz, że kiedy na niego zeskoczyła, nie zdążyła rąbnąć mu w twarz.
Zerknęła ku pozostałym Brygadzistom. Na całe szczęście rzucenie finite nie przekroczyło możliwości Apolla. Ten wydawał się żywy, chyba nie był połamany, chociaż upadek z drzewa na pewno dał mu się we znaki. Opierał się teraz o pień drzewa i rozcierał głowę, mamrocąc pod nosem przekleństwa i spoglądając ku kobietom i zatrzymanemu. Brenna nie mogła dostrzec w ciemnościach wyrazu twarzy mężczyzny, ale była pewna, że ten patrzył na (nie)czarnoksiężnika z pragnieniem mordu w oczach. Victoria zaś, która się ku nim skierowała, mogła potwierdzić, że owszem… tak właśnie było.
– Łeb mnie napierdala, ale żyję – mruknął Apollo z westchnieniem. – Grunt, że macie drania.
Właściwie to nie miały, a przynajmniej nie tego drania, którego chciały dorwać, ale ocucany po drętwocie pewnie tego nie usłyszał.
Tymczasem… ich „drań” rozważał najwyraźniej, kto go przeraża bardziej. Zleceniodawca czy dementorzy. I ostatecznie ci drudzy wygrali.
- Miałem się z nim spotkać w lokalu w niemagicznym Londynie, za dwie godziny - przyznał w końcu mężczyzna. Oklapł jakby, przestał napinać mięśnie, zrezygnowany. - Słowo honoru, ja nic nie wiem, nic nie zrobiłem, miałem tylko odblokować zaklęcie i przekazać wiadomość z miejscem, gdzie coś dla niego zostawiono - zapewnił gorąco i zapewne kłamliwie. Brenna, która po kilku latach w Brygadzie miała skłonności zakładać, że każdy kłamie w jakiejś sprawie, teraz tylko przewróciła oczami. Oczywiście, był bardzo, bardzo przyzwoitym człowiekiem, który znalazł się w złym miejscu, w złym czasie...
- Kim jest ten on?
- Ja go wcale nie znam dobrze - zapewnił szybko, zbyt szybko, ich zatrzymany. - Kręci się po Nokturnie i niemagicznym Londynie, czasem daje zlecenia. I no, to taki... nieprzyjemny gość. Mogę odblokować to zaklęcie, wiem jak, tylko trzeba mi różdżki...
- Świetnie. Adres lokalu proszę. I chyba śnisz. Powiedz, jak przełamać ten czar - westchnęła Brenna. Skoro za "dwie godziny" nie mieli czasu na długie wizyty w Ministerstwie i wielogodzinne przesłuchania. – Tori! Mam przeciwzaklęcie. Dasz radę tę barierę przełamać? – zawołała, obracając się ku pozostałym, kiedy dostała i adres, i inkantację przeciwzaklęcia.
- Sadwick, chodź tu i go przypilnuj! Przysięgam, jeśli ci ucieknie, to skopię ci tyłek – dorzuciła, po czym pchnęła ich ofiarę wprost w czułe ramiona Michaela. Sama wydobyła własną różdżkę i spojrzała najpierw na Victorię, która była tutaj specjalistką od rozpraszania, a potem ku domkowi.
Skoro kłusownicy mieli wejść do środka, było jasne, że muszą sprawdzić, co tam jest. Dowodów w sprawie trochę zdobyły, ale pracując w tym Departamencie parę lat, doskonale już wiedziałeś, że tych nigdy nie jest zbyt wiele.
Mężczyzna trzymany przez Brennę szarpnął się, jakby testował czy uścisk Detektyw jest mocny. Był. Poza tym nawet jeśli byłoby inaczej i zdołałaby się wyrwać - one obie miały różdżkę, a on nie. Milczał dość długo, aż zwykle cierpliwa Brenna musiała zwalczyć w sobie chęć walnięcia mu po łbie. Żałowała teraz, że kiedy na niego zeskoczyła, nie zdążyła rąbnąć mu w twarz.
Zerknęła ku pozostałym Brygadzistom. Na całe szczęście rzucenie finite nie przekroczyło możliwości Apolla. Ten wydawał się żywy, chyba nie był połamany, chociaż upadek z drzewa na pewno dał mu się we znaki. Opierał się teraz o pień drzewa i rozcierał głowę, mamrocąc pod nosem przekleństwa i spoglądając ku kobietom i zatrzymanemu. Brenna nie mogła dostrzec w ciemnościach wyrazu twarzy mężczyzny, ale była pewna, że ten patrzył na (nie)czarnoksiężnika z pragnieniem mordu w oczach. Victoria zaś, która się ku nim skierowała, mogła potwierdzić, że owszem… tak właśnie było.
– Łeb mnie napierdala, ale żyję – mruknął Apollo z westchnieniem. – Grunt, że macie drania.
Właściwie to nie miały, a przynajmniej nie tego drania, którego chciały dorwać, ale ocucany po drętwocie pewnie tego nie usłyszał.
Tymczasem… ich „drań” rozważał najwyraźniej, kto go przeraża bardziej. Zleceniodawca czy dementorzy. I ostatecznie ci drudzy wygrali.
- Miałem się z nim spotkać w lokalu w niemagicznym Londynie, za dwie godziny - przyznał w końcu mężczyzna. Oklapł jakby, przestał napinać mięśnie, zrezygnowany. - Słowo honoru, ja nic nie wiem, nic nie zrobiłem, miałem tylko odblokować zaklęcie i przekazać wiadomość z miejscem, gdzie coś dla niego zostawiono - zapewnił gorąco i zapewne kłamliwie. Brenna, która po kilku latach w Brygadzie miała skłonności zakładać, że każdy kłamie w jakiejś sprawie, teraz tylko przewróciła oczami. Oczywiście, był bardzo, bardzo przyzwoitym człowiekiem, który znalazł się w złym miejscu, w złym czasie...
- Kim jest ten on?
- Ja go wcale nie znam dobrze - zapewnił szybko, zbyt szybko, ich zatrzymany. - Kręci się po Nokturnie i niemagicznym Londynie, czasem daje zlecenia. I no, to taki... nieprzyjemny gość. Mogę odblokować to zaklęcie, wiem jak, tylko trzeba mi różdżki...
- Świetnie. Adres lokalu proszę. I chyba śnisz. Powiedz, jak przełamać ten czar - westchnęła Brenna. Skoro za "dwie godziny" nie mieli czasu na długie wizyty w Ministerstwie i wielogodzinne przesłuchania. – Tori! Mam przeciwzaklęcie. Dasz radę tę barierę przełamać? – zawołała, obracając się ku pozostałym, kiedy dostała i adres, i inkantację przeciwzaklęcia.
- Sadwick, chodź tu i go przypilnuj! Przysięgam, jeśli ci ucieknie, to skopię ci tyłek – dorzuciła, po czym pchnęła ich ofiarę wprost w czułe ramiona Michaela. Sama wydobyła własną różdżkę i spojrzała najpierw na Victorię, która była tutaj specjalistką od rozpraszania, a potem ku domkowi.
Skoro kłusownicy mieli wejść do środka, było jasne, że muszą sprawdzić, co tam jest. Dowodów w sprawie trochę zdobyły, ale pracując w tym Departamencie parę lat, doskonale już wiedziałeś, że tych nigdy nie jest zbyt wiele.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.