20.10.2023, 12:05 ✶
- Tak, odrobinkę. Chyba nie chciałabym zostać wyssana z całego życia. Zwłaszcza teraz, bo obiecałam mamie, że znajdę czas na to, by jej pomóc przed rocznicą ślubu... nawiasem mówiąc, chyba będę potrzebowała do tego zmieniacza czasu... więc by chyba znalazła nekromantę, który by mnie ożywił.
Przynajmniej tyle, że ze względu na Beltane i śmierć wujka przyjęcie - które przypadnie już ponad trzy miesiące po tych wydarzeniach, ale pewne rany goiły się powoli - miało być małe. To znaczy małe, jak na standardy Longbottomów, bo "małe" oznaczało - tylko dla rodziny i najbliższych przyjaciół, problem wkradał się, gdy szło definiować tych najbliższych przyjaciół...
*
– Jest coś jeszcze? – spytała Brenna. Nie wpatrywała się już w górę, nie szukała na niebie rzeczy, których nie mogła zobaczyć. Spojrzenie, taksujące, czujne, utkwiła w parze mugoli. I nie chodziło o to, że martwiła się o nich albo o coś, co zrobią. Nie myślała nawet o tym, że stracą zaraz pamięć – zawsze zdawało się jej to trochę nie fair, ale rozumiała stojącą za tym przykrą konieczność, a im miano wyrwać z umysłów tylko te parę chwil.
Zastanawiała się raczej, co takiego zrobił Voldemort, jak ogień limbo wpłynął na świat, że mugole dostrzegają magię.
I jak ten świat naprawdę wygląda.
Bo przecież niemożliwe, aby to była zwykła halucynacja. Chodziły plotki, że mugoli widywali dziwne rzeczy, teraz wpadły wprost na dwie osoby, które dostrzegały coś takiego…
Może gdzieś istniało niebo ze słońcem i księżycem.
Może rzucało cień na niebo ich świata.
– Ja… nie jestem pewien. To wszystko jest takie dziwne – powiedział mugol. A gdy znów spojrzał w górę, zaś gdzieś za nimi Brenna usłyszała trzask aportacji, cofnęła się o krok i wycelowała różdżkę w mężczyznę. Rzucała prosty confundus – ot żeby nie spanikował w chwili, w której pracownicy Ministerstwa się zbliżą. I tak był na tyle zdezorientowany, że nie powinno zrobić to większej różnicy. Rażony czarem rozejrzał się, nagle jakby jeszcze bardziej zagubiony niż wcześniej.
– Dwóch mugoli, widzą słońce i księżyc na niebie. Chyba to jakoś… sprawia, że mają trudność z odróżnieniem, czy to dzień i noc – szepnęła do zbliżającej się czarodziejki. Chociaż nie rozumiała, jak to w ogóle możliwe, bo skoro słońce było na niebie, oczywiste, że to dzień – ot pojawił się jeszcze księżyc. Może więc ten omam sięgał znacznie dalej i nie dotyczył wyłącznie słuchu?
Przynajmniej tyle, że ze względu na Beltane i śmierć wujka przyjęcie - które przypadnie już ponad trzy miesiące po tych wydarzeniach, ale pewne rany goiły się powoli - miało być małe. To znaczy małe, jak na standardy Longbottomów, bo "małe" oznaczało - tylko dla rodziny i najbliższych przyjaciół, problem wkradał się, gdy szło definiować tych najbliższych przyjaciół...
*
– Jest coś jeszcze? – spytała Brenna. Nie wpatrywała się już w górę, nie szukała na niebie rzeczy, których nie mogła zobaczyć. Spojrzenie, taksujące, czujne, utkwiła w parze mugoli. I nie chodziło o to, że martwiła się o nich albo o coś, co zrobią. Nie myślała nawet o tym, że stracą zaraz pamięć – zawsze zdawało się jej to trochę nie fair, ale rozumiała stojącą za tym przykrą konieczność, a im miano wyrwać z umysłów tylko te parę chwil.
Zastanawiała się raczej, co takiego zrobił Voldemort, jak ogień limbo wpłynął na świat, że mugole dostrzegają magię.
I jak ten świat naprawdę wygląda.
Bo przecież niemożliwe, aby to była zwykła halucynacja. Chodziły plotki, że mugoli widywali dziwne rzeczy, teraz wpadły wprost na dwie osoby, które dostrzegały coś takiego…
Może gdzieś istniało niebo ze słońcem i księżycem.
Może rzucało cień na niebo ich świata.
– Ja… nie jestem pewien. To wszystko jest takie dziwne – powiedział mugol. A gdy znów spojrzał w górę, zaś gdzieś za nimi Brenna usłyszała trzask aportacji, cofnęła się o krok i wycelowała różdżkę w mężczyznę. Rzucała prosty confundus – ot żeby nie spanikował w chwili, w której pracownicy Ministerstwa się zbliżą. I tak był na tyle zdezorientowany, że nie powinno zrobić to większej różnicy. Rażony czarem rozejrzał się, nagle jakby jeszcze bardziej zagubiony niż wcześniej.
– Dwóch mugoli, widzą słońce i księżyc na niebie. Chyba to jakoś… sprawia, że mają trudność z odróżnieniem, czy to dzień i noc – szepnęła do zbliżającej się czarodziejki. Chociaż nie rozumiała, jak to w ogóle możliwe, bo skoro słońce było na niebie, oczywiste, że to dzień – ot pojawił się jeszcze księżyc. Może więc ten omam sięgał znacznie dalej i nie dotyczył wyłącznie słuchu?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.