12.11.2022, 20:17 ✶
Patrick uśmiechnął się szerzej, najwyraźniej albo rozbawiony, albo zadowolony, że Mavelle uznała jego kurtuazyjne pytanie za rodzaj zaproszenia. Prawda wyglądała tak, że tylko pracowali razem. I chociaż żadne z nich nie ukrywało wzajemnej sympatii – a przynajmniej Stewardowi wydawało się, że łączyła ich wzajemna sympatia, to było to tylko tyle i aż tyle. Skłamałby, gdyby zaczął się zapierać rękoma i nogami przed faktem, że Mavelle podobała mu się na swój sposób. Ale była jeszcze przeszłość Stewarda, która stawała mu przed oczami zawsze, gdy myślał o przyszłości. Pewnych spraw nie dało się ot tak przeskoczyć a oplatający go sekret wydawał się zbyt wstrętny, by został zaakceptowany w obecnych czasach.
Pokręcił głową, najwyraźniej nie zgadzając się ze słowami, które powiedziały.
- Nie o reklamowanie mi chodziło – sprostował, unosząc kieliszek z szampanem do góry. Dołączył do toastu Seraphine. – Prędzej o zaznaczenie swojej obecności, o dobre wrażenie, które za sobą pozostawisz po dzisiejszym wieczorze, o tę nutę zainteresowania, którą wywołasz – opisał.
Oczywiście z Patricka był żaden teoretyk handlu. Nigdy, nawet w czasach młodzieńczych, nie stanął za ladą sklepu, nie musiał też nigdy reklamować żadnego przedsięwzięcia. Nawet do Zakonu Feniksa werbował tych, którzy chcieli do niego należeć, a nie tych których uważałby za najlepszych możliwych członków.
- O, dobrym szkicownikiem i ja nie pogardziłbym – wtrącił. W sumie tak zaczęła się jego znajomość z Mavelle. Oboje szkicowali. I oboje podrzucali sobie szkice. Patrick może trochę częściej, ale też jego biurko w pracy zawalone było rysunkami, bo rysowanie pomagało mu w skupieniu uwagi i przy szukaniu rozwiązań.
Przysłuchiwał się ich wymianie zdań, obserwując licytację.
- Jak to miło usłyszeć, że aż dwie kobiety uważają mnie za przystojnego – zauważył przekornie. Nawet jeśli Seraphine wlałaby w tym momencie w uwagę na temat jego wyglądu całą ironię, na jaką była tylko zdolna, on świadomie (albo i nie) zignorowałby to. A Mavelle? Mavelle nie zaprzeczyła. Przewrócił oczami, wsłuchując się w jej wymówki. – Po prostu pozwolisz mi się poprowadzić, Mav. Masz szczęście, że akurat ja tańczę całkiem dobrze – albo się pochwalił, albo zażartował.
Kiwnął głową, gdy usłyszał odpowiedź Seraphine.
- W takim razie, ja rezerwuję ten pierwszy – zaproponował.
Tak będzie łatwiej zapamiętać. Pierwszy zresztą był o tyle ważny, że sporo osób zwracało wtedy uwagę na parkiet, jeśli więc Mavelle źle się czuła w tańcu, będzie jej lepiej, gdy nie stanie się nagłym obiektem zainteresowania. A Seraphine sprawiała wrażenie kobiety, która dobrze odnajdywała się i na balu, i na parkiecie, i w towarzystwie, i wzbudzając wszechstronne zainteresowanie.
Pokręcił głową, najwyraźniej nie zgadzając się ze słowami, które powiedziały.
- Nie o reklamowanie mi chodziło – sprostował, unosząc kieliszek z szampanem do góry. Dołączył do toastu Seraphine. – Prędzej o zaznaczenie swojej obecności, o dobre wrażenie, które za sobą pozostawisz po dzisiejszym wieczorze, o tę nutę zainteresowania, którą wywołasz – opisał.
Oczywiście z Patricka był żaden teoretyk handlu. Nigdy, nawet w czasach młodzieńczych, nie stanął za ladą sklepu, nie musiał też nigdy reklamować żadnego przedsięwzięcia. Nawet do Zakonu Feniksa werbował tych, którzy chcieli do niego należeć, a nie tych których uważałby za najlepszych możliwych członków.
- O, dobrym szkicownikiem i ja nie pogardziłbym – wtrącił. W sumie tak zaczęła się jego znajomość z Mavelle. Oboje szkicowali. I oboje podrzucali sobie szkice. Patrick może trochę częściej, ale też jego biurko w pracy zawalone było rysunkami, bo rysowanie pomagało mu w skupieniu uwagi i przy szukaniu rozwiązań.
Przysłuchiwał się ich wymianie zdań, obserwując licytację.
- Jak to miło usłyszeć, że aż dwie kobiety uważają mnie za przystojnego – zauważył przekornie. Nawet jeśli Seraphine wlałaby w tym momencie w uwagę na temat jego wyglądu całą ironię, na jaką była tylko zdolna, on świadomie (albo i nie) zignorowałby to. A Mavelle? Mavelle nie zaprzeczyła. Przewrócił oczami, wsłuchując się w jej wymówki. – Po prostu pozwolisz mi się poprowadzić, Mav. Masz szczęście, że akurat ja tańczę całkiem dobrze – albo się pochwalił, albo zażartował.
Kiwnął głową, gdy usłyszał odpowiedź Seraphine.
- W takim razie, ja rezerwuję ten pierwszy – zaproponował.
Tak będzie łatwiej zapamiętać. Pierwszy zresztą był o tyle ważny, że sporo osób zwracało wtedy uwagę na parkiet, jeśli więc Mavelle źle się czuła w tańcu, będzie jej lepiej, gdy nie stanie się nagłym obiektem zainteresowania. A Seraphine sprawiała wrażenie kobiety, która dobrze odnajdywała się i na balu, i na parkiecie, i w towarzystwie, i wzbudzając wszechstronne zainteresowanie.